Chustowanie #1 - aspekt praktyczny


Korzystając z okazji, że mój malutki roczniaczek, właśnie zasnął, i to zasnął w chuście, postanowiłam napisać Wam o praktycznym zastosowaniu tegoż przybytku :)



Dlaczego kupiłam pierwszą chustę?


Moja pierwsza chusta, to zwykły pasiak. (post o tym jak wybrać pierwsza chustę) Kupiłam ją dlatego, że wiedziałam, że dziecko czasem chce na ręce, potrzebuje tego, a nie zawsze można sobie na to pozwolić, tzn czasem trzeba coś w domu zrobić.

Zosia miała dość duże kolki, a ja miałam tylko chustę elastyczną. Choć można jej używać od początku, nie daje takie stabilizacji jak chusta tkana. Poza tym elastyka miałam pożyczonego i musiałam oddać, a chustę tkaną można również wiązać, trzymając dziecko na plecach. Więc wybór padł na tkaną.




Kto mi pomógł?


Moją chustomamą jest Logomatka, czyli Magda. Dzięki niej zdecydowałam się na chustę, to ona tez pomogła mi w wyborze oraz pomogła załapać o co w tym wiązaniu chodzi. Jest doradcą noszenia dzieci w chustach i zdecydowanie - bardzo dobrze się w tym odnajduje :)




Krótki bilans wartości chusty - w praktyce


Chusta kosztowała mnie 130 zł. Za tą cenę kupimy już porządną chustę tkaną w splocie, który pozwoli nam na wygodne noszenie. Kolejne chusty, to już bardziej wymysły, fanaberie i chęć posiadania czegoś pięknego, jednak nie o tym teraz ;)

W zawrotnej kwocie 130zł miałam:

1) wygodne spacery, szczególnie wygodne szykowanie się na te spacery. Właściwie kiedy Szymek zaczął być bardziej kumaty i kiedy wychodziliśmy bardziej na plac zabaw niż na krążenie po wsi wózkiem, to Szymek wędrował do chusty.



2) Możliwość dopieszczenia Zofii. Wszędzie "piszo" - Starszak potrzebuje jeszcze więcej uwagi. Wszystko super, jeśli Młodziak tej uwagi nie potrzebuje. Czasem jednak, musimy jakoś Mlódziaka udobruchac, żeby pozwolił na zwracanie wielokrotnej uwagi Starszakowi :)



3) Codzienny obiad. Naprawdę większość obiadów gotuję z Szymem na plecach. Szkoda mi czasu, keidy on śpi, na gotowanie, bo często pracuję wtedy przy komputerze, a kiedy już się obudzi, razem gotujemy obiad.



4) Zaprowadzanie do przedszkola. Od kiedy Zofia chodzi do przedszkola, chusta (a później nosidło - przypominam Od kiedy można nosić dziecko w chuście a kiedy w nosidle) stała się naszym nr 1. Wyobrażacie sobie, jakbym miała wkładać Zosię do fotelika i zaciągać pasy, trzymając w rękach Szymka? Masakra to by była :D A Szym nie z tych, co grzecznie w foteliku za siostrą poczekają, więc chusta bardzo nam się przydaje :)



5) Wszystko w domu zrobimy. Naprawdę wszystko. O obiedzie już pisałam, ale sprzątanie, odkurzanie, wieszanie prania, czy zwykłe, najzwyklejsze picie kawy, to nie problem :D Kiedy już zdecydujemy się na noszenie dziecka na plecach - a można od urodzenia, z wykorzystaniem wiązania plecak prosty - to już w ogóle nie ma rzeczy niemożliwych :)



6) Usypianie. Nie ważne gdzie i z kim. W chuście można spać.  W najgorszych sytuacjach ratowała nas chusta - drzemka w gościach? Z szalejącą dwulatką? Z glutami? No problem :) - to akurat zdjęcia z dziś :)





To naprawdę baaardzo krótki bilans. Oczywiście, chusty, to nie tylko praktyka, ale o reszcie napiszę innym razem ;) 

Nosiliście? Nosicie? Chcecie nosić? 

Udostępnij to:

Komentarze

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)