Idealny rodzic gra kompromisami

idealny tato i onbuhimo madamegoogoo, kompromis
Czy da się być idealnym rodzicem? Może i tak... Choć jak już sama zostałam mamą, twierdzę, że to takie trochę "urban legend". Myślę, że będąc rodzicem, nie da się wszystkiego w 100% załatwić idealnie. Chyba, że staniemy się cyborgami, którzy istnieją tylko po to, by dążyć do perfekcji...


Wyważenie jest sztuką


Tak mi się ostatnio skojarzyło, że często będą mamą musiałam ważyć, czy korzyść, czy wada jest większa. To są drobne rzeczy, bo z tych wielu drobiazgów właśnie tworzymy rodzicielstwo...

Lepiej będzie zostać w domu czy wyjść na spacer? Czy to już choroba, czy jeszcze "tylko katar"? Lepiej poczytać, czy iść wcześniej spać? Najpierw sen czy najpierw przekąska?

Ale są też takie dylematy jak te, czy ubrać zimą letnią sukienkę, czy zawozić do przedszkola rozpłakaną czterolatkę? (znacie to?)

Rozmawiać, rozmawiać... Z dziećmi da się rozmawiać



Pewnie! To największa zaleta, gdy dzieci są już większe :) Często starszaki przy zwykłym katarze pytam o nastrój, czy samopoczucie. Mam wtedy ewidentny obraz sytuacji, bo to samopoczucie jest kluczowe w sytuacji, gdy mamy iść do placówki, czy nawet na spacer.

To samo tyczy się tego, co np jemy na obiad, no i chociażby tego, czy ubierzemy tę letnią sukienkę. Wiele można przegadać, choć nie zawsze już tu i teraz! Nie zawsze też to jest tak, że zawsze możemy się ugiąć, choć polecam też czasem odpuścić ;)


idealna mama i trójka dzieci, maleństwo w chuście, na plaży i płaszcz mammastudio



Gra kompromisów i rodzicielstwo. Mniejsze zło


Kilka przykładów z naszego podwórka.

Wprowadziliśmy u nas w domu "instytucję" deserów. Deser jest tylko dla tych, którzy ładnie zjedli obiad. To nie jest jednak ogromny deser, a owoc, koktajl czy okazjonalnie kawałek czekolady, czy kilka chrupek. Nie chodzi o zmuszanie, bo dzieciaki nie muszą jeść na siłę, ale zależy nam na jedzeniu warzyw i to taka trochę karta przetargowa. W tym przypadku my rodzice ważymy, czy lepiej mieć niedojedzone dzieci, czy lepiej by zjadły warzywa przy obiedzie, a za to dostaną jeszcze owoca ;)

Z przytoczoną już wcześniej letnią sukienką. Z początkiem jesieni, Zosi było bardzo przykro, że już jednak ten letni czas za nami. Chciała nadal chodzić w letnich kieckach, które uwielbia. Zanim zdążyłyśmy to dobrze przegadać, zdarzyło nam się ubrać tą letnią sukienkę z koszulką pod spodem, czy grubszymi rajtkami ;) Bo wyważyłam, że właśnie to będzie tym mniejszym złem, zanim dopracujemy sobie rozwiązania typowo jesienne...


Dodam jeszcze mój pomysł na zupy - by dzieci jadły więcej warzyw, przynajmniej 1-2 razy w tygodniu jemy zupę. Dzieciaki najlepiej przyjmują formy zup kremów - ok, przerzuciłam się na kremy, ale by je zjedli chętnie, lubią mieć w środku groszek ptysiowy. Jakby nie patrzeć - nic hiper zdrowego. Jednak myślę, że plusy wynikające ze zjedzenia zupy przewyższają minusy zjedzenia takich dodatków.

Ostatnim przykładem będą inhalacje - My w sezonie wilgotnym, jesiennym, mamy problemy z oddychaniem, więc jesteśmy zmuszeni do inhalacji, dzięki którym Szym może normalnie funkcjonować. Tu z pomocą siedzenia przez te 20-30 minut, przychodzą nam bajki. I znów - 30 minut bajek będzie lepsze niż wariacje i usilne trzymanie w trakcie inhalacji. Myślę, że rozumiecie o co chodzi ;)


Idealni rodzice? Nadal uważam, że są legendą. Ale? Chcę być rozsądnie oceniającym rodzicem. Chcę trenować umiejętność dialogu z dzieciakami, chcę uczyć się kompromisów i uczyć dzieciaki jak z nich korzystać :) a to przyda się nam wszystkim na wielu płaszczyznach...


budująca mama na plaży w kangurku w chuście natibaby kurpie

Udostępnij to:

Komentarze

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)