Dzień otwarty Budującej #1 Historia Natalii z okazji Tygodnia Karmienia Piersią



Postanowiłam, że co jakiś czas otworzę bloga dla Was - czytelników! Jeśli chcecie na blogu opublikować swój tekst - na dowolny temat - to zapraszam! Piszcie do mnie maile, piszcie wiadomości prywatne. Jeśli jest coś, czym chcielibyście się pochwalić, co Was nurtuje, a nie chcecie zakładać swoich blogów, być może dopasujemy temat do mojego bloga :)


Na pierwszy ogień idzie historia Natalii - 26 letniej młodej Mamy z Wronek, która chciała pochwalić się swoją historią karmienia piersią <3

I dziś, z okazji jutrzejszego rozpoczęcia Tygodnia Promocji Karmienia Piersią, mam dla Was jej tekst :) Wspomóżcie ją dobrym słowem i ciepłym komentarzem :)



Jak się zaczęło?


Moją przygodę z karmieniem piersią zaczęłam 17 lutego 2014 roku, gdy oto o 1:25 siłami natury na świat przyszła moja córeczka Amelia. Wprawdzie przystawienie córki na porodówce było ekspresowe, bynajmniej tak je zapamiętałam, to potem córka przy cycusiu spędziła resztę nocy i cały dzień, i potem całą noc i znowu cały dzień : )

Amelka w pierwszych chwilach życia



No to było kolorowo?



Początki nie były kolorowe... Pamiętam, jak miałam poranione brodawki, jak cholernie bolało gdy przystawiałam córkę, jak miałam łzy w oczach na myśl o tym, że muszę jej podać tą obolałą pierś... 

Po powrocie do domu musiałam zapisywać kiedy i jak długo córka pije, bo mało przybierała na wadze, więc przy fotelu do karmienia leżała kartka, długopis i zegarek, i zapisywałam. Nauczyłam się prawidłowo przystawiać, brodawki się zagoiły, malutka zaczęła przybierać na wadze i wszystko było by fajnie gdyby... nie pojawił się kryzys laktacyjny, i to jaki! 


Mój kryzys laktacyjny i butla


Przez tydzień córka płakała jak szalona, cały czas przy piersi, godzinami leżałyśmy na łóżku, karmiłam ją na przemian jedna pierś, potem druga. Po tygodniu moja mama oraz mój mąż sugerowali mi bym podała mleko modyfikowane, bo ona jest ciągle głodna, że mam mało mleka, że może mam „słabe” mleko i się nie najada, upierałam się, że nie, że ja chcę karmić piersią i mam wystarczająco mleka, ale po kolejnym tygodniu słuchania, że dziecko się nie najada, zaczęłam wierzyć, że może rzeczywiście mam za mało mleka lub coś z nim nie tak. 

Skończyło się na tym, że podałam Amelce pierwszą butelkę mm ze łzami w oczach i wyrzutami sumienia, że własnego dziecka wykarmić nie potrafię. Przez miesiąc podawałam jej dwie butle mm (w południe i na noc) no i karmiłam piersią na zawołanie. Między karmieniami walczyłam z laktatorem. A że moje piersi były oporne na laktator, to po godzinie odciągania (z obu piersi) miałam w butelce może 20 ml, ale zawsze coś. Mąż wspierał mnie w walce o mleko, w sytuacjach kryzysowych pocieszał i dopingował. 


Po miesiącu, laktator skrzypiał i podejrzewam, że błagał bym go już oszczędziła i go więcej nie używała. Odstąpiliśmy od dodatkowego dokarmiania w dzień, ale baliśmy się zrezygnować z wieczornej butli, aż do czasu gdy pojechaliśmy na wakacje. W drodze powrotnej troszkę zbłądziliśmy i nie zdążyliśmy do domu na czas kąpieli i wieczornego karmienia (+ butla), więc nakarmiłam córkę piersią i zasnęła w foteliku, gdy dojechaliśmy do domu, przełożyłam ją do łóżeczka i spała tyle samo godzin co po dodatkowej butli.

(żebyście sobie nie myślały, że moja córka przesypiała całe noce lub chociaż pół, ależ skąd! Na palcach jednej ręki mogę zliczyć momenty gdy moja córka przespała 7h w nocy! Zazwyczaj budziła się co 3-4godziny. Doskonale pamiętam te noce, bo obudziłam się przerażona, że Amelce coś się stało, skoro jeszcze się nie przebudziła, a potem stałam nad łóżeczkiem i czekałam kiedy tylko zamruczy by ją dostawić do piersi bo myślałam, że pękną takie były pełne) 

i od tamtej chwili stwierdziłam, że więcej jej nie będę dawać mm bo nie ma to sensu, i potwierdziło to, że mleka mam wystarczająco skoro tyle samo śpi.


I zawsze było pięknie?




Przez cały czas mojego karmienia nie miałam ani jednego nawału ani zapalenia piersi, aż tu nagle na kilka dni przed publikacją mojej historii, rano obudziłam się z bolącą piersią. Straszny ból, aż nawet dotknąć się nie mogłam. Do tego gorączka, dreszcze ehh… szkoda gadać... Przystawiam córkę, robię ciepłe okłady przed karmieniem i po karmieniu zimne okłady z liści kapusty i jestem dobrej myśli.

Amelka <3



Po 15 miesiącach karmienia



Dziś, z perspektywy czasu wiem, że niepotrzebnie ją dokarmiałam, ale słuchając innych opinii (mama, babcia, teściowa, koleżanki), że pewnie mam za mało mleka itp. zaczynałam w to wierzyć. 

Amelka ma 15miesięcy i 13 zębów. Nie obyło się też bez pogryzienia brodawek przy wyrzynaniu się ząbków (najgorsze były dwójki). Przypominał mi się wtedy ten ból z początków karmienia piersią, gdy miałam poranione brodawki. Po dziś dzień budzi się niekiedy dwa razy w nocy na cyca, ale już z pierwszą pobudką biorę ją do nas do łóżka. 

Jestem dumna z tego, że pomimo kilku ciężkich momentów nie poddałam się i karmię ją do dziś.

I #karmięswobodnie :) Czy piękne karmienie plenerowe <3

 
Uwielbiam momenty gdy podczas karmienia nagle puszcza cyca i mówi „mama” i pije dalej, gdy patrzy mi w oczy i uśmiecha się zadziornie gdy ją karmię... i gdy śmieje się w głos z cycem w buzi, gdy tuli główkę do moich piersi i pokazuje jak je kocha... jak daje buziaki i robi „aja”... jak cieszy się i klaszcze gdy mówię, że „dam cycy”... jak pijąc klepie się po brzuszku pokazując jakie pyszne mleczko... jak zasypia i wysuwam pierś i widzę ten wystający języczek, a niekiedy i resztkę mleka w kąciku tych malutkich usteczek. 

Dla takich momentów warto! Kocham to, po prostu kocham i nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej <3

             
Ostatni akapit przypomniał mi post o naszych minutach i sekundach...

Udostępnij to:

Komentarze

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)