O porodzie #1 - w oczekiwaniu na Szymka - na własne żądanie





Najpierw o tym co przed porodem, bo od 23 do 28 stycznia trochę się działo...


W ostatnim tygodniu brzuszek odpadł bardzo nisko, nie czułam już ruchów od środka, a bardziej po dotknięciu brzucha. Szymka nogi były skulone. Cały był skulony i kończył się już w okolicy mojego pępka.


Ja jednak czułam się dużo lepiej niż wcześniej. Mogłam spokojnie oddychać, dzięki czemu i zrobić dużo więcej.





Ostatnia wizyta


W piątek pojechaliśmy na ostatnią wizytę. Pon Doktor zbadał, nie miał żadnych zastrzeżeń. Rozwarcie jest małe, szyjka miękka, Szymko zdrowy... Aha! Doszedł do wagi i? Zonk! Nie przytył od 2 tygodni? Jak było 3200, tak zostało. Dał skierowanie do szpitala, kazał jechać po weekendzie.

Weekend miałam dość aktywny, posiedziałam przy maszynie, posprzątałam... Zresztą z Zosią każdy dzień jest aktywny...


Poniedziałek szpital


Pomimo tego, że nie czułam się źle i czułam, ze poród niedaleko, bo czop śluzowy odchodził, pojechaliśmy do szpitala w Poznaniu, na Polną.

Pan Doktor zbadał, zrobił usg, ktg zrobiło się samo. Diagnoza - małowodzie, nic się nie dzieje, zostać w szpitalu lub jutro zrobić kontrolne ktg. Oczywiście pojechaliśmy do domu, po podpisaniu milion razy, że chcę wyjść ze szpitala.


Wtorek szpital

 
Kombinowaliśmy, gdzie by tu zrobić ktg. Pojechaliśmy znów do szpitala. Inna lekarka. Nie powiedziałam, że byłam dzień wcześniej. Zrobiła to samo, co dzień wcześniej.

Przyszła w trakcie ktg. Wszystko super. Wód płodowych mało, bo 5 cm (czyli prawie dwa razy więcej niż dzień wcześniej), ale ok. Ok było do czasu, kiedy zobaczyli, że byłam dzień wcześniej. Z 5 cm wód, znów "zrobiło się" 3, przynajmniej na papierze...

Czułam, ze poród już blisko, i pomimo spakowanej torby w bagażniku, wróciliśmy do domu. Nie chciałam indukcji porodu na siłę, nie chciałam być w szpitalu bez potrzeby. Wierzcie, lub nie, po tym badaniu CZUŁAM, że wszystko ok. Tym bardziej, że jedna z lekarek wspomniała, że po prostu, jak się już ktoś zgłasza w terminie, to nie wypuszczają do domu...

Przed porodem chciałam się poprzytulać, chciałam pierwsze skurcze "sprawdzić" w wannie i przez chwilę ulżyć sobie na piłce. Nie wiedziałam, ile poród będzie trwał. Chciałam jechać do szpitala wtedy kiedy będzie trzeba...

Myślałam, ze skoro ostatnio poród trwał 13 godzin od pierwszych skurczów, a do szpitala pojechałam po 9 godzinach, teraz pojedziemy po 6 godzinach. Taki był wstępny plan...

Pomyśleliśmy, ok. Jutro pojedziemy prywatnie na ktg i usg, sprawdzimy, czy rzeczywiście jest się czym martwić.


W domu


Przyjechaliśmy w końcu do domu około 19. Przejęliśmy Zofię, która była pod super opieką (przy okazji jej zachowanie, zero łez, zero scen - bardzo mnie uspokoiło). Książeczki, kaszka, kąpanko, kołysanka i do spania... :-)


A ja?
Poleciałam do garażu pomalować ostatnie schody (3sztuki), tak, żeby już nic nie wisiało na dzień następny...

Wszystkie części drugiego porodu:
#1 - Na własne żądanie - w oczekiwaniu na Szymka
#2 - Bo tak chciałam
#3 - kończymy?


I pierwszy poród:
Poród po krótce i Szpital GPSK, czyli Polna w Poznaniu - historia prawdziwa

Udostępnij to:

Komentarze

12 komentarze :

  1. Intuicja matki zawsze powinna być na pierwszym miejscu. U mnie niby nic, a ja wiedziałam, że jest coś źle. Na szczęście lekarze podjęli dobrą decyzję o przedwczesnym porodzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym chyba już leżała w szpitalu, ale mam prawo być przewrażliwiona. Może też przy drugiej ciąży jakoś lżej do tego podejdę z większym dystansem, nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  3. nasze porody choć podobne zgoła inne. Ja się trochę należałam w szpitalu, ale bałabym się wyjść na własne żądanie...mój poród trwał...10 minut:) dobrze, ze byłam na miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odważna jesteś :) ja przy drugim dziecku to będę chyba jeszcze bardziej przewrażliwiona niz przy pierwszym :P jakby mi kazali zostać to napewno bym zostala:P tylko ze ja mieszkam dom obok rodziców wuec còra miałaby z kim byc gdy tata w pracy czy w szpitalu:) ale teraz to jestem ciekawa ci bylo dalej :D kiedy dalsza część?;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie dziwię się, że nie chciałaś zostać w szpitalu. Skoro czujesz, że wszystko ok to bądź w domu. Też marzyłam o pierwszych skurczach przy mężu, w domu, o ulżeniu sobie po prysznicem i przyjeździe do szpitala, gdzie skurcze będą co pięć minut. Marzyłam. Więc jeśli Ty masz szansę- to trzymaj się tego.

    OdpowiedzUsuń
  6. No to dobrze. Ja widziałam po tych ludziach, że wszystko to dupokrytki

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja miałam też Zosię, dla której chciałam jak najlepiej. Te decyzje nie były łatwe, ale wspólne i przemyślane <3

    OdpowiedzUsuń
  8. od pierwszego skurczu 10minut? Ja wiedziałam, że będzie dobrze, a po lekarzach było widać, że sobie szykują dupokrytki

    OdpowiedzUsuń
  9. no tak... Postaram się jak najszybciej. Chyba jutro się zbiorę... To wszystko mam juz w głowie zaplanowane, tylko usiąść i opisać :) My byliśmy razem. Ktg robione codziennie, więc nie było tak najgorzej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czułam, ze było w porządku i nie żałuję tej decyzji. Pierwszy tak się udało i drugi też... Niebawem ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. miałam bardzo słabe skurcze, jeden na pół godziny i tak prawie całą noc, rano przy badaniu okazało się, że 4 palce rozwarcia i jeszcze musiałam czekać na salę aż się zwolni bo w tym czasie były trzy porody...więc jak już mnie wzięli na fotel to 10 minut i po robocie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No to tylko pozazdrościć, że lekkie :) U nas sal jest sporo, ja rodziłam na 7 :) - i Zosię i Szymka <3 U mnie też było szybko, ale nie ekspresowo, z resztą, jutro pisze dalej :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)