(nie) najlepsza pora


Na co? Na macierzyństwo, na ojcostwo, na bycie rodzicami...


Poruszona kampanią, która miała promować wcześniejsze macierzyństwo, czytająca kilka opinii, na tą Piwnookiej (piwnooka.pl), postanowiłam napisać o tym, jak my tę porę wybraliśmy.


Kiedy podjęliśmy decyzję o chęci bycia rodzicami? Dlaczego akurat wtedy postanowiliśmy się postarać? Czy to była dobra decyzja?



Pragnienia i rzeczywistość


Mamą chciałam zostać już dawno. Uwielbiam dzieci, szczególnie te najmniejsze maleństwa. Byłam gotowa. Czułam motylki w brzuchu na samą myśl, w sercu robiło mi się ciepło, kiedy byłam blisko jakiegoś dzieciątka. Chciałam być mamą. To był mój plan na życie.

Oczywiście nie sama. P. był że mną zgodny. Wiedzieliśmy, że chcemy "kiedyś tam" być rodzicami. Ślub wzięliśmy z miłości (2010r.), w połowie moich studiów ;-) mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu. On już skończył studia i utrwalał stabilność swojej pracy, ja studiowałam i myślałam nad jak najszybszym ustatkowaniem (zdobyciem zdolności kredytowej). Nie chcieliśmy niepewności jutra. Chcieliśmy, żeby nasze dzieci miały wszystko co najlepsze.

Chcieliśmy mieć dom. Nasz, wspólny dom. I stabilizację. Choćby względne bezpieczeństwo. Wisiała nad nami jednak diagnoza policystycznych jajników. Diagnoza, która dla mnie była niczym wyrok. Wyrok, którego się bałam, i którego nie zaakceptowałam.

To była nasza rzeczywistość. Choć nie było jeszcze powodów do zmartwień, nie wiedzieliśmy "ile mamy czasu", kiedy się zacznie i ile cierpienia musielibyśmy znieść, gdyby "się zaczęło". Jajniki to nie termostaty elektroniczne, które możemy sobie ustawić co do godziny. Nigdy nie wiemy, jak zadziałają, a kiedy mamy jakiekolwiek przesłanki, że coś może zacząć się dziać, to naprawdę myślimy o tym w zupełnie innych kategoriach.

Postanowiliśmy więc, że to jest nasz priorytet. Wspólnie podjęliśmy decyzję o tym, że chcemy mieć dziecko i nie będziemy czekać dłużej niż to konieczne. Chcieliśmy jednak zrobić to z głową, więc kilka rzeczy musieliśmy dopiąć. Chciałam mieć spokojną głowę podczas ciąży i spokojny urlop macierzyński. Więc zaczęliśmy dopinać...


Wrzesień 2012


To był nasz czas. Od marca pracowałam, od czerwca miałam stałą umowę, byłam na ostatnim roku studiów, ale mimo to, chciałam szybko normalnie pracować (całe studia sprzątałam). Wzięliśmy kredyt na budowę. Pomimo oszusta wykonawcy zaczęliśmy budowę.

Przyjechało drewno, wiedzieliśmy, że już latem będziemy mieszkać... Postanowiliśmy zacząć się starać - udało się za pierwszym razem :) Trochę już o tym pisałam przy opisie pierwszego trymestru, dawno temu :)

Tydzień przed obroną mgr zobaczyłam 2 kreski na teście, a przy okazji rodzinnego spotkania z okazji obrony, wszystkim wręczyliśmy koperty ze zdjęciem. Pierwszym zdjęciem USG Zośki. Zresztą O szczęśliwych zbiegach okoliczności też mogliście już poczytać :)


I tak poznaliście nasze szaleńcze gnanie ku rodzicielstwie. Choć czasem nie jest łatwo, ani lekko, mamy dwójkę wspaniałych dzieci. Nigdy nie będziemy tego żałować... Jesteśmy młodymi rodzicami, spełniamy się jako para, jako rodzice i ludzie.
Ktoś mógłby się zapytać po co tak wcześnie? A może dlatego czekaliśmy tak długo? Zostałam Mamą mając 25 lat, P. miał prawie 28. Dla nas był to czas idealny i najlepszy!
Cała kampania mnie nie obchodzi, bo mnie nie dotyczy. Wiem jednak, że każdy ma swój najlepszy czas, i szkoda byłoby go przeoczyć <3

Zosia z Tatą <3

Udostępnij to:

Komentarze

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)