Rodzinny lipiec za nami

Pamiętacie, jak miałam obawy przed wakacjami? Zastanawiałam się, jak to ogarnę, całą trójkę w domu... Może nie jest lekko, ani łatwo, ale wieczorem choć przetyrana, idę spać szczęśliwa. Jak nam minął pierwszy miesiąc wakacji?


Intensywnie


No, jak się okazało, to było najlepsze słowo do opisania naszego lipca. Goście, wyjazdy, rozjazdy, spotkania. Przez całe 31 dni nie było dnia "co by tu porobić", serio!

Nie wiem, czy to u mnie jakieś odchyły, ale ja tak bardzo lubię. Oczywiście, lenistwo to też jest dobry sposób, ale nie zdążyłam się jeszcze tak wylenić, by mnie to znudziło :D

Mieliśmy zaplanowane i weekendy, i dni powszednie, i w domu i na wyjazdach. A i super wakacje nam się udały i nawet niespodzianka, bo w sierpniu jeszcze na chwilkę wyjedziemy.




Chrzest


W pierwszy weekend lipca mieliśmy zaległe Chrzciny. Małe przyjęcie grillowe, odwiedziny rodzinki. Przydał się taras, choć pogoda z początkiem miesiąca nas niezbyt rozpieszczała ;) Ale od czego jest dziecięca wyobraźnia? I w kaloszach można biegać po deszczu na podwórku i korzystać z powietrza :D


Wielkopolska dla dzieci, czyli okoliczne wycieczki


W kolejny weekend mieliśmy gości z powarszawskiego Konstancina, dzięki nim odwiedziliśmy turystyczne miejsca w okolicy. Wiecie, samemu zazwyczaj cieżko się zebrać, a jak przyjeżdża ktoś z daleka, to już łatwiej ;)

Wybraliśmy się do Poznańskiego ZOO. To było dla mnie wyzwanie, bo Piotrek był w pracy, więc do ogarnięcia była cała trójca ;) Ale udało się bardzo sympatycznie, nawet pomimo deszczu, dobiegliśmy do auta z pogodnym nastawieniem ;) No dobra, oszukałam, sama nie byłam, przecież byliśmy razem z naszymi gośćmi ;)

Wybraliśmy się też, tym razem już wszyscy, do Biskupina oraz (i to był szał!) do Wenecji. Pomiędzy tymi miejscowościami kursuje kolejka wąskotorowa. Szymek jest wielbicielem pojazdów wszelakich, więc i tu był w siódmym niebie, ale to dopiero był początek najlepszego! W samej Wenecji, w "muzeum" przy stacji, można pooglądać cały park ciuchci - lokomotywy, stare wagony - wszystko z możliwością wejścia, obejrzenia, dotknięcia :)








Kołobrzeg i my


Wyjazd do Kołobrzegu, choć spontaniczny, okazał się strzałem w 10! Świetna lokalizacja (Przeczytaj: Kołobrzeg - na zachód od portu), umiarkowana pogoda i moc atrakcji. Nawet sama podróż - znów pociągiem ;) Okazała się dla dzieciaków super przygodą i dla nas też, w końcu jeszcze dzień przed wyjazdem nie rozpatrywaliśmy takiej opcji - przeczytajcie tu: Pociągiem z dziećmi - Do Kołobrzegu :)

Było optymalnie - można było korzystać z basenów i plażować, choć nie smażyć się bez pomysłu ;) Dzieciaki dostały porządną dawkę jodu z morskiej bryzy, a my odreagowaliśmy, słysząc szum fal i oczyszczając głowy.










Chańcza wykańcza


Ale nie nas! Zaraz po powrocie z Kołobrzegu, odebraliśmy od mechanika auto i pognaliśmy nad Zalew Chańcza, za Kielce. Byliśmy grubo ponad tydzień i znów nie mieliśmy czasu się nudzić. To już tak chyba jest, że z dziećmi się nie da. Nawet nie zdążyliśmy wszystkich pomysłów na nudę zrealizować :D

Znów pogoda nam się udała, kilka dni to było czyste plażowanie, które osobiście uwielbiam! ale nad jeziorem jakoś łatwiej o kąpiele niż w morzu. Nasze dzieciaki to typowe wodniaki, mogą siedzieć w wodzie do upadłego.

Kilka dni z pochmurną aurą wykorzystaliśmy na spacery, czytanie, zabawę plasteliną.










Jak bardzo bym chciała


Mam super pozytywne nastawienie po tym lipcu! Ciągle w ruchu, ciągle w akcji, ale takiej pozytywnej! Po to jest lato, by wypompować się z energii, a jesienią odpoczywać :D

Tak bardzo mi się marzy zapamiętać każdą chwilę z tych wakacji, tak bardzo bym chciała, by oni też to pamiętali.

Wiadomo, gdy jest rok szkolny, obowiązki, terminy, czas spać, czas na jedzenie, czas wyjeżdżać... Wtedy sie goni. Na wakacjach można wszystko, na wakacjach jest inaczej i wyjątkowo!


A wy? Jak spędzacie lato? Macie jakiś system wakacyjny? Nasze przedszkole nie miało dyżuru w tym roku, więc mamy całe 2 miesiące do zagospodarowania ;)



Udostępnij to:

Komentarze

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)