Katar - zadanie dla cyborgów

Zofia i jej nagroda po inhalacji - baja :)
Każda Mama katar przeżyła... Albo prędzej czy później przeżyje. Niby nic, zwykły katar, a jednak dziecię się męczy... Męczy nie tylko siebie, ale i Mamę i resztę rodziny (u nas całe noce należą do Taty)...

Każde dziecko inaczej na katar zareaguje. Zofia w bojach jeszcze nie jest wprawiona, bo na szczęście jakoś ta jej odporność się buduje. No, nie na darmo codziennie spacerujemy i staramy się Zofii nie przegrzewać pomimo presji społeczeństwa :P

Ale po raz kolejny nawiedziło nas to paskudztwo, wiec postanowiłam podzielić się z nami naszymi sposobami na to, żeby trwał mniej niż tydzień, a nawet mniej niż 7 dni :)



Psiki


Wszelkiego typu, są bardzo potrzebne, a moim zdaniem niezbędne... Oczywiście musimy zadecydować, czy będziemy tylko nosek oczyszczać, czy jeszcze dodatkowo pomagać im się wydostać... U nas jest system stopniowy i wszystko zależy od natężenia glutowego :)

Co na katar? Spray - Woda morska, Euphorbium i Nasivin



Numer 1 - woda morska

Od tego zaczynamy. Właściwie zimą warto wodą morską, albo roztworem soli fizjologicznej, zwilżać śluzówkę co jakiś czas, żeby zapobiegać... Jeśli jednak już się rozpocznie prawdziwy katar, to trzeba właśnie wodą morską wspomagać oczyszczanie noska. Aha! My przetestowaliśmy kilka typów i ta woda Disnemar najbardziej przypadła nam do gustu. Nie zalewa dziecka tak, że nie może oddychać, jest "lekka" i w odpowiedniej ilości i rozproszeniu.


Numer 2 - Euphorbium S

Czyli homeopatyczny spray do noska. Działa podobnie jak konwencjonalne krople do nosa, ale nie ma ograniczeń czasowych do ich stosowania. Stosujemy po wyczyszczeniu noska, najlepiej przed spaniem, bo wtedy najistotniejszy jest czysty nosek.


Numer 3 - Nasivin Soft

Albo inne krople, które zawierają Xylometazolin w dawce dostosowanej do wieku dziecka. Im starsze dziecko, tym większa dawka i większy wybór specyfików. Takie krople podaje się zazwyczaj 3 razy dziennie, ale nie dłużej niż 7 dni.



Aspirator


To, że jesteśmy jego fanami, pisałam już poprzedniej zimy, w TYM poście, w którym piszę o czyszczeniu aspiratora. My mamy taki firmy Marimer.
Aspirator jest nam jeszcze niezbędny, bo Zosia sama nie potrafi wydmuchać noska. Jest mobilny, możemy go nawet zabrać na spacerek :)

Aspirator Marimer


U nas wygląda to tak, że najpierw używamy wody morskiej, potem nosek czyścimy, a na końcu podajemy spray albo homeopatyczny, albo nie :)



Inhalacje


W tym katarku zaczęliśmy też wprowadzać inhalacje - 3 razy dziennie roztworem soli fizjologicznej. Nie byłam zbyt pozytywnie nastawiona, ale już wiem, że warto. Pierwsza noc po inhalacjach - przespana :)

Co prawda pierwsze chwile, to dla Zosi był szok, bo nagle coś buczy i w ogóle, ale udało się przezwyciężyć lęk i teraz grzecznie wytrzymuje te 5 minut :D

UmiZoomi, chlebak i jedzenie przy stole :) - Na szczęście to tylko nagroda




Budowanie odporności


Oj, to robimy stale. Niestety już nie karmimy, nie wytrzymałam w ciąży, o czym już pisałam TUTAJ. Jednak na tym nie koniec.


Po pierwsze dobre jedzenie

Moja Prababcia mówiła, że jak ktoś zaoszczędzi na jedzeniu, to będzie musiał "doktorowi talara położyć". Więc Zosia codziennie je jakiś owoc i inne jedzenie przygotowane z dużą starannością. Akurat przy tym osłabieniu odporności postawiliśmy na grejpfruta, kiwi i kaszę jaglaną (dziś w wersji obiadowej - z sosem pieczarkowym i kolacja z mlekiem i jabłuszkiem).

Zośka od razu posmakowała kiwi
I rozpływała się tym smakiem ;)























Suplementy

Zosia przez cały czas jesienno-zimowy dostaje witaminę D (aktualnie z DHA). Dodatkowo teraz, kiedy juz pojawiły się pierwsze oznaki przeziębienia zamieniliśmy ją na syrop na odporność OmegaMed, zawierający właśnie te same składniki, a dodatkowo inne, wspierające odporność :) - te specyfiki wygrałyśmy u Aleksandra :)

Syrop OmegaMed



Powietrze!

Dlaczego z wykrzyknikiem? Bo tak!  Spacer to najlepsze lekarstwo. Nawet teraz, kiedy katar hula, to te 30 minut na powietrzu, wywietrzenie domu w tym czasie, to na prawdę potrzebne! I nie! Z racji kataru nie ubieramy zimowej kurtki, kiedy 12 stopni na dworze. Dostosowujemy się do panujących warunków, a jeśli Zosia idzie na przechadzkę, a nie jest wożona wózkiem, tym bardziej ubieramy się lżej - bo mi też wtedy cieplej ;)
Spacery - to jest to :D



Macie jeszcze jakieś dodatkowe rady? Może znacie jakiś sposób, że jutro katar minie? Chętnie przyjmiemy :D My staramy się używać sztuki kompromisów ;)

Dodam od siebie, że jeśli gorączka utrzymuje się ponad 3 dni, a katar dłużej niż 5 dni lub pojawi się kaszel - to biegusiem do lekarza :D

Udostępnij to:

Komentarze

28 komentarze :

  1. Też bym chciała jakiś magiczny sposób, bo Tuptaczkowi leci właśnie woda z nosa. Na szczęście noce przesypia bez problemu bo nosek wodą się nie zapycha

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas woda morska to hit :)
    Tak dobrze działa, że aspiratorka nigdy nie używaliśmy. Po wodzie ładnie wszystko schodzi.


    Za zdrową dietą też jestem i owoc musi być codziennie :). Powiedzenie babci dobre :)
    Teraz też dodaliśmy tran, zobaczymy, czy przyniesie jakieś efekty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja do inhalacji nie mogłam się długo przekonać, bo nie wierzyłam w ich "magiczną moc", ale teraz jestem ich największą zwolenniczką, bo naprawdę dokonują cudów! A dla poprawy odporności, oprócz zdrowej diety i świeżego powietrza, daję Nicko witaminki, które uwielbia :) (Próbowaliśmy tranu, ale pomimo że był smakowy, nie przypadł dziecku do gustu...)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas konieczny jest ruch, w czasie kataru zwłaszcza na kolanach i wtedy wszystko ładnie spływa. Całe szczęście katar zdarza się rzadko i nie jest zbyt uciążliwy.
    Trzymajcie się kobietki ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też stosujemy Nasivin i bardzo sobie chwalimy :) A jak sprawuje się inhalator?

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas z psikadeł to woda morska i ewentualnie nasivin, ale tylko na noc i nie dłużej jak kilka dni.
    Aspirato mamy fridy i tez jest w użyciu przy katarze, czyli średnio 2-3 razy w roku :) Do tego wapno+wit C to standardowy zestaw przy przeziębieniu.
    Inhalatora nie mamy i na szczęście nigdy nie używaliśmy.
    Poza tym dajemy różne witaminy, kiedyś Multisanostol, a teraz OmegaMarine- rybki z tranem w środku. Jak się skończą to kupię zwykły tran.
    No i owoce, a te cytrusowe Pola uwielbia, grejpfruty najbardziej. A kiwi to by mogła jeść kilogramami :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas też na pierwszy ogień idzie woda morska, później aspirator, a na końcu nasivin (2 razy dziennie). W szpitalu powiedzieli nam, ze aspiratora powinno używać się max 3 razy dziennie, ponieważ on też pobudza śluzówkę do produkcji wydzieliny, więc lepiej jeśli przepłuczemy nochal wodą morską lub jeśli katar wypłynie samodzielnie z nosa w czasie np. leżenia na brzuchu. Acha, ja dodatkowo na noc smaruję młodego maścią z mentolem i eukaliptusem - np. Vicks. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze sobie radzicie z katarem !
    Jak zauważyłaś inhalacje się dobrze sprawdzają, ja zauważyłam, że jak rozpoczyna się okres grzewczy to warto również zadbać o nawilżanie powietrza w domu, to bardzo pomaga małym i dużym noskom. A i my jeszcze gdy katar dopada smarujemy noski alantanem lub maścią z witaminą A, wówczas nie ma podrażnionej skóry wokół nosa. Trzymajcie się zdrowo!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dorota Kosieradzka29 października 2014 16:14

    U nas wszystko podobnie. Inhalacje są do zniesienia przez synka ale żadnego sprayu do noska nie da siebie wpuścić, ucieka. Ma 20 msc. Dodatkowo pijemy teraz tran a przy katarku smarujemy nosek maścia majerankowa a na noc stopki i plecy smarujemy maśćia rozgrzewającą Depulol.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja bym chciała znaleźć jakiś sposób na mój katar, taką "wodę z nosa", bo u mnie wszelakie "psiki" pogarszają tylko sprawę dodając łzawienie oczu, momentami w akcie desperacji rozważam sięgnięcie po tampony. :/

    OdpowiedzUsuń
  11. kurcze ja mam problem, bo jak Snikersik był mały nie było problemu zrobić psiku psiku a teraz to istna masakra, no nie przegadasz:) na szczęście już prawie się nauczył dmuchać w chusteczkę ale ogólnie katar nas nie lubi, więc rzadko u nas bywa :) ps. powiedz Zosi, że ma śliczną kurteczkę

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas woda, to zawsze pierwsze 2 dni, potem się robi zgluciały i zanika... A u Was tylko woda stale?

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tam wolę wyczyścić, bo Zośka głównie jak choruje, to katarowo :)

    Właśnie ten syrop nasz jest z wit D i DHA, więc taki substytut tranu troszkę i smakuje jak środek od nimm2 :)

    OdpowiedzUsuń
  14. my jeszcze za mali na inne witaminki, ale rzeczywiście, trzeba sie przełamać do tych inhalacji, bo naprawdę warto :)

    OdpowiedzUsuń
  15. hehe :) Ruch, to Zofia ma non stop... Właściwie brak ruchu jest wyjątkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mam zastrzeżeń. Inhalacja 2,5ml trwa około 5-7 minut. Głośny jest, ale nie zagłusza bajki :) Nie wiem na co jeszcze miałabym zwrócić uwagę :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Zośka na razie cytrusy poznaje :) W tamtym roku katar miała kilka razy, dlatego zdecydowałam się na inhalator i nie żałuję, bo sprawdza sie bardzo dobrze i mimo wszystko to najmniejsza ingerencja :)
    Oby Wam zdrówko dobrze służyło :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak też się staram nie przesadzać z aspiratorem, choc w zeszłym roku innego sposobu nie było... My czasem dodajemy maść majerankową pod nosek :)

    OdpowiedzUsuń
  19. my maść majerankową i staram sie pilnować dobrych chusteczek - jak najbardziej miękkich :) U nas jeszcze pranko jest suszone w domu i dom drewniany, więc wilgotność koło 60% jest :) a zimą specjalnie pranie idzie do sypialni w roli nawilżacza :D

    OdpowiedzUsuń
  20. uuu... Zośka zadowolona nie jest, ale daje sobie psiknąć...

    OdpowiedzUsuń
  21. u nas woda jest tylko kilka dni... Ale może maść majerankowa? Ja czasem ją dodaję... No i właściwie ważne jest podcieranie delikatnymi chusteczkami - np 4wartwowe z lidla...

    OdpowiedzUsuń
  22. no to tylko pozazdrościć... Zofia nie przepada za psikaniem, ale podstępem albo z zaskoczenia zawsze się uda :D


    Zofia dziękuje :D

    OdpowiedzUsuń
  23. No niestety woda, która była chyba przez 1,5 tygodnia właśnie zrobiła się zgluciała i od razu włączył się kaszel. Od jutra flegamina w akcji. Za to wczoraj silna gorączka - do 39,3 i szybkie badanie moczu, bo lekarka podejrzewała zapalenie pęcherza. Na szczęście wynik badania prawidłowy i teraz Mały jest lekko osłabiony ale mimo wszystko daje radę trochę połobuzować :)

    OdpowiedzUsuń
  24. No tak, bo pewnie woda leciała i do przodu i do tyłu i zawaliła dolne drogi oddechowe. To powodzenia Wam życzę :* Niech łobuzuje ile wlezie :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Dokładnie tak, jak piszesz. Zostaje w domu aż przejdzie mu katar = przejdzie kaszel.

    OdpowiedzUsuń
  26. Teraz i tak to będzie czas budowania odporności, więc pewnie troszkę tych chorób będzie...

    OdpowiedzUsuń
  27. Tez polecam disnemar, używaliśmy go od urodzenia syna i nigdy nie mieliśmy problemu z czyszczeniem noska, bez marudzenia i płaczu, aż do czasu kiedy chciałam przyoszczędzić i kupiłam coś tańszego, niby to woda morska i to woda morska wiec po co przepłacać i od tego czadu jest problem Adaś ucieka, płacze, krzyczy jak tylko coś zbliża się do jego noska... :-( tak wiec wracamy do disnemaru.

    OdpowiedzUsuń
  28. A dokładnie u nas było to samo. Mieliśmy Marimer, który wręcz zalewał Małej nosek, potem Disnemar i spokój, a potem jakąś Apteo i powrót do scen. Dlatego wróciliśmy do Disnemaru, on jest jakiś delikatniejszy i w odpowiedniej ilości :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)