Nie warto...

No nie wiem, czy mnie przekupisz drożdżówką?


Dziś jest (a mam nadzieję, że był i po drzemce już nie wróci) najgorszy mój dzień życia z Zofią od czasów kolek. Naprawdę, kompletnie nie wiem o co jej chodzi... Tzn na pewno pogoda się do takiego nastroju przyczyniła, pomimo tego, że piękna i fantastyczna, to jednak zmienna. Zmiany pogody a tym samym ciśnienia są dla naszego samopoczucia zabójcze... Przynajmniej ostatnio...





 

Najgorszy dzień


Zosi od rana coś nie pasowało. Ryk przy kaszce, na zmianę z uśmiechami, potem ani trochę samodzielnej zabawy, tylko marudzenie. Nawet ulubione wyciąganie ze zmywarki było powodem płaczu. Wybrałyśmy się więc na spacer, do sklepu po ulubioną bułę (mleczną). Zosia jak zwykle przywitała się z Panią, dostała bułę, ale? Nie miała ochoty jeść, wyrzuciła ją na podłogę po czym podczas wynoszenia jej ze sklepu (już w ryku), zaliczyła leżenie na podłodze... - no bunt jak cholera :) Tylko to nie market, a wioskowy sklepik :P

Podróż powrotna to ciągły ryk (dobre 20 minut), na koniec siku w majty leżenie przed wejściem do domu - cudownie...


Jest już lepiej?


Oczywiście, że jest. "Pogadałyśmy", Zośka zjadła jogurcik i? Jak przystało na babskie pogaduszki, Mama wypiła kawkę i wspólnie zjadłyśmy drożdżówę :) A co sobie będziemy żałować. Ciężki dzień nam się trafił, trzeba było nam słodkości i endorfin :) W końcu trzeba się jakoś dogadać, nie warto się boczyć, nie warto szukać dziury w całym i roztrząsać sytuacji. Nie warto myśleć o tym co złe i tym żyć, bo nigdy nie wiadomo...


Nie warto


Może to śmieszne, ale dziś od samego rana myślę o tym, co może się stać... Jak bardzo nie mamy wpływu na to, co się z nami stanie. Jak głupota innych ludzi może doprowadzić do tragedii...

To, co stało się wczoraj w Katowicach. Kolejny wybuch gazu, najprawdopodobniej po raz kolejny spowodowany ludzką głupotą i pozorną próbą oszczędności... Jak mnie to wkurza, że nie możemy sami decydować o swoim losie... Bo jakiś idiota może wszystko w jednej chwili zniszczyć!

Zginęli ludzie... Cała rodzina...Rodzina taka, jak moja, może taka jak Twoja? Rodzina zupełnie na to nie przygotowana, bo kto by mógł się na to przygotować, i w jaki sposób?

Chyba jest jeden jedyny sposób. Każdego dnia żyć myśląc tylko o tym, jak jest dobrze. Myśląc tylko o dobrych rzeczach i pamiętając o tym, że NIE WARTO chować urazy.

Prawdziwa kobieta - kwiecisty talerzyk, kawałek słodycza i sprawy nie ma :)

tak trzeba załatwiać problemy...


Wiem, że mój dzisiejszy dzień nie był taki najgorszy, i wiem, że będzie lepszy. Już teraz to wiem, kiedy Zosia obok mnie skończyła jeść i pobiegła do zabawek. Kiedy naprawdę razem schowałyśmy co złe do tych głębszych pokładów umysłu nie po to, żeby do tego wracać, ale po to, by takich sytuacji unikać!

Idziemy na drzemkę, pełne pozytywnych emocji i wszystkiego co dobre :) I Wam życzę wspaniałego dnia :*

Udostępnij to:

Komentarze

20 komentarze :

  1. Pocieszam, że u nas dziś lepiej nie jest. do tego obie chore :/
    Wczoraj Michała został w domu, ale dziś już musiał jechać do pracy i jesteśmy zdane na siebie.


    To co się stało to straszna tragedia. Przykre i niezrozumiałe :(

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas też marudzenie od samego rana. Ale na szczęście tylko Córeńka. Gorzej jak oboje wstają lewą nogą ;)
    Zgadzam się z Tobą, nie warto. Dlatego zawsze pilnuję tego, żeby nie rozstawiać się z najbliższymi w gniewie...

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak małe dzieci są bardzo wrażliwe na zmiany "w powietrzu". teraz trzeba jeszcze uważać na wiruski, które też są częsta przyczyną złego samopoczucia nie tylko dzieci, zwłaszcza o tej porze roku. Trzymajcie się zdrowo i wesoło!

    OdpowiedzUsuń
  4. Buziaki moje sloneczka ;-) lubię jak Zosia sie usmiecha. Fajnie ze przeszło.

    Mąż robi instalacje gazowe. Raz pojechal naprawic kocioł a tam pan ktory był przed nim wziął 1000zł za to że włożył płytkę nie warta 10 groszy żeby czujnik oszukać. Stopiła sie obudowa. Czasem nie oszczędność a zwykli oszuści..... Pani musiała na czas naprawy mieć gaz odciety. Mąż musiał zgłosić w gazowni żeby całe osiedle nie poszło z dymem

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też nie mogę dojść do siebie po tej tragedii.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znamy dnia,ani godziny...Dlatego żyjmy najpełniej jak się da !

    OdpowiedzUsuń
  7. Babskie pogaduchy przy ciachu i kawie są nie do przebicia! Trochę ci ich zazdroszczę... Ściskam mocno i trzymajcie się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mądrze napisane. Też staram się tak życ.

    OdpowiedzUsuń
  9. My też mieliśmy taki ciężki piątek :/ Może faktycznie ta pogoda ?

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana! Super, gratuluję :) Czyli jednak Dzidziuś był nisko :) Czekam w takim razie na post ze zdjęciem maluszka :D Obyście dochodzili do siebie jak najszybciej!


    Życzymy - cała rodzinka - dużo siły i pogody ducha :* <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Choroba w samotności z marudzącym dzieckiem - wiem coś o tym... Mam nadzieję, że idzie ku lepszemu. U nas chyba się zaczyna, ale od razu walczymy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. ja chyba odkryłam, że przyczyną było zdjęcie rękawiczek. Zosi baaaardzo spodobała się ta część garderoby... Czasem lepiej nie rozmyślać ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj tak... Ja nawet zasypiać nie lubię ze złym nastawianiem :)

    OdpowiedzUsuń
  14. No właśnie z tymi wiruskami, to nigdy nie wiadomo kiedy i z której strony przylecą :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Okropne to jest! Dobrze, że są jeszcze uczciwi fachowcy...

    Też lubię, kiedy Zofia się uśmiecha. Oby jak najczęściej :D

    OdpowiedzUsuń
  16. No, jeszcze wszystko przed Tobą :) Też ściskamy :*

    OdpowiedzUsuń
  17. No ja mam taką nadzieję :) Że Zofii jakoś się wreszcie ułoży :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)