To, co nas zaskoczyło w czasie budowy

Nie wiem, czy wiecie... Budowa, to ogromne przedsięwzięcie... Naprawdę to nie jest tak, że od, sru - zaczynasz i budujesz... Papiery, formalności, przepisy...

Ale choćbyś nie wiem jak zaplanował swoją budowę, coś może nie wypalić... I nie chodzi tu o dostawę nie w terminie, ale zupełnie inne dziwne sytuacje. Co nam się zdarzyło?



Koparka niszczyciel


Fundamenty były u nas kopane taką minikoparką z malutką łyżką. Nie zdążyła jednak zrobić wszystkiego i była konieczna ponowna wizyta koparkowego. Za drugim razem przyjechała wielka kopara, i? Nie było mowy o dokładności czy porządku. Po prostu masakra! Po jednym wjeździe działka wyglądała jak przeorana!


Wykonawca idealny


Nie sądziliśmy, że takiego znajdziemy. Nie sądziliśmy również, że trafimy na oszusta. Sytuacji opisywać nie będę, bo już nie raz pisałam (a wiem, że niektórych z Was nudzi ;) ). Zaskoczyło nas jednak to, że tak szybko znaleźliśmy niemal idealnego wykonawcę.


Koszt instalacji kanalizacyjnej


To wydatek, który mnie zdecydowanie zaskoczył. Był on związany z koniecznością podłączenia do sieci ciśnieniowej. Musieliśmy też wybrać model pompy, rekomendowany przez nasza gminę (nie najtańszy), żeby to zakład komunalny przejął obsługę tego urządzenia.


Bagno


Pomimo całych chęci i niezbyt "ciężkiej" budowy. (Bądź co bądź, drewno jest znacznie lżejsze niż mury) Nasze podwórko to było jedno wielkie bajorko. Naruszenie warstwy "trawy" i przekopanie ziemi zdecydowanie odbiło się pobojowiskiem po jesieni i wiosennych roztopach.

Dlatego też od razu w maju kombinowaliśmy z odwodnieniem i łapaniem deszczówki z rynien.




Pęknięta bateria


To coś, czego nie spodziewaliśmy się kompletnie... Tydzień przed wprowadzką montowaliśmy wszystkie baterie. Wężyki, rurki, pakuły... 50 razy sprawdzane... Na noc zawsze zakręcaliśmy wodę, bo spaliśmy jeszcze gdzie indziej. Potem stwierdziliśmy, że nic nie cieknie, nie będziemy zakręcać... Kolejnych kilka dni było ok. I w dzień, kiedy mieliśmy się wprowadzać, dokładnie w sobotę (pierwszy dzień 40 tc), zajechaliśmy pod dom i zobaczyliśmy powódź. Cały parter był zalany. Wszystko! Pękła bateria wannowa, wylało się jakieś 12 metrów sześciennych. I zamiast myśleć o firankach i spokojnie czekać na poród, szukaliśmy osuszaczy (http://www.osuszacze.watersmile.pl/) i zastanawialiśmy się, czy będą większe konsekwencje tej grubej awarii...

Na szczęście w domu mieliśmy najtańsze panele, dają radę do dziś i w ogóle nie szkoda mi ich przy dziecięcym szuraniu wszystkim ;)


Dlaczego o tym piszę? Bo nigdy nie wiadomo, kiedy i co się zdarzy. Zawsze warto być czujnym i ostrożnym... I zakręcać tą wodę przed dłuższym wyjazdem, nawet jeśli to tylko na noc. I sprawdzać koszty przed budową, i dopytywać. I napisać bezpieczną umowę tak, żebyśmy nie zostali na lodzie. No i ostatecznie nie aranżować ogrodu przed budową, bo wiele rzeczy może nas zaskoczyć ;)



Udostępnij to:

Komentarze

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)