O porodzie #3 - Chcę kończyć!



Z poprzedniej części: Starałam się być dzielna, cicha... Przepełniał mnie spokój. Każdy skurcz był do opanowania. Oddychałam, myślałam o tym, że na końcu czeka mnie coś wspaniałego! Oddychałam, oddychałam, oddychałam... Byłam dzielna i byłam z siebie dumna <3


Wiedziałam, że dam radę, wiedziałam, że sama tego chciałam. Wiedziałam to wszystko, ale to nic nie dało, bo przyszedł, choć wcale go nie zapraszaliśmy...


Kryzys 7 cm


Tak tak... Przyszedł i on. Około 3 nad ranem. Chciałam już przeć, chciałam urodzić i mieć to za sobą, chciałam zejść z tego cholernego łóżka, odprężyć się... Wziąć prysznic, poskakać na piłce... DUPA! Leżeć. Jeszcze 2 godziny do antybiotyku...

Ale ja już muszę - prosiłam... Znalazł się lekarz, zbadał... Tak... to był On - Kryzys 7 cm. Nie ma więcej, nie ma parcia. Leżeć i czekać na antybiotyk.

Cierpienie było coraz większe, zmęczenie po dniu pełnym wrażeń... Przecież jeszcze rano byliśmy z Zośką na spacerze na śniegu <3

Dzień przed porodem - wyprawa na sanki

Ostatni spacer naszej jedynaczki :)



Walka z czasem...


Tak. Od 3 nie walczyłam wcale o centymetry, ale o czas. Czas, który był potrzebny do pełnej profilaktyki (o czym pisałam TU). Czas, który był potrzebny dla zdrowia Synka mojego, Naszego. Więc oboje o tej czas walczyliśmy. Muzyki już nie pamiętam, pamiętam pytania, co kilkanaście minut, czekałam na 4:50, na kolejną dawkę antybiotyku. Prosiłam, żeby podali ją wcześniej, błagałam, że chcę już przeć... około 4 poprosiłam o gaz, tylko na tyle "sobie pozwoliliśmy". Podobnie jak u Zosi, niewiele podziałał, ale był.

Kryzys 7 cm


Nie było komfortowo. Już nie. Nie wiedziałam już kto wchodził na salę, a kto nie. W międzyczasie zmieniła się "obstawa" pojawiła się inna położna, potem jeszcze inna. Miałam to w nosie. Była jedna studentka, Kochana młoda dziewczyna, która odpowiadała na pytania i odnosiła się do nas z szacunkiem. Głównie ją pamiętam i dobrze.


Ten czas


Z perspektywy czasu te dwie godziny minęły całkiem szybko. Nie wiem właściwie zbyt wiele. Pewnie nieco przysypiałam, w końcu było już prawie następne rano. W końcu usłyszałam, że jest 4:40. Wiedziałam, że to już niedługo...


To już niedługo...


O 4:50 podali antybiotyk. Nie myślałam o niczym, chciałam urodzić. Krzyczałam. O tak! Bardzo krzyczałam. Nie widziałam nikogo, tylko Męża mojego Najkochańszego. Tylko to się liczyło, że jesteśmy razem, choć On już nie może pomóc... Wkurzałam się, że trzyma mnie za rękę, raz za mocno, raz za słabo... Nie wiedziałam już czego chcę, a chciałam po prostu urodzić, chciałam dostać już swoją nagrodę za ten ból. Wiedziałam, że wtedy już nic innego nie będzie się liczyć.

Nie pozwalali mi przeć, mówili, że jest za wcześnie. Za małe rozwarcie...

Tzn ja nic nie słyszałam. Mąż podsłuchiwał i powiedział mi później. Kiedy zobaczył szycie.


Parcie spontaniczne


Miałam w nosie co mówią. Niedługo po antybiotyku zaczęłam mieć jeszcze mocniejsze skurcze. Chciałam, żeby były parte. Nie! Musiały być parte, czułam to, choć Ci wszyscy ludzie z zewnątrz mówili co innego...

Parcie trwało 5 minut - dokładnie tyle wpisali w książeczce zdrowia. 5 minut parcia, wtedy kiedy chciałam i Szymko był już na mnie. Był razem z nami. <3 Tak Wam o tym pisałam


Dziecko po urodzeniu
Szymek na Mamie. Pierwsze chwile razem

A potem? Potem napiszę później :) Ten post jest o narodzinach, i nie psujmy go niczym innym.
Zakochałam się poraz kolejny!

Skóra do skóry <3

Wszystkie części drugiego porodu:
#1 - Na własne żądanie - w oczekiwaniu na Szymka
#2 - Bo tak chciałam
#3 - kończymy?


I pierwszy poród:
Poród po krótce i Szpital GPSK, czyli Polna w Poznaniu - historia prawdziwa


Udostępnij to:

Komentarze

20 komentarze :

  1. znowu się u Ciebie wzruszyłam..aż chyba muszę opisać swój i wyrzucić to z siebie

    OdpowiedzUsuń
  2. mala-rzecz-a-cieszy@blogspot.c26 lutego 2015 16:09

    Nie myślałam ze to takie problemy z tym paciorkowcem, że antybiotyk w 2 ratach, mnie też to czeka...

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję :) Cudownego dziecko, ale i spokoju, opanowania :)
    Mój drugi poród trwał 2 godziny od pierwszego skurczu, jakbym miała mieć trzecie to bym się bała, że smo wyleci :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przerąbane z tym gbsem :/ A co jeśli mimo spowalniania tempa nie doczeka się do drugiej dawki?

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiem, że te chwile oczekiwania były dla ciebie ciężkie, ale tak szczerze ci się przyznam, że zazdroszczę. Zazdroszczę tych chwil zaraz po porodzie, kiedy mogłaś przytulić swoje maleństwo. Zazdroszczę ale cieszę się, że maleńki jest zdrowy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzielna Dziewczynka! Piękny opis Werka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj tak... Nawet nie wiesz w jakim byłam ciągu podczas pisania ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakby go podali wcześniej, to miałabym mniej męczenia. Dlatego jechaliśmy od razu do szpitala. Jakbym miała w domu rozhulać skurcze, to by nie podali...

    OdpowiedzUsuń
  9. Miał sinicę zastoinową twarzy. I wrzucam to zdjęcie celowo, żeby pokazać :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. A wiesz, ze mną leżała babka co 4 rodziła i było dłużej niż 3 :-) opanowania nie starczyło na ostatnie 2 godziny...

    OdpowiedzUsuń
  11. To jest działanie profilaktyczne. Bez drugiej dawki mogłoby być wszystko ok. Ale też Mały mógłby się zarazić, mógłby mieć stan zapalny, jakby popił wód, to zapalenie płuc... Już wolałam doleżeć...

    OdpowiedzUsuń
  12. To rzeczywiście cudowne uczucie. Ale dobro dziecka najważniejsze <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki :-) wyleciał ze mnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ponoć to normalne po porodzie sn. Jak przechodził przez kanał rodny, to się odcisnął i to jest taki duży siniak ;) na szczęście nie skutkowało to żadnymi konsekwencjami. Zośka też była nieco sina i chyba jeszcze brzydsza ;P

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale się rozczuliłam. :)
    PS. A mówią, że dzieci świeżo po porodzie sn potrafią być brzydkie (otarte, odkształcona tymczasowo główka, te sprawy), że matka powinna być przygotowana, bo to nie jest jak na filmach ...a on jest cudny, słodziak mały. ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. Główka jest nieco zniekształcona, taka wyciągnięta lekko, no i sine są maluchy po przejściu przez kanał rodny. Szymko to juz w ogóle. WIęc brzydale, ale MOJE <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Alina Dobrawa1 marca 2015 23:19

    Piękny wpis :)
    Uwielbiam te wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wcale nie :P To znaczy, nie brzydale, bo z tym, że Twoje polemizować nie zamierzam. ;D

    OdpowiedzUsuń
  19. ja też... Mogę o porodach gadać w kółko :P

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)