Pierniczki na choinkę i nie tylko - do wykrawnia

Pani Pasjomatka i Pani Słoik smaku poprosiły, a ja i tak w planach miałam podzielić się przepisem, wiec się podzielę :)

Przepis jest stary, taki prawdziwy ;) Nie ma w nim wielu polepszaczy itp. Pierniczki są kruche. Na samym początku, zaraz po upieczeniu, mięciutkie, potem twardnieją, żeby po kilku dniach znów być miękkie :)

Przepis dostałam od Kochanej Pani Marylki i pierniczki robię co rok od tego czasu (już 5 lat) z przerwą w zeszłym roku, bo jakoś przy małej ledwo-siedzącej Zofii mi się nie uśmiechało :P W tym roku jednak (główniej dla niej), wzięłam się do roboty :)




Składniki:


wg kolejności używania ;)

  • 1 szklanka wody
  • 2 torebki herbaty z lipy
  • 1 kg cukru

  • 0,5 kg masła
  • 0,5 kg miodu
  • 5 łyżek cukru - przypalić i zalać kilkoma łyżkami wody

  • 2 kg mąki
  • 1 łyżka sody (lub amoniaku)
  • 2 przyprawy do piernika
  • po 20 g przypraw razem utłuc w moździerzu (ja go nie mam, wiec daje tylko te przyprawy, które znajduję "na sypko"): 
*cynamon
*goździki
*gałka muszkatołowa
*imbir
*kardamon
*kolendra
*koper włoski

  • 2 jajka (nie są niezbędne)


Sposób przyrządzenia:


Ja dzielę go na cztery etapy, tak jak składniki :)

1) Gotowanie początkowe

Parzymy herbatę z lipy - 2 torebki zalewamy 1 szklanką wrzątku, a następnie przelewamy do garnka i dodajemy cukier. Garnek musi mieć min 2,5 l, żeby pomieścić wszystko, co się w nim znajdzie.
Całość gotujemy "na nić" czyli do momenty, kiedy woda jest już tak "zcukrzona", że zachowuje się jak ciągutka :D - około 2 godziny


2) Gotowanie reszty

Następnie dodajemy masło, miód i przypalony cukier i podgotowujemy do rozpuszczenia.


3) Przygotowanie sypkich produktów i parzenie ciasta

Czyli przesianie mąki z przyprawami i spulchniaczem do dużej miski/garnka. Jak widzicie, u nas brał w tym udział największy garnek w domu - taki na zupę :)
Całość zaparzamy gotującym się płynem. - Moja rada - długa, ale nieduża łyżka. Koniecznie twarda, bo masa jest bardzo gęsta i gorąca. Im większa łyżka - tym większy opór i większa siłę trzeba wkładać w mieszanie.


4) jajka

Kiedy masa przestygnie, dodajemy roztrzepane jajka. I jak już pisałam Beacie - kiedyś zrobiłam bez jajek i też wyszły ;)

gotowe ciasto piernikowe zaparzane



Ciasto możemy przechowywać kilka dni w lodówce, albo innym chłodnym miejscu.


Pieczenie


Zaczynamy od wykrawania pierniczków. Staramy się nie podsypywać zbyt wiele, ale tyle, żeby ciasto nam się nie kleiło. W tym roku pierwszy raz używałam silikonowej stolnicy i mówię Wam - rewelacja :) Nic się nie przykleja, nawet jak podsypiemy troszkę za mało :)



Plac boju - najważniejsze elementy :D


Ciasto rozwałkowujemy partiami na grubość - jaką kto lubi. Ja lubię takie około 2 mm i wykrawamy foremkami kształty, przekładamy na blaszki na papier do pieczenia z małymi odstępami. Pieczemy "około 7 minut" w temperaturze 190 stopni. Dlaczego "około"? Czas zależy od piekarnika i blaszek. U mnie każda blach i każdy piekarnik "łapią" inaczej. Dlatego czas to 5-10 minut, a i tak jedne są bledsze, a inne przypaleńsze :P

I kilka zdjęć - relacji :)

Zaczynamy wałkowanie

gwiazdki z wyciętą dziurką

Pierwsza partia gwiazdek

Pierniczki mikołaje
Mikołaje z dziurką

Pierniczki na blasze
Kształty są dowolne

Pierniczki na blasze
po upieczeniu czekamy aż ostygną



Bilans czasowy pieczenia


Wczoraj przerobiłam połowę ciasta i całość zajęła mi 2 godziny. Dodam, że zaczynam 35 tydzień ciąży, więc nie wałkowałam "na maksa" i nie mam super kondycji, więc czasem piekarnik musiał swoje odczekać. Zaczynam zwykle od przygotowania wszystkich blaszek w domu - u mnie 5 sztuk, a potem uruchamiam piekarnik, bo potem ciężko jest za nim "nadążyć". Pierniki muszą swoje odpocząć na blaszce, bo są gorące, więc musimy poczekać z układaniem kolejnych itp :)


Propozycje na dekoracje


Pierniki choinkowe robię z dziurką. Albo wycinam gwiazdkę w gwiazdce, czy serduszko w sercu, albo robię dziurkę rurką od długopisu :)
Ogólnie pierniki mi smakują najbardziej bez niczego. Można je jednak przyozdobić, polukrować. Polecam samemu zrobić niepękający lukier - z kwaśnej śmietany i cukru pudru. Taki lukier nie odpadnie nam nawet po 2 tygodniach wiszenia na choince. Żeby nasz lukier był kolorowy - można się pobawić z dodaniem barwnika. Ja robiłam już z: burakiem, szpinakiem, kurkumą i czerwoną kapustą. Nic nie zmienia smaku lukru, wszystko nadaje się dla dzieci i zmienia kolor pięknie :)

To najbezpieczniejsze dekoracje świąteczne przy Małych Dzieciach w domu :)

Jako, że swoich nie ozdobiłam, i chyba nie będę, to zdjęć nie ma :) Mam za to "kawałek" choinki sprzed kilku lat :)

pierniki na choince - 2010



Pierniki prezentowe


Co roku pierniki trafiają ode mnie w różne ręce osób bliskich, czy pomocnych. Kupuję w kwiaciarki rolkę kolorowego celofanu, pakuję pierniczki i zawijam tasiemką na górze.

z połowy porcji wychodzą dwie pełne miski

Szczerze się przyznam, że wszystkie lubię tak samo :)



Smacznego! Czekam na Wasze relacje w pieczenia :)
i zapraszam na ostatnie chwile konkursu :)

Udostępnij to:

Komentarze

10 komentarze :

  1. O jej... już czuję jak pachną te pierniczki... A jeśli ich zapach jest taki jak wygląd to przytyłabym po nich chętnie kilka kg :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi smacznie i ...skomplikowanie. Jak się przypala ten cukier? Skąd będę wiedzieć, że nie za słabo, lub nie za mocno? Nigdy czegoś takiego nie robiłam...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak znajde czas to i ja zrobie a jesli nie teraz to za jakis czas - zima dluga!

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie jest to w stylu zrobi się samo, ale też nie bardzo wymagające, bo raczej trzeba dogladac. Ja cukier przypalam, jak już czas go dodać. Bierzesz sucha patelnię i wstępujesz cukier. Na średnim ogniu podgrzewasz. Cukier zaczyna się topić. Nie mieszasz, tylko potrzasasz patelnią. Robi się karmel, koloru karmelowego. Wtedy przelewam to do reszty - uwaga chlapie - a patelnię zalewam lekko wodą, żeby wszystko się rozpuściło, mieszkamy łyżką i dolewam do reszty. Takie coś można też dolewać do rozrobionego spirytusu ;-)

    A tak się starałam jak najbardziej prosto i schematycznie opisać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. świątecznie i pachnąco:-) ja zaczynam się organizować wokół świąt dopiero 22.12:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale mniammm! Muszę wypróbować niebawem Twojego przepisu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyglądają cudownie, zazdroszczę. Chociaż powiem szczerze, że mimo słabego apetytu Pawła pewnie zostałyby ściągnięte razem z choinką ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. po nich się nie tyje :P Jak Zośka zaczęła się z nimi rozkręcać, to się okazało, ze schudła pół kilo :P Bo przestała zajadać prawdziwe jedzenia. Ale dość tego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na zimę jak najbardziej :D Korzenne przyprawy rozgrzewają :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zofia też objadła wszystkie w zasięgu rąk :D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)