Odwiedzamy Nowe ZOO w Poznaniu


Każdy, kto Poznań zna, ten wie, że ZOO są dwa - stare i nowe.
Stare, to to w centrum, gdzie są zwierzątka w klatkach, tylko kilka wybiegów oprócz tego akwaria i terraria. Nowe to to z wybiegami, słoniarnią, niedźwiedziami, i innymi wielkimi zwierzętami. Gdzie poza ochotą na oglądanie zwierząt musimy mieć jeszcze troszkę pary w nogach i czasu, żeby wszystko obejść.




Niezaplanowane wyjście


Nasza wyjście do zoo było kompletnie spontaniczne i nieprzemyślane. Niestety...? Rano, przy śniadaniu padło hasło zoo, więc się spakowaliśmy do auta o 10 i pojechaliśmy. Menżu miał urlop. Po południu miałam fryzjera, więc i tak kierunek Poznań był na tapecie :)


Nowe ZOO - co warto wiedzieć


Że dużo ludzi do niego chodzi i kolejka jest spora :) My byliśmy o 10:30 w środku tygodnia, a kolejka zajmowała już cały chodnik przed wejściem (kilkadziesiąt metrów). Niby niewiele, ale kiedy czekasz z maluchem, czas wydłuża się niesamowicie... Za bilety zapłaciliśmy 30 zł - Zosia weszła za darmo. Wszelkie informacje i cennik biletów znajdziecie na Stronie ZOO.


ZOO z Zosią


Zaczęło się sympatycznie, małpki, flamingi, bociany... Zosia szczekała na wszystko. Potem trochę szoku, bo i żyrafi i zebry, a nawet struś do nas podszedł... Spacerowało isę bardzo przyjemnie, bo co chwilę coś Zośkę zajmowało. Niedźwiedzie, tygrysy, aż w końcu doszliśmy do słoniarni, tak wypatrywanej przez nas. Słonie jednak, były gdzieś tam daleko i jakieś takie szare. No co tu dużo mówić - nieatrakcyjne. Za to fotki (które częściowo mogliście zobaczyć w poście o Okazji Wyjścia) udane mam nadzieję :) :


Jedno z nielicznych zdjęć, gdzie widać Zosię - bo Małpka się schowała :)

Przywitanie ze strusiem

i podglądanie zeber - jak tu spojrzeć w obiektyw ;)

Słonie, jak już pisałam - szare :P


A Zośka i nam co nieco pokazywała :) np. wyspę lemurów


I wtedy dopadła nas szara rzeczywistość. Niestety, Zosia sypia koło południa, a my pojechaliśmy do ZOO o 10. O 12 byliśmy w najdalszym od wejścia miejscu. Mieliśmy na karku powrót przez niezbyt atrakcyjny lasek, Zosię, która chciałaby na nocniczek, chciałaby zjeść serek i położyć się spać... Pieluchę i serek załatwiliśmy, ale spanie w wózku to dla Zosi od pewnego czasu abstrakcja...


"Życzliwe spojrzenia"


Próbowaliśmy wszystkiego. Próbowaliśmy wyciągać ją z wózka - ale jak tu iść, kiedy chce się spać... No to spacer z Zosią na rękach (oczywiście tylko u mamy - a to już 17 tydzień), to tez jej nie pasowało. Mała najchętniej siadała i ryczała na chodniku...

Pozostało tylko wsadzić Zofię do wózka i biegiem lecieć do wyjścia. Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się tylko na przystanki, żeby Maruda uspokoiła oddech. No, mieliśmy też bezsensowne myśli, że może wtedy troszkę uśnie, oczywiście ich bezsens nadal utrzymujemy.

Za rączkę udało się iść chwilkę


Spojrzenia ludzi, którzy nas mijali były po prostu bezcenne. Wiecie. Te babcie, którym dzieci nigdy nie płakało. Mamy, które najchętniej by Zosię nakarmiły, ciotki, które wyobrażały sobie obsraną pieluchę i inne krzywe spojrzenia.

Na szczęście przetrwaliśmy. Około 13 byliśmy już w aucie i Zosia zasnęła w foteliku od razu :)


Podsumowanie jest jednak pozytywne. Do czasu, Zośka świetnie się bawiła. Pobyła z nami razem, zobaczyła nowe zwierzątka nie na kartkach książki a w rzeczywistości... Poza tym temperatura i aura była bardzo korzystna, koło 22 stopni, lekki nieduszny wiaterek i zero opadów :)

Żałuję tylko, że nie mieliśmy okazji wejść do motylarni, bo tam na pewno Zosia oszalałaby z radości. Może jeszcze w tym sezonie wybierzemy się tylko tam, bez całego długiego spaceru po całym zoo?




Udostępnij to:

Komentarze

15 komentarze :

  1. My się musimy znowu do zoo wybrać, bo jak byliśmy tam ostatnim razem to Alek miał niecały miesiąc i nic nie kumał xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety z reguły człowiek mądry jest po szkodzie. My podczas pobytu w Gruzji tez uczyliśmy się na błędach. Po paru dniach było wiadomo jak rozkładać zwiedzanie, że Kicak po prostu MUSI pokicać co jakiś czas, że chodzenie w chuście to głównie u mamy itp itd A potem z dnia na dzień było coraz lepiej. I nawet powrót samolotem nie był taki straszny jak wylot :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zoo to super sprawa, a Zosia no cóż spać chciała i tyle ! My też to przerabiamy nie raz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. http://szajba-mi-bije.blogspot18 sierpnia 2014 21:31

    Super że wycieczka mimo nieciekawej końcówki jednak się udała . Pięknie wyglądasz , promieniejesz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam nowe Poznanskie zoo...mi motylarnia nie przpadla do gustu..szczegolnie wielki motyl ktory jezdzil na mojej glowie i chyba oczekiwal ze w takiej formie eksmituje sie na zewnatrz...brrrr do tej pory mam ciary....ale Zosia pewnie byla by szczesliwa...macie blisko...nadrobicie...ja za to uwielbiam tamtejsze wielblady pierdziochy....gazuja jak ta lala ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Eh, doskonale rozumiem, bo to jest właśnie to, o co wkurzyłam się na męża- z małym dzieckiem nie można jechać sobie ot tak, kiedy nam się podoba. Bo Ono ma niestety jeszcze swoje prawa i może po prostu dać czadu, tak jak Wasza Zosia. A, że my do zoo mamy kawał drogi, to tym bardziej za duże ryzyko.

    Te poznańskie zoo- stare i nowe chodzi za mną już od dawna, bo długo tam u Was nie byłam. Może uda się we wrześniu przyjechać.
    Już 17tydzień?! Ło rany, ale zleciało!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zawsze staramy się brać to pod uwagę, ale nie pomyśleliśmy o tym, że Zosia tak stanowczo nie będzie chciała kimnąć siew wózku... Daliśmy radę na wyjazdach przeróżnych, a tu polegliśmy :) Ale dobrze się skończyło :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciała, ale nie chciała i tu problem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki. Miejmy nadzieję, kolejne wyprawy będą już tylko lepsze :D

    OdpowiedzUsuń
  10. :) każdy lubi co innego. Mi się podobają tygrysy i nowość w zoo - niedźwiedzie. ale tygryski tym razem leniwce się pochowały...

    OdpowiedzUsuń
  11. My staramy się dlatego planować pod Zosię, i w tym roku udało nam się do Krakowa pojechać i z Kielc wrócić. Warszawę też w miarę dobrze znosimy, no, ale nie przewidzieliśmy takiego oporu na spanie w wózku.


    Tak to jest, jak się cały czas dziecku sugeruje spanie nie w wózku, to ono potem samo też nie chce :P Jak tylko będziecie, to musimy się spotkać :) my w Szczecinie w niedzielę, ale na Chrzciny i znów akcja ogarniania dwóch podróży jednego dnia, więc może być nieciekawie :/

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzeba było skorzystać z kolejki, 10 minut i byście byli u wyjścia ;)) Chyba że tak jest oblegana że nie było jak wsiąść? My się wybieramy na koniec sierpnia do zoo, w tygodniu rzecz jasna i mam nadzieję że nie będzie tłumów ;))

    OdpowiedzUsuń
  13. Lili wózkiem nie pogardzi, ale musi być bardzo, bardzo zmęczona, żeby w nim zasnąć.
    Ona lubi się wyłożyć i wyciągnąć, a w spacerówce nie da rady tak do końca :)


    My oczywiście w ZOO nadal nie byliśmy :/ Co zaplanujemy wyjazd to coś niespodziewanego nam wyskoczy i klops :/


    Mamcia kwitniesz :* :*

    OdpowiedzUsuń
  14. momenty z życia20 sierpnia 2014 22:34

    ZOO jest miejscem do którego sama chętnie się wybieram - a dziecko to przykrywka :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)