Jakoś tak dziwnie...



Niby listopad, powinniśmy być przygotowani na to, że będzie już zimno i tylko zimniej... Jakoś tak szaro i buro, ale jednak hormony pracują...


I jako, że dziś dzień mam pozytywny, to tą pozytywnością chcę Was zarazić, pomimo tego wszystkiego wkoło :)







Zimno


No i nas dopadło zimno... Zofia śpi w śpiworku, ale nie mamy takiego z rękawkami, tylko na ramiączkach, więc łapiszony mega zimne... Także dzisiaj nad ranem wylądowałam z Zosią w łóżku i wiecie co? Nie było tak źle... Ona chyba za dużo nie spała, za to ja pospałam ;) A jak już ja się wyspałam, to i ona oczka zamknęła, więc wtedy ja uciekłam na śniadanko itp...

Poza tym na dworze buba wielka... Pora na zimówki. Na razie w ruch poszła kurteczka i rajstopki pod spodenkami. Nie chcę przesadzać, żeby potem mieć jeszcze kolejne warstwy do doubierania :D

Jeszcze nie jest tak źle, skoro można bułę w ręku utrzymać :)



Szaro - buro, ale...


No i widzicie, pomimo tego, że dziś szaro i buro i popaduje, to ja jakoś dziwnie się wyspałam, spokojne śniadanko zjadłam i nawet przy kończeniu posta drugie śniadanko mi wchodzi ;), kawa jeszcze przede mną, więc i "zapas energii" :) I nawet wszystko ogarnęłam, więc zabrałam się za nieco głębsze rzeczy w stylu przegląd szafy... Trzeba w końcu Zośce przebrać ubranka, jak na każdą zmianę rozmiaru. Jak to robię, piszę TUTAJ. A w czasie kiedy ja zajmowałam się robotą, Zofia urządziła sobie piknik :D

ciacho, picio, trochę kredek i jest impreza :D


Więc się wzięłam i porobiłam. Poza tym oczywiście wszystko zgodnie z harmonogramem sprzątania... a nawet? Kurcze! Nawet go wyprzedzam :D Dom pomimo tego, że nie jest idealny (ale takie to są chyba tylko te domy bez dzieci ;) ) jest naprawdę ogarnięty... Chyba wreszcie udało mi się ruszyć ten początkowo-ciążowy zastój i nadrobić grubsze zaległości.


Energia


Wiedziałam, że Zofia szybko nie uśnie (czyli o 12), przez pobudkę o 9, więc dziś spacer troszkę później. Za to ze względu na padający deszcz spacerek w kaloszach i okołodomowo... W jedną stronę całkiem fajnie, w stronę domu, jak zwykle z fochem, ale trudno.

Najbardziej jednak cieszy mnie fakt, że wszystko wyszło po mojemu i Zośka zasnęła o 13 i teraz mam czas dla siebie :) Kotlety usmażone wczoraj, jeszcze jakiś dodatek do wybrania, ale to w międzyczasie... Teraz czas dla mnie, kawka, serial i polegiwanie na rogalu :)

Wczoraj nawet Menża wyciągnęłam na sprzątanie w garażu, żeby już auto miało jak wjechać - Zośce z skrzynce zorganizowaluśmy mini piaskownicę i całą rodziną urzędowaliśmy :) także jest zaraźliwie...

Cóż... Chyba tylko ta energia i syndrom wicia gniazda mnie ratuje, bo dziś juz Menżu ucieka na górę wiec całe popołudnie będziemy znów same z Zośką, ale co tam, damy radę! Widzę postępy, jestem dobrej myśli...

A i Zofia uśmiechem z wąsem zaraża :D


Chyba Jestem Dobrej Myśli jest tu najważniejsze, więc i Wam tego życzę :) Miłego dnia :*

Udostępnij to:

Komentarze

10 komentarze :

  1. Zoska madra wie że remontujecie to grzecznie pozwala się mamie zregenerować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No jaka piękna Zośka! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczęście Mamy19 listopada 2014 22:23

    grunt to pozytywne nastawienie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. szaro buro, za to Zosia kolorowa i wesoła:) u nas tez szaro buro, a synek wesolutki pomimo gorączki poszczepiennej;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No coraz częściej zabawia się sama, albo już wie, że z Mamą się klocki układa na kanapie a nie na podłodze :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, to szybkiego zrzucenia gorączki życzymy :*

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)