Ciąża to nie choroba

35 tydzień - maj 2013r.
Niektóre kobiety być w ciąży uwielbiają. W tym czasie rozkwitają i czują się świetnie. Inne zupełnie inaczej...

Ciąża to nie choroba... Oj, wiele razy to słyszałam... Od Mamy i innych Ciotek. Od kobiet przechodzących ciążę jak marzenie, od tych, co rodziły w poprzednim ustroju i tych, które do końca do pracy chodziły.

Były też bardzo młode, pełne energii z ciążą bez żadnych komplikacji... i te, które swoją pracę kochają i jest ona po prostu odpoczynkiem od domu :)




Jak mnie to wkurzało...


Ja obie ciąże zaczynałam z kibelkiem pod pachą. Nie mówiąc o zmęczeniu i bólu w dole pleców (korzonki). W pierwszej ciąży jeszcze broniłam mgr na początku, więc miałam parę nadprogramowych rzeczy na głowie. Który pracodawca pracownika konstrukcyjnego przeniesie na inne stanowisko? A może przeniesie komputer do toalety? Nie mam pojęcia. W naszej firmie było to niemożliwe. Nie miałam możliwości kontynuacji pracy. Zresztą stres wykończyłby mnie mnie w pierwszym miesiącu. Wskazania do zwolnienia lekarskiego były i nikt tego nie kwestionował. Nikt, prócz niektórych zdziwionych, nie znających sytuacji, patrzących jedynie na wygląd...

Co prawda drugi trymestr był znacznie lepszy (tak od połowy), ale mój pracodawca powrotu do pracy nie chciał. Poza tym, zaczynamy być coraz większe i praca przy biurku byłaby jeszcze bardziej uciążliwa.

Praca w trzecim trymestrze, to już chyba rzecz niemożliwa. Z resztą wtedy to już właściwie każda z nas ma jakieś-tam zastrzeżenia do zdrowia. Co prawda nie czułam się źle, ale "do południa" odpoczywałam, spałam ile miałam ochotę. Zdjęcie to tego posta jest zrobione w 35 tygodniu ciąży z Zosią :)


Tym razem jest troszkę inaczej


Zwolnienie było możliwością zostania w domu z Zosią. Teraz bardzo sie tego obawiam, bo co rusz inne okoliczności wypływają. Choć Zośka jest już bardziej mobilna i coraz bardziej samodzielna, wiele trzeba wokół niej zrobić. A tu? Początkowe przyspieszone bicie serca, krwiak, podejrzenie łożyska przodującego, no szaleństwo. A ja nie mogę musieć leżeć!

Bardzo się boję, żeby nie być zmuszoną do leżenia, bo nie jesteśmy w stanie wtedy zorganizować opieki nad Zosią. No miejmy nadzieję, że takie podstawowe oszczędzanie się wystarczy. Że Zośka będzie codziennie ładnie drzemkować, a ja z Bąblem będę mogła się zregenerować :) Od jutra zaczynamy 20 tydzień - no rewelacja - połowa niemal za nami :)


Ciąża zdecydowanie chorobą nie jest, jest jednak stanem szczególnym i chcąc chronić siebie i Maluszka musimy się podporządkować zaleceniom lekarza. Jeśli mówi on o oszczędnym trybie życia, nie starajmy się być naj. Jeśli zaleca leżenie, musimy leżeć, żeby ciąża nie zakończyła się zbyt szybko. Nie słuchajmy innych, bo każda kobieta i każda ciąża jest inna!




Udostępnij to:

Komentarze

25 komentarze :

  1. Masz rację. Ciąża to nie choroba, ale to jednak stan wyjątkowy. W dodatku każda kobieta przechodzi go inaczej i nie można tu uogólniać.Faktycznie ostatnio wciąż się słyszy, że kobiety za szybko idą na chorobowe, że stwarzają pracodawcom problemy, że powinny być aktywne do końca. Ja się z tym nie zgadzam. Niech każda mama ma szansę przechodzić ciążę tak, by było to dla niej i dziecka bezpieczne i dobre. Ja w ciąży z Julką nie pracowałam, z Szymkiem pracowałam zdalnie, w domu przy komputerze. Z Julką broniłam też tytułu technika z powodzeniem. Jednak np. pracy fizycznej sobie w ciąży nie wyobrażam, przynajmniej w tej zaawansowanej. Będzie dobrze, trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kobieta blogująca2 września 2014 13:29

    Zgadzam się z Tobą: każda ciąża inna i każda kobieta inna jest!
    Życzę by się wszystko poukładało po Twojej myśli :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mimo problemów uwielbiałam stan ciąży :).
    Jedynie te mdłości na początku utrudniały trochę, ale obyło się bez wymiotów, więc chyba nawet nie powinnam narzekać :)
    Ja znowu często słyszę, że znajome źle wspominają okres ciąży i nawet nie biorą pod uwagę by znów w niej być :/ Ja to się tam doczekać nie mogę :) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Werka, oszczędzaj się kochana, leż ile się da, puść bajkę Zosi a sama nogi do góry. Ciąża to nie choroba ale można się tak czuć. Może uda Wam się wziąć nianię do Zosi choć na 2-3 godziny?

    OdpowiedzUsuń
  5. A my od czwartku zaczynamy 21 tydzień :-) Ja w pierwszej ciąży czułam się beznadziejnie,właśnie tak jakbym była chora,odkąd tylko się dowiedziałam,czyli w 8 tyg.to do 41 tygodnia wymiotowalam po 6 razy dziennie i żadne leki mi nie pomagały i jedyną rzeczą na którą miałam siłę było po prostu spanie. Dzisiaj właśnie Maryśka skończyła 20 mcy i chociaż bym chciała,to nie ma o żadnym nadprogramowym odpoczynku,bo jest tak żywa i ruchliwa, że oczy trzeba mieć dookoła głowy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dokładnie, masz racje. Chorobą na pewno nie jest, ale niestety lekko też nie przychodzi. Ja do 6msc codziennie rano o godzinie 7:00 klęczałam na kiblem. Dzięki Bogu, że do 8:00 się wygramolałam, bo do 5msc chodziłam jeszcze do szkoły, do której na szczęście miałam 10-12 minut z buta. Ufff ale podliczyłam czas :P
    Wkurzyło mnie natomiast zachowanie przyjaciółki, która wraz z potwierdzeniem ciąży otrzymała zwolnienie lekarskie aż do rozwiązania, chociaż ciąża przebiegała wzorowo. Rozumiem że sklep spożywczy to nie tylko stanie przy kasie, ale także dźwiganie itp, ale wystarczy to zgłosić pracodawcy, który odciąża i pracuje się tyle ile może. To jej zdziwienie kiedy zwolnił ją od razu po zakończeniu urlopu macierzyńskiego...

    OdpowiedzUsuń
  7. Werka, dżizas, ta Twoja ciąża to leci w jakimś przyspieszonym tempie :) Dopiero był 17tydzień :) Szał po prostu. Ciąża to może i nie choroba, ale na pewno "stan odmienny", a to pojęcia może oddawać wszystko- i mega powera i mega osłabienie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak to 20?! Tygodnie tylko tak przelatują :) Trzymam kciuki za Wasze zdrowie i samopoczucie. Będzie dobrze! A druga ciąża, połączona z opieka nad wymagającym maluchem to faktycznie coś innego. Podziwiam, że mamy znajdują wtedy energię na zajmowanie się domem i ganianie za urwisem.

    OdpowiedzUsuń
  9. bernadetta bolek3 września 2014 06:29

    Oj ciezko czasem bywa jesli sa wskazania to warto odpoczywać i nie dla siebie ale przedewszystkim dla dziecka. Ciaza to nie choroba ale jeśli przebiega prawidłowo to nawet lekka aktywnosc sportowa jest wskazana. W pierwszej ciąży mimo wymiotow musiałam chodzić do pracy. Zostałam właśnie kierownikiem sklepu w galerii handlowej bo poprzednia kierowniczka była w 7 miesiacu ciąży i ktos musiał pilnowac dokumentów, pracowników itp. Nielimitowany czas pracy alw dzieki temu dwa najgorsze miesiące byłam w pracy po 60 h miesięcznie. Praca nawet po 12 h. I jak przestałam pracowac w 30 tyg tak w 32 trzfilam do szpitala. Wysokie ciśnienie, rozwarcie. Donosilam na lekach do 40 druga ciąża od samego początku difergan bo ani jeść ani pic nie mogłam do tego bóle glowy przez pierwszy trymestr 15tc szpital zagrozenie poronieniem z powodu nadciśnienia 32 tc skurcze bole brzucha rozwarcie i wysokie ciśnienie praktycznie do konca 36 tc w szpitalu i porod 36/37 ale lepiej dla mnie i dziecka ze sie urodził przed terminem uniknelam kolejnych komplikacji. Trzecia ciaza bole głowy,wymioty 15tc wigilia plamienie, ciśnienie i jak u ciebie podejrzenie łożyska przodujacego. Odpoczywaj dużo i jak to lekarz mówił masz chwileczkę żeby usiąść to się połóż :-D

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdrowia, dużo zdrowia dla mamy i maluszka, a w zasadzie to obu maluszków, bo przecież Zosia nie jest gorsza. ;D I dla męża też, coby tę całą swą kochaną menażerię miał siłę wspierać. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. łoj jak kocham kopniaki i pukania w brzuszek tak całej ciąży już niekoniecznie, dla mnie to okres przejściowy do znacznie ważniejszego okresu, no i łatwa nie jest, zwłaszcza jak się już ma jednego malucha, dla mnie ciąża to zdecydowanie coś więcej niż choroba

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam takie zmiany stanu, nastroju, samopoczucie itp, że masakra. Ja teraz pracuję, nad blogiem, domem i Zosią. Wystarczy :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też ogólnie ciążowanie uwielbiam, a jak już maluch zaczyna się wiercić, to w ogóle ;) Jest super i każdy kopniak dodaje sił :D

    OdpowiedzUsuń
  14. taa... wystarczy, że przyjmę pozycję okołohoryzontalną i dupa - Zośka na mnie włazi i tyle z leżenia. Czasem dawałam Zośkę sąsiadce na spacer, ale ta teraz wróciła do szkoły ;) a ja wtedy leciałam na budowę ;) korzystam z jej drzemek, musi wystarczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  15. oczywiscie. Ja też korzystam tylko z drzemek Zofii, w każdej innej sytuacji to jest niemożliwe :P Powodzenia życzę i Tobie :*

    OdpowiedzUsuń
  16. oj tak, to bardzo uciążliwe. "A kiedyś kobiety w domu rodziły, dziecko w prześcieradło owinęły i żyły". Tylko była większa "naturalna selekcja" :/


    Trzeba myśleć o sobie i korzystać z tego czasu, bo następne ciąże jużzawsze będą w towarzystwie ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. niestety nie wszyscy pracodawcy potrafią to zrozumieć. Mój nie był w stanie zmienić NIC! A kobiety po urlopie macierzyńskim mają ochronę na rok, więc tamten też zachował się nie w porządku :/

    OdpowiedzUsuń
  18. u mnie daje wszystkiego po trochu i potrafi się zmieniać co 30 minut :P

    OdpowiedzUsuń
  19. No niestety, jak mus, to mus :) Nikt za mnie tego nie zrobi :) Ale to też nowe doznanie. U Ciebie to te tygodnie pognały, że hoho :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetnie napisane! Będę to powtarzać jak mantrę :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Oczywiście, a jeszcze chora Zofia to by było dopiero... Przede wszystkim zdrowia psychicznego ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. A mi sama ciąża nie przeszkadza, o ile mam na wszystko czas i na złe samopoczucie też, a nie ganiać za Maludą ;) Ale rozumiem, że można to przechodzić dużo gorzej, bo jeśli ja nie miałabym "tych lepszych chwil", to tez bym jej bardzo nie lubiła :/

    OdpowiedzUsuń
  23. trzy-m.blog.onet.pl12 września 2014 22:55

    Ja obie ciąże przechodziłam fatalnie. Drugą trochę lepiej. W pierwszej wymiotowałam po 16 razy na dobę, również w nocy. Trzy M

    OdpowiedzUsuń
  24. No tak, każdy inaczej. Ja na szczęście głównie miałam mdłości i jadłowstręt, ale pracy sobie nie wyobrażam...

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)