O porodzie #2 - Bo tak chciałam

Porodówka Polna
W poprzednim poście zakończyłam na powrocie ze szpitala. Tym drugim powrocie ze szpitala, kiedy to dowiedzieli się, że dzień wcześniej też byłam i wyniki badań się zmieniły w mgnieniu oka... Za drugim razem właśnie pojechaliśmy już bez Zosi. Zosia została w bardzo dobrym towarzystwie :) Kiedy ja byłam na badaniach, Tato telefonicznie słuchał, jak Zosia z Ciocią śpiewa piosenki o tym, że są Ziomkami :) To zdecydowanie poprawiło nam nastrój. Udało się, i Zosia była w bardo dobrym nastroju.

Udało się nam też wrócić do domku przed wieczornym rytuałem Naszej Córeczki. Może to dziwne, ale na tym mi naprawdę bardzo zależało...



Po powrocie do domu


Zosia jakby nie zauważyła, że nas nie było, a nawet nie zauważyła na początku, że wróciliśmy... Oddelegowaliśmy Super Ciocię i Ekstra Wujka :) i zabralismy się do codzienności. Książeczki, kolacja, kąpanie. Ja zajęłam się tymi schodami i składaniem prania... Chciałam już urodzić! URODZIĆ JUŻ!!!


Bansuj


No to sobie wymyśliłam - mam dobry nastrój. Wszystko jest ok, a ja będę wszystko robić "jak piłeczka". Tańczyliście kiedyś sambę? Tam też trzeba być jak piłeczka - w każdym kroku :) Tak też przekazałam informację mojej siostrze z planami na wieczór. Będę bansować :D No to takim krokiem nieco ogarnęłam, zajęłam się normalnymi rzeczami... Nie obyło się bez przytuleństwa z mężem i relaksującej kąpieli w wannie... O o!


I się zaczęło!


Poszłam się "dorelaksować" do wanny, a tam skurcz... Jeden, drugi, trzeci... Było około 21:30. Skurcze były delikatne, takie już miewałam... Wyszłam, kontynuowałam zajęcia wieczorne, jak zwykle... Ale skurcze nie przeszły... Zaczęłam je "zapisywać" z pomocą aplikacji... Skurcze były co 5-7 minut. Dałam znać Siostrze, że chyba moje plany się ziściły i Cioci Kasi, którą znacie, żeby może poczekali z położeniem się spać :) była 22. O 22:15 byłam już pewna, i ostatecznie poprosiłam o przyjazd do Zosi. Sama przepakowałam walizkę jeszcze raz i czekaliśmy... Poskakałam jeszcze nieco na piłce, wtedy było łatwiej znosić skurcze, które już dawały się we znaki i były coraz dłuższe...

Oto moja rozpiska skurczów :)
Contraction 0:05:58 / Start 21:37:38 # Rest 0:00:02 / Stop 21:43:36
Contraction 0:00:27 / Start 21:43:38 # Rest 0:07:43 / Stop 21:44:05
Contraction 0:00:34 / Start 21:51:48 # Rest 0:06:01 / Stop 21:52:22
Contraction 0:00:48 / Start 21:58:23 # Rest 0:05:52 / Stop 21:59:11
Contraction 0:00:48 / Start 22:05:03 # Rest 0:05:57 / Stop 22:05:51
Contraction 0:00:43 / Start 22:11:48 # Rest 0:06:48 / Stop 22:12:31
Contraction 0:00:09 / Start 22:19:19 # Rest 0:00:11 / Stop 22:19:28
Contraction 0:00:49 / Start 22:19:39 # Rest 0:05:02 / Stop 22:20:28
Contraction 0:00:52 / Start 22:25:30 # Rest 0:02:59 / Stop 22:26:22
Contraction 0:00:16 / Start 22:29:21 # Rest 0:03:01 / Stop 22:29:37
Contraction 0:00:54 / Start 22:32:38 # Rest 0:03:10 / Stop 22:33:32
Contraction 0:00:32 / Start 22:36:42 # Rest 0:02:13 / Stop 22:37:14
Contraction 0:00:37 / Start 22:39:27 # Rest 0:03:25 / Stop 22:40:04
Contraction 0:00:32 / Start 22:43:29 # Rest 0:02:47 / Stop 22:44:01
Contraction 0:00:22 / Start 22:46:48 # Rest 0:05:05 / Stop 22:47:10
Contraction 0:00:53 / Start 22:52:15 # Rest 0:03:32 / Stop 22:53:08
Contraction 0:00:47 / Start 22:56:40 # Rest 0:03:04 / Stop 22:57:27
Contraction 0:00:27 / Start 23:00:31 # Rest 0:05:19 / Stop 23:00:58
Contraction 0:00:31 / Start 23:06:17 # Rest 0:02:01 / Stop 23:06:48
Contraction 0:00:20 / Start 23:08:49 # Rest 0:07:33 / Stop 23:09:09
Contraction 0:00:43 / Start 23:16:42 # Rest 0:06:16 / Stop 23:17:25
Contraction 0:00:46 / Start 23:23:41 # Rest 0:05:19 / Stop 23:24:27
Contraction 0:00:41 / Start 23:29:46 # Rest 0:05:21 / Stop 23:30:27
Contraction 0:00:57 / Start 23:35:48 # Rest 0:03:19 / Stop 23:36:45
Contraction 0:00:21 / Start 23:40:04 # Rest 0:09:26 / Stop 23:40:25
Contraction 0:00:41 / Start 23:49:51 # Rest 0:04:47 / Stop 23:50:32
Contraction 0:00:39 / Start 23:55:19 # Rest 0:02:57 / Stop 23:55:58
Contraction 0:00:23 / Start 23:58:55

Tyle w każdym razie zdążyłam zapisać. Reszta działa się już na izbie przyjęć...


I co dalej?


No właśnie... Dalej czekaliśmy już w blokach startowych... Zmieniliśmy pościel z naszej, na pościel dla Gości. Te pół godziny, kiedy czekaliśmy, trwało baaardzo długo. W końcu opieka dla Zosi była na miejscu, a my mogliśmy spokojnie jechać. O tak... Bardzo spokojnie, bo przecież była noc! Wyjeżdżaliśmy z domu nieco po 23... Skurcze po drodze nie były dokuczliwe, nawet zelżały, co nieco mnie zaniepokoiło, ale jechaliśmy, klamka zapadła.


Izba przyjęć


Na izbę dojechaliśmy około 23:40. Cieszyłam się, że za dnia wyjechaliśmy ze szpitala przed 19. Myślałam naiwnie, że zmiana lekarzy jest właśnie o 18-19 jak u pielęgniarek i położnych. Poszłam się "zameldować" i zobaczyłam tą samą lekarkę co kilka godzin wcześniej. Możecie się tylko domyślać, że nie spieszyła się wcale... Pani w rejestracji spisała papiery i wysłała mnie na korytarz. (w szpitalu była akurat jakaś akcja z policją, pani mocno zataczająca się czekała, aż drugi patrol przywiezie alkomat. Czekała oczywiście w sali, gdzie mogłoby się odbyć moje badanie, więc ja musiałam poczekać na korytarzu)

Porodówka Polna - odliczanie


W końcu weszłam, pani doktor zapytała, czy tym razem się nie wypiszę :P (moja odpowiedź - oczywiście, że nie - teraz wiem, po co przyszłam :) ). Szybkie sprawdzenie tętna dziecka, przebieranko w koszulę i pojechaliśmy w górę, na porodówkę.  Było już ze 20 minut po północy 4-5 cm rozwarcia. Na górze kolejne badania...

Na USG "na górze" okazało się, że Szymek cudownie przytył (na dole ważył 3200g a na górze już 3500g :P - lekarka z góry nie wiedziała o wcześniejszych wizytach :P). Potem jeszcze wywiad, prawie pół godziny i posliśmy...


Sala nr 7


To moja sala. Malutka, o tak... Nie myślcie sobie, że wszystkie sale na Polnej wyglądają tak, jak ta pokazowa :). Moja była o połowę mniejsza... Właściwie był problem ze swobodnym przejściem obok łóżka. Ale cóż... Przy poprzednim porodzie też wylosowałam siódemkę <3 poszłam więc jak do siebie.

Sala porodowa nr 7 Poznań Polna

Sala porodowa nr 7 Poznań Polna



Poród przy dodatnim GBS


Z racji tego, że miałam pozytywny wymaz, sprawdzający obecność paciorkowców z grupy B, musiałam przed porodem dostać antybiotyk. 15 razy różne osoby zapytały mnie, czy mam uczulenie na penicylinę i w końcu (po prawie 1,5 godziny od przybycia do szpitala) dostałam lek i zostałam poinstruowana, że powinnam teraz wyczekać 4 godziny na kolejną dawkę. Była godzina 00:50.


Relaks...


No to po tym całym lataniu, podpięli mnie pod KTG i zaczęłam relaks... Przynajmniej tak chciałam. Puściliśmy muzykę. Było fajnie. Przygaszone światło, tylko my dwoje... Skurcze niedokuczliwe, do zniesienia. Chciałam poskakać na piłce - zabroniono mi jednak, bo to przyspieszy, poza tym KTG "się nie pisało", a musiał być ładny zapis... Więc miałam siedzieć, leżeć... Byle na łóżku i byle na KTG było tętno dziecka...

Szymko często uciekał, przy skurczach KTG pokazywało moje tętno, ale zapis był. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, przeżywaliśmy razem kolejne skurcze i pisaliśmy SMSy z moją Siostrą :) Byliśmy pełni miłości (jak ona to napisała), bo słuchaliśmy Mariki :) Byliśmy tam razem. Byliśmy dla siebie... Rozmawialiśmy o pierdołach, o budowie, rozłożeniu łóżeczka itp. Byliśmy spokojni, że Zosia sobie smacznie śpi niczego nieświadoma...

Starałam się być dzielna, cicha... Przepełniał mnie spokój. Każdy skurcz był do opanowania. Oddychałam, myślałam o tym, że na końcu czeka mnie coś wspaniałego! Oddychałam, oddychałam, oddychałam... Byłam dzielna i byłam z siebie dumna <3

Menżu dzielnie na warcie stał :)

Nawet uśmiech udało się upolować :)


Wiedziałam, że dam radę, wiedziałam, że sama tego chciałam. Wiedziałam to wszystko, ale to nic nie dało, bo przyszedł, choć wcale go nie zapraszaliśmy...


Wszystkie części drugiego porodu:
#1 - Na własne żądanie - w oczekiwaniu na Szymka
#2 - Bo tak chciałam
#3 - kończymy?


I pierwszy poród:
Poród po krótce i Szpital GPSK, czyli Polna w Poznaniu - historia prawdziwa

Udostępnij to:

Komentarze

17 komentarze :

  1. Natalia Szydłowska25 lutego 2015 16:31

    Czuc te milosc, nawet w tym wpisie :-) uwielbiam Was ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mała rzecz a cieszy25 lutego 2015 16:33

    Fajnie że zrobiłaś zdjęcia sal porodowych na Polnej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Menżu blogerskiego bakcyla złapał ;-) mam wszystko obfocone do dokładnego opisu sali jako oddzielny post ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Heloł, będzie akcja? Piękny wpis, apetytu mi narobilas na więcej :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Heloł :) w następnej części urodzimy ;) a potem jeszcze podsumowanie mam w głowie <3

    OdpowiedzUsuń
  6. mala-rzecz-a-cieszy.blogspot.c25 lutego 2015 21:27

    No to czekam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest co wspominać... a Ty Kochana jeszcze robisz to tak szczegółowo - każda oczekująca na poród mama na pewno wiele wyniesie z Twoich postów ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz szczęście do 7 :-)
    Nasz pierwszy poród też tam a drugi na 6. I dobrze bo na końcu większy spokój.

    OdpowiedzUsuń
  9. No w sumie tak :-) i nie straszylam jekami każdej nowej :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój to dopiero przytył z 3700 na USG na 4150 przy porodzie :P
    Jak to czytam, to dla mnie pełna abstrakcja, tzn. nie chodziłam na szkołę rodzenia, więc w sumie np. nie wiedziałam, że skakanie na piłce łagodzi skurcze. Po tygodniu opóźnienia bałam się, że skurcze przegapię, w szpitalu wynudziłam się jak mops przy tych próbach wywołania porodu, latanie po schodach też nie pomogło (- później się dowiedziałam, że syn był za duży na poród SN), stresowanie mnie przez trochę bez pomyślunku teksty położnych też nie pomogło. Sam poród też szybki, no może poza przygotowaniem (tekst o Leśnej Górze już Ci "sprzedałam", to pora na kolejny "kwiatek").
    - "Pani się bardziej pochyli, bo wkłuć się nie da"
    - "Już nie mogę, brzuch mi przeszkadza"
    - "Proszę spróbować wciągnąć"
    - "Seriously?"
    Trochę mi wtedy pomogła pielęgniarka asystująca pomogła. A potem już szybko. Pamiętam, że jak zobaczyłam mojego syna, to się poryczałam, ale potem dostrzegłam łożysko (podobne wymiarem do syna, serio), to długo się zastanawiałam jak to wszystko się zmieściło w środku. ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja przy pierwszym porodzie wiedziałam, ale też wiedziałam to od siostry mojej :) Więc jak już z Zosia byłam po 5 godzinach skurczy, to sama sobie napompowałam piłkę ;)


    Ale dobrze, że Ci nie powiedziała, że masz dziecko w brzuchu przesunąć :P Ja jak zobaczyłam moje dzieci, to miałam jedną myśl - ale brzydale :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Alina Dobrawa1 marca 2015 23:26

    W ogóle nie widać po Tobie, że na porodówce leżysz :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ogarnęłam wszystkie trzy części i podziwiam ! I też trochę zazdroszczę. ;))

    OdpowiedzUsuń
  14. taaa... ;) na wczasach w hotelu jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. no co Ty, czego zazdrościsz? na podziw też nie zasługuję, bo ostatnie dwie godziny się załamałam, darłam itp ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)