Szalony tydzień Zofii Sz.





Oj tydzień rzeczywiście był szalony. No, nie tyle szalony, co inny... A innych rzeczy było wiele.

Od tego, że Tato był w domu z nami rano, przez to, że Mamy nie było popołudniami, po to, że w te popołudnia nie było też Taty, tylko niańki...

Ale działo się działo bardzo dużo... No i jeszcze impreza była, taka wyjątkowa :)










No to się zaczęło - imprezowo


W poniedziałek. Zosi najstarsza kuzynka (moja Chrześnica) obchodziła 5 urodziny. Impreza była dla wszystkich, czyli i dla rodziny i dla dzieci (także tych z przedszkola), więc nudy nie było. Ma się rozumieć, wszystkie dzieci, to około 5cio latki i między nimi Zofia. Opiekunek rodzinnych było sporo (Chrzestni, babcie itp), więc Zosia innym dzieciom w zabawie nie przeszkadzała, a potem wzięła udział w pierwszej w życiu dyskotece! i to po ciemku! No szał-pał :D Ale w drodze powrotnej nie usnęła, dopiero w domku, już na noc.

O tej imprezie jeszcze kiedyś napiszę, kiedy będziemy szykować swoją :)

Dzieci nawet po Zośkę sięgały :)



Tydzień prac urlopu Taty


No to było wspaniałe. I dla mnie i dla Zosi, która pierwszego dnia zdziwiona, że Tato na nią przy nocniku rano czeka, kolejne dni śmiało sama maszerowała do Tatusia :D Niestety, dzisiaj też maszerowała do Taty, a jego nie było, bo kiedyś do pracy trzeba wrócić :/

Z Tatą czas też wykorzystany :)


Kto jeszcze korzystał? Oczywiście ja. Bo pomagała w porannej toalecie, choćby tym, że asekurował Zofię przy nocniku. Mogliśmy spać bez budzika i być zależnymi tylko od Zośki :) Miał kto przy Zośce posiedzieć, kiedy ta druga osoba robiła owsiankę, a potem razem wspólnie jedliśmy fajne śniadanko.


Tydzień prac budowlanych


Oczywiście, jak niemal każdy urlop w naszym domu, był on związany z budową. "Robiła się" łazienka na górze, a konkretnie płytki się robiły. Płytki kładł głównie Menżu - mój zdolny i najlepszy :) Przydałam się jednak i ja i dzielnie mu pomagałam. Smarowałam płytki klejem, kilka nawet przykleiłam. Poza tym zaznaczałam co jak wycinać i robiłam plan kładzenia płytek. Wyszło całkiem całkiem, tzn wyjdzie, bo niestety 5 dni nam nie wystarczyło, tym bardziej, że ja miałam ograniczony czas na górze... Ba! dobrze, że ogóle udało się Menżowi pomóc. Jednak troszeczkę mu pomogłam... Przed nami jeszcze kawałek ściany i podłoga. Mamy nadzieję, że w następny weekend się uda :D

Szachownica "zaumywalkowa"

Płytki na ścianie kolankowej

Szachownica "zakibelkowa"

Nasz pierwszy zbudowany mebel :)



Tydzień z Niańkami


No właśnie! Dzięki nim udało się jakoś tą górę ruszyć :) Skąd mieliśmy Niańki? Kochani nasi sąsiedzi. A właściwie dzieci. Szóstoklasistka i Czwartoklasista - przychodzili bawić się z Zosią, a my mogliśmy razem iść na górę. Co prawda nie byliśmy tacy totalnie "odłączeni" i cały czas byliśmy na zawołanie... Nie obyło się też bez wpadek, typu 5 obsikanych ubrań w jedno popołudnie... No, ale i tak Zosia świetnie się zaaklimatyzowała, a Dzieciaki bardzo starały się dobrze Zosią zająć.

Każdego popołudnia, po zrobieniu lekcji, przychodzili do nas i byli aż do Zośki zaśnięcia praktycznie. Około 4 godzin dziennie. A w niedzielę przyszli rano, bo po południu mieli gości. No kochane Dzieciaki. Jeszcze przy okazji porobili "czystki" w swoich zabawkach i przynieśli je Zośce.

Fajnie, bo na taką opiekę nas było stać. Sąsiedzi nie oczekiwali wypłaty, a my dorzuciliśmy im co nieco do kieszonkowego. Myślę, że byli zadowoleni, bo w następny weekend też zaoferowali swoją pomoc (w tygodniu wolę im już nie przeszkadzać w nauce, żeby potem nie było kłótni sąsiedzkich ;) ).


Zośka rozwalona


Pomimo tego, że był to przyjemny tydzień, zrobiliśmy dużo i pobyliśmy razem, a Zosia miała towarzystwo do zabaw, jednak nie obyło się bez rozwalenia...

Rozwalona Zofia


Nocami dawała się we znaki. Raz nie spała, a jak spała, to jęczała... Dziś natomiast w nocy znów przeboje, potem przedłużyło jej się spanie, a ostatecznie zrezygnowała z popołudniowej drzemki. Tzn ja zrezygnowałam, bo już mi nerwy wysiadły po 3 godzinach usypiania. Za to teraz poszła już spać o 19. Miejmy nadzieję, że wróci do normy, a następny weekend, kiedy rodzice będą płytkować, a Sąsiedzi będą się z nią bawić zniesie znacznie lepiej :) i Zośka utrzyma uśmiech taki, jak u Mamy :)

Nie ma to jak u Mamy :)

Udostępnij to:

Komentarze

16 komentarze :

  1. No to rzeczywiście "się działo" :) Fajnie, że macie takich sąsiadów- dla Was korzyść i dla dzieciaków też, bo uczą się zarabiania. A Zosia i tak pewnie zyskuje najwięcej, bo nie od dziś wiadomo, że kto jak kto- ale starsze dzieci, to najlepsze "towarzycho" :)
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdolniachy :) Widzę, że czerwony to Wasz ulubiony kolor ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak tak czytam, to chyba i ja zrezygnuję z popołudniowej drzemki, to może księciunio w końcu raczy "jak Pan Bóg przykazał" pójść spać ok 19-20 zamiast o 23, bo zaczyna to być u nas normą, że nocny sen zaczyna ok 22-23 choć kąpiel i kolację Młody zalicza ok 18.30-19.30.

    OdpowiedzUsuń
  4. oj tak... Tylko, że te dzieci, już nie takie chętne do zabawy, tylko bardziej przed tv :/ Ale ich zmobilizowałam radiem :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz co, Zofia śpi zazwyczaj od 20 do 7-8 i potem od 12-12:30 około 1,5 godzinki. Wczoraj miała wyjątek, bo nie zasnęła wcale i o 19 już spała :D więc może to sposób będzie na Łukasza? Ja jednak potrzebuję tej drzemki w dzień, a jak się Szymek urodzi to w ogóle będzie bardzo potrzebna:D

    OdpowiedzUsuń
  6. A to też wszystko zależy od rytmu dnia w domu... U nas, jak Zofia idzie spać, to już raczej spokój, za to rano już po 8 staram się zachowywać głośno, żeby się obudziła, otwieram jej drzwi itp :) Wiec już o 12 padnięta jest... Tym bardziej po spacerze. A jak Menzu już wraca o 15, to w domu drugie życie się odbywa :D a wiem, że u znajomych podobnie jak u Was, chłopiec trochę starszy, ale wszystko ma przesunięte właśnie o jakieś 3-4 godziny, bo Mama woli pospać ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ macie rozpęd świetna robota za Wami :) sufity i skosy będą białe? Jaką farbę polecasz do łazienki?

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki :) Jeszcze ciągle jednak mnóstwo przed nami... Ściany będą malowane na biało. Na dole malowaliśmy dekoralem łazienka i kuchnia i nie mam zastrzeżeń... Z tym, że tu na górze skos zaczyna się na wysokości metra nad podłogą, więc teraz będzie to dla niej duża próba :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam czytać twoje optimistyczne wpisy!!! Jak zwykle, masz niesamowitą organizację!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. takie niańki to super sprawa:)
    łazienka może być naprawdę ciekawa:) czekam na dalsze odsłony remontu:)
    No i nie da się ukryć - tata w domu chociaż na tydzień to skarb:) uwielbiam te chwile, gdy rano zamiast wstawać i robić śniadanie i zaczynać dzień jak co dzień możemy w trójkę się przytulać i wygłupiąc w łózkU:)

    OdpowiedzUsuń
  11. E tam niesamowitą. Z niesamowitą organizacją miałabym kasę na fachmanów ;P i budowę dawno skończoną ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. oj tak, pomimo tego, że leciał na górę, to jakiś był taki odpoczynek :) A łazienka? Mam nadzieję, że będzie super :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Też lubię pospać, bywa, że z nim pośpię aż do 9-tej, czasem jak padam na twarz to i popołudniową drzemkę. ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. ja po południu nie, ale od czasów ciąży, staram się wtedy poleżeć...

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)