O dwóch takich... Co kradną serca



Zosia z Lilką spotykają się niepierwszy raz. Spotkania były różne, kiedyś dziewczyny całkiem się sobą nie interesowały, dziś czas uciekł nam naprawdę szybko. Po chwili zabawy w domu wybraliśmy (bo przecież był z nami też nasz Szymciowy mężczyzna) się na plac zabaw - Zosia szalała z radości, że ma wreszcie towarzyszkę. Chciała pokazać Lilce wszystko :)

Niestety, na wsi dziecko na placu zabaw, to rzadkość. A takie odwiedziny to prawdziwa zabawa :)




Nie ma co się rozpisywać, dziś tylko zdjęcia :) A jeśli chcecie więcej, zapraszam Was do Alinki (Z życia Mamy i Córki) i na nasze FanPage na Facebook'u: Aliny i Werki.

Idą idą :)

Uwaga, uwaga, szykuję się ...

Zosia chciała Lilkę zabrać ze sobą...

I czekała na Lilkę po zjeździe

Lilka marszuje

Córki Blogerek... Nawet na karuzeli nie mają spokoju od paparazzi :)

Mamoooo!

No dalej! Wsiadacie?

Radość była przeogromna <3


Dziewczynki mają już 21 miesięcy, prawie dwulatki na placu zabaw bawiły się świetnie :) Aż żal było wracać :) Czekamy na kolejne odwiedziny, a i my przy odrobinie zorganizowania i wywalenia Taty autobusem mamy szansę się wybrać za wioskę :)

Udostępnij to:

Komentarze

11 komentarze :

  1. Alina Dobrawa10 marca 2015 22:28

    Kochane nasze :) I kawałek matki uchwycony :D :D
    Całusy i dziękujemy :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudnie! A pewnie- niech się tata integruje z całą masą podróżującą komunikacją miejską :) My tatę też czasami tak "urządzamy" :) Na szczęście- nie protestuje.
    Co do zdjęć... Kiedy mówię Elizie, że zrobię Jej fotkę, Ona zaczyna jęczeć: "Co, znowu na bloga?" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne zdjęcia, jakie uśmiechnięte buzie. :-) Pozdrawiam i obserwuję. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. hehe:) Zośka teraz mówi eeeeee... Jak widzi, że robię zdjęcie :P

    OdpowiedzUsuń
  5. A nasz Tata ma około godzinę jazdy dłuzej autobusem i musi angażować znajomego do dojazdu, więc nie jest tak łatwo...

    OdpowiedzUsuń
  6. Z niecierpliwością czekam, aż mój Młody zacznie się tak bawić na placu. Na razie wszelkich atrakcji się boi, próba zachęcenia kończy się buzią w podkówkę, to zmuszać nie będę. A dzieci się wstydzi, bo każde się bawi z rodzicem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz co... To chyba zależy od dzieci wkoło. Zośka ma taką gromadkę sąsiadów i całe poprzednie lato najchętniej siadziała u nich. A tam 5 latek i 3 latek ;) Więc latała za nimi ostro :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja dopiero zaczynam poznawać okoliczne mamy, wiele z nas jest tu nowych na dzielnicy, a inaczej trochę w mieście niż na wsi.

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas z tym masakra! Każdy ma swoje podwórko... :P i na nim siedzi. Na szczęście do nich chodzimy po mleko i jajca, więc wiesz... Jednego dnia z kanką, innego z wytłaczanką a trzeciego zapłacić ;) Wtedy Zośka się może trochę nacieszyć :D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)