Jak rodzimy, to razem

Od początku, wyobrażając sobie poród, chciałam mieć przy sobie głównego sprawcę, czyli męża ;). On jednak miał wątpliwości...


Facet nie chce być przy porodzie


I w sumie, ma do tego prawo... Tak naprawdę, to ktoś, kto przy porodzie jest za karę, czy na siłę, nie będzie dobrym partnerem ani żadną pomocą... Niestety...

Taka osoba, zamiast nam pomóc, przeszkadza. Swoim czarnowidztwem,czy złym nastawieniem może zepsuć całe piękno porodu...

Nie wiem, jakie są ku temu pobudki. Nie jestem mężczyzną... Słyszałam, że część z nich obawia się o swoje relacje z partnerką po porodzie. Szczerze - nie wiem, jak można tak powiedzieć osobie, którą się kocha (przecież chce się być razem nie tylko w dobrych chwilach i w pełnym makijażu), ale pozostawmy to sumieniu tamtych mężczyzn.

Mężczyzna może jednak czuć się niekomfortowo, jak i kobieta. Są kobiety, które mają tak wielki lęk przed porodem, że decydują się zrezygnować z dziecka, więc nie nam oceniać...


Dlaczego mój mąż zdecydował się być przy porodzie?


Przede wszystkim, poszliśmy razem na zajęcia szkoły rodzenia. Nie, na tych zajęciach nie uczyliśmy się za bardzo "rodzić". Położna opowiadała o pielęgnacji maluszka, ale i fazach porodu, możliwych znieczuleniach, zaleceniach i komplikacjach. Trafiła nam się mądra położna, która opowiedziała o rzeczywistych konsekwencjach znieczulenia, szczególnie przy porodzie, który postępuje w tempie... Przekazała nam wiedzę o tym, jak wszelkie przyspieszenia mogą zagrozić naturalnemu rozwiązaniu i po prostu przeszkodzić, zamiast pomóc. Stąd mój PLAN PORODU - tak starannie przygotowany ;)

To chyba, że usłyszał o porodzie od kogoś, dla kogo to była "normalka" i chleb powszedni, to skłoniło go, by spojrzeć na ten temat z innej strony. Nie biernie - jako faceta ze starego filmu, który siedzi w poczekalni i czeka, aż mu pokażą jego dziecko, ale kogoś, kto ma wpływ na przebieg porodu. Kogoś, kto może się zaopiekować swoją kobietą i zadbać o największe dobro dla dziecka.

Na zdjęciach - Zośka i Szymek w pierwszych chwilach życia...





Więc czym podczas porodu zajmował się mój mąż?


Przede wszystkim był tam dla nas. Nie dla siebie i nie dla mnie, ani nawet dla dziecka. Przy porodzie był, by wszyscy na tym skorzystali. 

Pomagał mi dużo, kiedy skurcze były bolesne, pomagał się rozluźnić, pomiędzy nimi. Dawał się łapać za rękę i zabierał ją, kiedy jej nie chciałam. Rozmawiał ze mną... Był MOJĄ OSOBĄ na tej szpitalnej sali...

Mój Mąż, będąc przy porodzie, po raz 10 odpowiadał na pytania, czy nie chcę znieczulenia. Mój mąż krzyknął do mnie, że już jest główka, i zaraz zaraz się skończy :) Mój Mąż, stał na straży jeszcze tętniącej pępowiny i na sali poporodowej dał mi czekoladę ;)





Rodzenie z osobą towarzyszącą


Myślę, że to nie zawsze musi być mąż, choć zaznaczam, że sama nie wyobrażam sobie takich relacji ;). Kobieta może czuć się lepiej w towarzystwie douli, koleżanki, czy zaufanej położnej. Ba! Podejrzewam, że są wśród nas kobiety, które zdecydowanie wolą być same i same ze sobą przeżyć ten poród. I dobrze! Bo każdy ma swoje zdanie, swoje poglądy i swoje zasady.

I to jest piękne, jak pięknie się różnimy...


My czekamy już na kolejny poród, i choć już bardzo chcielibyśmy poznać Hanię, fascynuje nas ta niewiedza. Czekamy na poród, który znów będzie wymagającym, ale pięknym wydarzeniem. Jesteśmy na to przygotowani, na tyle, na ile możemy... Nie przyjmujemy do siebie możliwości, by nie być tam razem. Chcemy jeszcze raz przyjąć na świat naszego małego człowieka....



Udostępnij to:

Komentarze

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)