Depresja ciążowa?

 Hmm... Depresja ciążowa? O co chodzi? Przecież ciąża to taki czas życia kobiety, który powinien kojarzyć się z radością, niecierpliwym oczekiwaniem... Kobieta POWINNA cieszyć się z tego, że w jej ciele rodzi się nowe życie. To cud i coś pięknego, a nie powód do depresji...

Jednak w czasie całej ciąży oprócz endorfin, dostajemy w pakiecie cały shake hormonalny. Hmm... Właściwie dorosła kobieta, która zna już swój organizm, która zauważa zmiany nastroju wynikające z cyklu miesięcznego, nagle dostaje kopa i wszystko się zmienia.

Jakie nieprzyjemne objawy ciąży przeżyłam?




Wahania nastrojów

 
Chyba każdy widział sceny z komedii romantycznych, kiedy to kobieta z brzuchem na przemian płacze i się śmieje, po czym się wkurza. Która ciężarne tego nie zaznała? No, może nie w tak teatralny sposób, ale raczej większość brzuchatek wie, o czym piszę ;-)

A to tylko jedną z wielu objawów zmian hormonalnych i istnej burzy w organizmie.


Zmęczenie


Na pewno hormony mają tu dużo do powiedzenia, oprócz tego jeszcze dodatkowe zmiany fizyczne, jak np. wydłużenie obiegu krwi. Ja na początku ciąży i o 20 godzinie potrafiłam zasnąć snem niedźwiedzia ;-). Teraz pod koniec też zauważam zwiększoną potrzebę snu... Być może wyspać się na zapas też by się przydało o.O


Mdłości


I od razu zaznaczam - mdłości, połączone z jadłowstrętem, a nie wymioty, choć i te czasem występowały. Jednak brak apetytu i mdłości to kolejna z dolegliwości i w tej i poprzedniej ciąży. Nie jest to jednak ani nie do przeżycia, ani bardzo straszne... No, może trochę gorzej się to znosi z Małą Zofią przyczepioną do nogi, ale można przeżyć. Zmniejsza to jednak jako kolejny czynnik ogólną sprawność i ogranicza dobre samopoczucie.


Wrażliwość


I to pod wieloma kątami. Wrażliwość psychiczna, wrażliwość na zapachy, na dotyk i "inne spojrzenie".


Stres


I niech mi tu nikt nie pisze, że kobieta w ciąży nie powinna się stresować. Niech się przyzna jedna osoba, która żyje bez stresu? Nie ma takiej. Bo stresujemy/denerwujemy się o różne rzeczy. I możemy to minimalizować, ale tego nie zlikwidujemy.

Boimy się o siebie nawzajem, o nasze Dzieci... Te w brzuchach i te poza nimi... Ja martwiłam się o budowę, choć te najgorsze myśli odsuwałam daleko, bo miałam bufor w postaci Menża mego, który przejął niemal wszystkie obowiązki, co też obciążyło go bardzo. Martwiłam się o zdrowie Bąbla (bo każde moje dziecko na początku było Bąblem) - w końcu zdarzają się poronienia bez przyczyny w pierwszym trymestrze...


Depresja


Myślicie, że te wszystkie "bombardowania" organizmu hormonami i uczuciami mogą spowodować depresję? Ja z perspektywy stwierdzam, że w obu ciążach miałam depresję, która występowała w pierwszym trymestrze. Być może specjalista nie nazwałby tego depresją, ale moim zdaniem (popartym przez Menża), to właśnie była depresja.

Pomimo pięknego uśmiechu na zewnątrz i odpowiadania zawsze - "czuję się dobrze" (bo co mam powiedzieć? "Czuję się do dupy? Nie mogę jeść, chcę spać i leżeć i nie myśleć o niczym?", a może "Jeszcze kilka godzin i padnę i się nie podniosę?", czy lepiej "zamiast się pytać, przywieź obiad"  :P), nie było dobrze...

Chęć spędzania całych dni w łóżku, brak sił, motywacji... Wydaje mi się, że takie właśnie objawy przy depresji wystąpić mogą. Dom wyglądał jakby bomba wleciała. Mam też szczęście, że był przy mnie Menżu i że te objawy nie przeciągnęły się w coś poważniejszego. W tym czasie pojechaliśmy wszyscy na urlop, oderwaliśmy się od codzienności i naładowaliśmy akumulatory - więcej w tym poście. Że potrafiłam się otrząsnąć i wziąć do roboty. Stopniowo ogarnąć mieszkanie, doprowadzić się do ładu, pomimo jesieni. Oderwać od złych myśli i cieszyć...


Radość w ciąży


Bo przecież warto się tym wszystkim nacieszyć... Oczekiwaniem, szykowaniem... Przygotowaniem...

Chodziłam w pierwszej ciąży na szkołę rodzenia, gimnastykę dla aktywnych i taką relaksującą. Za każdym razem po otrząśnięciu wyczekiwałam, szykowałam wszystko dla Maluszka. Cieszyłam się z rosnącego brzuszka, kopniaków i tego bycia tylko dla siebie :)


Tak więc pamiętajcie, że jeśli w cięży poczujecie się źle, warto się z kimś porozumieć. Nie wystraszyć się zbytnio, bo to nie jest zależne tylko od nas. Warto się z tego podnieść, żeby naprawdę wykorzystać ten wspaniały czas. Nie warto się dołować i poddawać. Po porodzie też czeka na Was kolejna dawka hormonów, znów zupełnie innych i baby blues. Płakanie bez powodu i inne dylematy, które moim zdaniem najłatwiej przezwyciężyć bliską osobą obok :) No i Maleństwo też dodaje nam wtedy sił :)

Nie jestem specem w psychologii... Opisałam po prostu to, co czułam i zauważyłam u siebie. Być może ktoś kiedy, przeczytawszy ten post, otrząśnie się i pogada z kimś bliskim? Zmieni nastawienie i poczuje się lepiej <3 Czego Wam z całego serca życzę :*


Wszystkie posty z drugiej ciąży:


Udostępnij to:

Komentarze

24 komentarze :

  1. U mnie wystąpiły wszystkie dolegliwości o których pisałaś + jeszcze męczące i uporczywe wymioty. A pod koniec ciąży byłam wiecznie zmęczona i najchętniej gdybym miała taką możliwość to bym przespała cały dzień. Ale przy aktywnej i bardzo ciekawej świata dwulatce, odpoczynek w ciągu dnia to było wręcz wyzwanie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. O ile depresja poporodowa powoli przestaje być tematem tabu, to wciąż nim jest depresja ciążowa. Bo przecież ciąża to taki piękny stan, że jak można mieć depresję... A no można, chociażby z powodu ogromnego zmęczenia i braku sił na cokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja miałam straszne, ciągnące bóle pleców. Były na tyle silne, że nie mogłam zaladować pralki wiec musiałam to robić na krzesełku oraz naciskający ból w pochwie. Masakra.

    OdpowiedzUsuń
  4. Agnieszka - Mama Lenki9 stycznia 2015 13:00

    Na na szczęście mdłości w czasie ciąży nie miałam ale wahania nastrojów bardzo często :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego nie doświadczyłam i całe szczęście a i tak mogę się zgodzić, że ciąża to piękny stan ale też konkretnie daje kobiecie w kość.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciążowej nie miałam, natomiast poporodową i owszem :-(

    OdpowiedzUsuń
  7. Życzę Ci, by nigdy takie cholerstwo Cię nie dopadło!

    OdpowiedzUsuń
  8. "Przecież ciąża to taki czas życia kobiety, który powinien kojarzyć się z radością, niecierpliwym oczekiwaniem... Kobieta POWINNA cieszyć się z tego, że w jej ciele rodzi się nowe życie. "



    Może i powinna. Niektóre pewnie nawet się cieszą.
    Uch, jak ja nie cierpię tej lukrowanej propagandy, która wszystkie pozostałe wpędza w kompleksy.
    Dobrze, że coraz częściej kobiety piszą, jak jest naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko o czym piszesz trudne jest tym bardziej, jeżeli zamiast pomocy otrzymujesz krytykę...zwłaszcza od innych matek. "Nie pracujesz? Przecież ciąża to nie choroba. Ja pracowałam niemal do końca. Przesadzasz." Urocze, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  10. u nas odpoczynek - jedynie w czasie drzemki. Ty teraz masz już kolejne wyzwania przed sobą :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Dokładnie. Ale nikt nie chce tego zauważyć...

    OdpowiedzUsuń
  12. I to na pewno osłabiło Cię dodatkowo psychicznie...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jakoś po porodzie bardzo delikatnie...

    OdpowiedzUsuń
  14. Już przeszłam :) Na szczęście nie bardzo poważnie, ale w gronie najbliższych zauważalnie

    OdpowiedzUsuń
  15. Właśnie o to chodziło... Wszyscy na Ciebie cisną i wymagają uśmiechu i radości, a nie zawsze jest pięknie

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj tak... Bo w ogóle, jakie masz prawo do dbania o siebie?

    OdpowiedzUsuń
  17. Milena Wańczuk12 stycznia 2015 10:37

    właściwie to mogłabym napisać podobny post u siebie na blogu, ale podsumowałabym trochę inaczej:
    ciąża to najgorszy okres czasu w życiu kobiety...
    kiedy jej ciało przestaje należeć do niej samej
    kiedy walczy z bombardowaniem hormonów i wszystkimi konsekwencjami z tym związanymi
    puchnie 9 miesięcy
    pod koniec nie jest w sanie sama się ubrać,
    całymi dniami by spała i to w pobliżu toalety by zdążyć na czas
    a finałem jest małe pomarszczone, krzyczące coś coś wydane na świat w cierpieniu
    o ile pierwszy raz można powiedzieć że kobieta zdecydowała się z niewiedzy
    a drugi to wpadka to trzeci czy czwarty raz to już jakiś masochizm
    tylko coś jest co sprawia że mimo wszystko mimo tych wszystkich tortur
    decydujemy się na to jeszcze raz?
    "coś w tym jest" bo sama świadomie już czwarty raz przechodzę przez to wszystko

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak, dlatego tak cieszyłam się, że ten ciężar wyjęto ze mnie mimo cesarki. Ciąża to cięzki kawałek chleba. To nie jest pięknie ubrana kobieta leżąca na płatkach róż gładząca brzuszek.

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj zdecydowanie, to nie leżenie i pachnięcie :) Ale warto :) i tak lubię ten stan, bo więcej widzę plusów.

    OdpowiedzUsuń
  20. Coś w tym jest, zdecydowanie. Moja ciąża też zaplanowana i świadoma ;) Ale widziałam, że ta początkowa burza to dla mnie okropność... Powodzenia życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Ojj tak.. Maryśka jest trochę zazdrosna o Julkę. Ale wszystko jest w porządku w momencie,kiedy Julka leży w kołysce,bo jak tylko Julka zaczyna się budzić i ja ją biorę na ręce do karmienia, to jest wielkie niezadowolenie i płacz. Wtedy mówi moja mama i że dzidzia ma iść lulu. Ale dopiero kilka dni minęło odkąd jesteśmy obydwie w domu, więc myślę, że Marysia potrzebuje trochę czasu,żeby się oswoić z tą sytuacją.

    OdpowiedzUsuń
  22. No tak, potrzebuje czasu. Bardzo jestem ciekawa, jak się to Zosi uda przeżyć

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)