Poranny rozgardiasz u Budujących, czyli organizacja poranków w rodzinie wielodzietnej

organizacja poranków w rodzinie wielodzietnej - starszaki gotowe do przedszkola
Początkowo zastanawiałam się, czy to wszystko da się ogarnąć. No bo przecież to jest poranek, każde dziecko potrzebuje czegoś innego w danym momencie. Bywa różnie, ale muszę się pochwalić, że po początkowym "o ja cie", udało mi się temat ogarnąć, dzieciaki wiedzą, co robimy po kolei i raczej współpracują. Dzięki temu maksymalnie o 7:45 wychodzimy z domu.
Jak wygląda organizacja naszych poranków?


Poranki w naszym domu - czyli co musimy zrobić rano


  • Poranna toaleta

  • Ubranie

  • Śniadanie

  • Wyjście z domu

No w sumie - standard - nic wielkiego, ale każdy, kto ma dzieci i jakiś termin na wyjście wie, że to nie jest tak prosto, gdy trzeba jeszcze ogarnąć dzieci. Trójkę dzieci ;)


Poranna organizacja


Bez organizacji nic by się nie udało. A musimy być zorganizowani, bo jakiekolwiek zmiany, skutkują zaprzepaszczeniem spokoju i ogarnięcia :D Serio, wiecie ile mnie kosztują poranne inhalacje? To niby 40minut, ale jednak trzeba wstać wcześniej i wszystko zmienić, a przy dzieciach z astmatycznymi skłonnościami, inhalacje pojawiają się niestety często. Ale i na to mamy już system...


Nasze poranki


7:00 - to jest ostateczny czas, kiedy dzieci muszą być na dole. (jeśli robią inhalacje to 6:40) Często są już na dole wcześniej, bo któreś budzi się wcześniej. Tak naprawdę, bardzo nie lubię ich budzić i wolę, by budziły się same z wyspania.

Ja sama staram się wstać trochę wcześniej, tak, by spokojnie przygotować siebie. Na to potrzebuję 10-15minut. Ubrać siebie, wypić kawę (na szczęście przygotowaną przez męża wcześniej, bo on o 6 : 30 wychodzi do pracy) i przygotować śniadanie.

Potem muszę towarzystwo zmobilizować do ubierania - teraz jest już naprawdę fajnie z Zośką, która wiele rzeczy ogarnia sama. Szymka trzeba mocno motywować i u niego to jeszcze się uczymy ubierania, a i tempo bywa różne ;)

Oczywiście, jest też w tym wszystkim Hania, która wstaje bardzo różnie, bo czasem pierwsza jest już o 6 gotowa do zdobywania świata, a czasem muszę ją budzić o 7:15.


Śniadanie


Nie mogłabym ich puścić do przedszkola bez śniadania. Wiem, że to ważny posiłek w ciągu dnia, więc bardzo tego pilnuję. Nawet pół kromeczki, ale chcę by zjedli w domu.

poranne szykowanie z dziećmi - Hanka je śniadanie


Na śniadanie zazwyczaj jemy kanapeczki, czasem serek lub kaszkę-owsiankę, ale niestety za tym nie przepada Szymek. W każdym razie, właściwie do wyjścia z domu dzieci jedzą...


Czesanie


To też istotny czas. Teraz często udaje mi się czesać Zośkę w trakcie śniadania. Ona jest typem zajadacza - gaduły, wiec śniadanie trwa na tyle długo, że dajemy sobie radę zrobić fryzurę i jeszcze pogadać ;)


Wychodzenie


No tak. To chyba najcięższy organizacyjnie moment, bo przypominają się niektóre rzeczy, jak np podanie witaminek lub to, że kurtki zostały w aucie dnia poprzedniego ;) No, ale zwykle po kilku minutach idziemy już do garażu.

Ostatnio wozimy też po drodze do szkoły naszą Sąsiadkę, która pomaga dzieciakom wsiadać do auta. To niby tylko otwarcie i przytrzymanie drzwi, bo dzieciaki same wsiadają do auta, ale ta dodatkowa para rąk jest bardzo wartościowa, szczególnie, gdy Hania pokazuje swoje niezadowolenie z tego, że nie jedziemy teraz już od razu ;)

ogarniane przed przedszkolem - Zosia z parasolem

Turbulencje?


No, oczywiście! I nas nie omijają... Poszukiwania - tej konkretnej zabawki albo drabiny od straży pożarnej. Foch na ubieranie butów, chęć ubrania czapki z poprzedniego roku, albo? "Chcę kupę", usłyszane w najmniej oczekiwanym momencie ;)

Nieobliczalna Hanka też czasem daje popalić i już o 6:45 ląduje w chuście, by w ogóle cokolwiek ogarnąć... Bez turbulencji byłoby nudno ;)

Bywają też takie poranki, że gdy schodzę o tej wpół do 7, to dzieciaki już z Tatą na mnie czekają.

Do przedszkola!


Około 7:45 wyjeżdżamy, a przed 8 jesteśmy już pod przedszkolem. Tu jest też trochę logistyki, szczególnie, gdy pada deszcz.

W normalnej sytuacji, zaczynam od wsadzenia Hanki w nosidło, potem idę po starszaków, po kolei rozpinam, wychodzą i idziemy do przedszkola.

Gdy pada deszcz, zaczynam od starszaków - najpierw przygotowuję ich do wyjścia - rozpinam pasy, zapinamy kurtki i zakładamy kaptury. Potem idę po Hankę i dopiero idziemy wyciągać starszaki, tak by wszyscy byli jak najkrócej na deszczu :)

W przedszkolu staram się krążyć między starszakami, bo szatnie mają w innych częściach holu i tu dużo mi pomaga samodzielność Zośki.

Sale przedszkolne są na górze. Tam najpierw wszyscy żegnamy i buziakujemy Zośkę, potem Szym wchodzi do swojej sali.


"Uff! Udało się ich ogarnąć", po raz kolejny myślę, gdy o 8:05 wsiadam do auta. Teraz pora na moje śniadanie i dalsze ogarnianie życia :D

A Wy macie swoje patenty na poranne perturbacje?

poranki z dziećmi - Szymek z parasolem

Udostępnij to:

Komentarze

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)