Kryzys laktacyjny jest do przejścia!

Jak sobie poradzić z kryzysem laktacyjnym?
Wczoraj zapytałam Was o tematy postów i pomimo zdecydowanego wyboru na rowerek biegowy, propozycja posta o kryzysie laktacyjnym również cieszyła się Waszym zainteresowaniem.

Więc dzisiaj mniej przyjemnie. Dziś będzie o kryzysie i to nie byle jakim. O kryzysie laktacyjnym.

Dziś chcę, żebyście dowiedzieli się, że to całkowicie normalne i że zazwyczaj można sobie z nim poradzić... Będzie też o naszych sposobach na kryzys :)


Co to takiego ten kryzys laktacyjny?


Jest to ogólny problem z dogadaniem się dziecka z Mamą. Mamie wydaje się, że nie ma mleka, dziecko się nie najada, a tak naprawdę?

Jest to związane z tym, że maluszek musi dostosować sobie piersi do swoich potrzeb. Konkretnie musi wyregulować ilość mleka pod siebie. 

Kryzys laktacyjny często ma miejsce podczas skoku rozwojowego, czyli wtedy, kiedy dziecko uczy się czegoś nowego, albo zdobywa nowe umiejętności. Zazwyczaj występuje on w 6 tygodniu, 3, 6 i 9 miesiącu życia dziecka.


Jakie są objawy kryzysu laktacyjnego?


W NASZYM PRZYPADKU, zarówno przy Zosi, jak i przy Szymku, najważniejszym objawem było rozdrażnienie i ciągła chęć "wiszenia na cycku". A moje odczucie było takie, że nic z piersi nie leci.

Do tego dziecko nieco rozdrażnione, bardziej płaczliwe niż zwykle...


Pierwszy nasz kryzys laktacyjny


Przy Zosi zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. Po prostu któregoś wieczoru (koło 6 tygodni) Zosia zamiast usnąć przy piersi, jak codziennie, marudziła. Zupełnie nie wiedziałam, co się dzieje... Ssała 30 minut, 60... Brodawki zaczynały znów boleć, przekładałam ją z piersi do piersi. Po kilkanaście minut... Po kilku dniach wszystko wróciło do normy (zachowanie Zosi), Mała zaczęła się w nas mocniej wpatrywać, a ja miałam kolejny nawał pokarmu...

Kolejny bardzo mocno odczuwalny kryzys był w 3 miesiącu. I tym razem było zupełnie tak samo, a po wszystkim Zośka zaczęła łapać zabawki ;)


Jakie myśli mi towarzyszyły?


Czułam się beznadziejnie. Ból brodawek, brak mleka... Nie mogę jej nakarmić? Dać butelkę? Ale ja nie mam butelki... Tzn butelkę mam, ale mleka nie mam... Poza tym, Zośka nie bierze smoczków do ust... Co robić?

Pamiętam, jak ważne było wsparcie Menża! Kiedy potrzebowałam iść pod prysznic wieczorem, nosił Zosię, żeby ta nie ryczała stale... Wiedziałam podświadomie, że muszę karmić, choć nie było to łatwe...


A Szymek?


Z Szymkiem, jakoś tak jest łatwiej, bo pomimo mniejszej ilości czasu, mamy jeszcze chustę. I potrzebę bliskości realizujemy również w ten sposób. Ale bywały też dni wiszenia i udawało nam się wszystko pogodzić. W końcu większość dnia jesteśmy w trójkę ;)


Jaki jest mój sposób na kryzysy i skoki rozwojowe?


Bliskość. Noszenie w chuście, tulenie, wspólne spanie... i przystawianie do piersi na żądanie. Pierwszej, drugiej, trzeciej, piątek i dziesiątej piersi!

Taki kryzys ma na celu lepsze dopasowanie naszego ciała do potrzeb dziecka. A inaczej przez praktykę, się tego nie nauczy. Tak samo, jak nic nie pozwoli nam lepiej nauczyć się języka, jak kurs języka angielskiego za granicą. Praktyka jest w cenie!

Z pierwszym dzieckiem, najlepszym rozwiązaniem jest wspólne leżenie w łóżku, nawet pod kołdrą. Tak, żeby dziecko czuło ciepło ciała mamy. No i chusta - moim zdaniem najcudowniejszy sposób bliskości z dzieckiem.


I najważniejsze! Nie katujcie się! Róbcie wszystko w zgodzie z sobą, tak, żebyście niczego nie żałowały! Każdy kryzys minie prędzej czy później. Zawsze istnieje rozwiązanie najlepsze dla Was i Waszych Maluszków <3


Udostępnij to:

Komentarze

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)