DyleMatki

Dziś będzie o mnie... Tzn o moich rozterkach... I nie. Nie oczekuję porady, czy nawet zrozumienia, po prostu wygadać się muszę i tyle... Bo smutno mi troszkę, i trochę nie wiem co zrobić, muszę przeprowadzić nieco chłodną kalkulację w sprawie, w której występują też uczucia. I to moje uczucia, odczucia i ... przywiązanie?

Nie będzie o Menżu i Zosi, ale to przecież o nich chodzi, dlatego ich zdjęcie dzisiaj na pierwszym planie :)

Sprawa dotyczy lekarza


Jak już nie raz pisałam, z moim Panem Doktorem (ginekologiem) znam się kilka lat. Zaczęłam do niego chodzić około 2 lata przed ciążą. Wcześniej byłam u kilku lekarzy, ale ten był pierwszy, u którego pojawiłam się ponownie. I tak już zostało.

Pomimo tego, że miewa humory, złe nastroje itp. (o czym często wspomina), bardzo mu zaufałam i polubiłam. Nie przejmowałam się nawet tak bardzo złą cytologią, kiedy to On zapewniał mnie, że nie ma się czym martwić...


Ale...


Rezygnuje. Oczywiście nie z całego bycia lekarzem. Ale rezygnuje z kontraktu z NFZ, jak sam powiedział - ze względu na obrzydliwą popierologię, która go irytuje. Może w tym czasie zarobić gdzie indziej, więc tam pójdzie. Nie zamyka praktyki prywatnej. Powiedział mi to w tajemnicy "bo dobrze się znamy", oczywiście powiedział, że nie ma problemu, żeby mnie przyjął gdzie indziej... Ale zapłacić trzeba.


DyleMatki


I tu właśnie zaczynają się schody. Koszty. Taka wizyta, to zapewne około 150 zł. Do porodu będzie przynajmniej 5 takich wizyt. Co daje już w sumie 750. A nie można liczyć na to, że pod koniec ciąży wystarczą wizyty co 4 tygodnie. Czy podołamy? Niby to nie jest bardzo dużo w skali miesięcznych wydatków. Niby, bo niedługo będziemy w czwórkę, i te pieniążki bardziej przydałyby się na coś innego. Ot chociażby jeszcze wakacyjny wyjazd?

A poza tym przy Zośce płaciłam za położną przy porodzie. No właśnie, a teraz? Dam sobie radę bez niej? Może lepiej iść do innego lekarza, a pieniądze odłożyć na położną? Może zrezygnować z innych rzeczy, a płacić i za lekarza i za położną?


Tylko to Mój Lekarz


Czy inny będzie potrafił mnie zrozumieć, czy będzie mnie pamiętał na kolejnej wizycie? Czy powie "cześć Weronisia" albo "jak ja nie lubię pisać L4"?

Czy przy innym lekarzu nie będę obawiać się badania a każdą diagnozę zniosę z ufnością? NIE!


Czas na podjecie decyzji mamy do września. Nie wiem jeszcze jaka będzie, choć nie wyobrażam sobie zmiany lekarza. Tyle lat chodziłam do niego. Na NFZ, wyczekałam się w kolejkach, nauczyłam jego zwyczajów... Kurcze, jak z tego wybrnąć? Najlepiej tak, żeby był wilk syty i wilk syty ;)

Udostępnij to:

Komentarze

39 komentarze :

  1. http://szajba-mi-bije.blogspot8 sierpnia 2014 13:32

    Ja całą ciąże chodziłam prywatnie do mojego lekarza . To była moja pierwsza ciąża, dużo obaw i znaków zapytania wiec nie bolało mnie to że zostawiłam u niego tysiąc złotych .Ważny dla mnie był spokój ducha . Ale teraz gdybym była w drugiej ciąży , bogatsza o doswiadczenie i mniej zdenerwowana poszłabym na NFZ .

    OdpowiedzUsuń
  2. ja całą ciążę chodziła prywatnie, poszło na to mnóstwo pieniędzy, ale mój spokój najważniejszy, najważniejsze to mieć zaufanego lekarza, bo podczas porodu różnie bywa, ja miałam komplikacje i gdyby nie mój lekarz to mogłoby być różnie a i tak mała wylądowała pod tlenem... także ja wybrałabym prywatne wizyty niż np wakacje

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętaj, że dochodzą do tego badania, za które też musisz zapłacić przy prywatnych wizytach. Na Twoim miejscu zrobiłabym search - wśród znajomych, który lekarz jest ok. Chociaż ciężko tak w połowie ciąży zmieniać lekarza...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja całą pierwszą ciążę od 8 tyg.chodziłam do sprawdzonej już wcześniej lekarki,prywatnie i koszt takiej wizyty to 150 zł. Mojemu facetowi się to nie podobało,bo to sporo kasy w ogólnym rozrachunku,także jak się dowiedziałam,że jestem w drugiej ciąży,to nawet przez myśl mi nie przeszło,żeby zmienić lekarkę,bo ją właśnie znam, a ona się o mnie na swój sposób troszczy i niestrudzenie odpowiada na każde moje pytanie i rozwiewa wszelkie wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też chodziłam prywatnie. Tylko, że moja lekrka brała 100 raz na miesiąc, a jeśli były potrzebne wizyty pomiędzy - to 40 lub za free (np. zakładanie krążka).
    Położna też miałam "opłaconą". A skończyłam cc.
    Teraz gdybym była w ciąży to zrezygnowałabym z położnej - każda musi pomóc, a lekarza zostawiłabym tego zaufanego. Choć nie wiem jak będzie w przyszłym roku, może zmienię zdanie?!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wera, ja z Zuzią chodziłam prywatnie i poszło na to mnóstwo kasy. Przy Kubie wypytałam znajomych, poszukałam i znalazłam świetnego lekarza Z NFZ. Popytaj znajomych, poszukajcie, według mnie jeżeli z ciążą jest wszystko ok, nie warto pakować się w takie koszty, ale to Twoja decyzja. Buziaki dla całej Czwórki:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie wiem jak to jest chodzić na NFZ bo zawsze chodziłam prywatnie, ale wiem jedno że na ciąży nie będę nigdy oszczędzać..a jak jeszcze to idzie w parze z kompetentnym rzetelnym lekarzem..to zaoszczędzę choćby na jedzeniu ale nie na lekarzu.... chyba że jest w zanadrzu jakiś inny polecany...liczy się dla mnie spokojność sumienia własnego...i bezpieczeństwo malutka...

    OdpowiedzUsuń
  8. No ja od początku wiedziałam, że chcę na NFZ, ale ten lekarz jest taki mój, że szkoda gadać :P Byłam u innej i to nie to samo :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Problem w tym, że wiem, ze są kompetentni lekarze na NFZ, nawet byłam u jednej, ale... Się nie znamy :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Tutaj chociaż na NFZ, to i tak płacę za padania, ale za to on np Badanie prenatalne pierwsze dał na fundusz, a to juz 300 zł w kieszeni. I pewnie usg anatomiczne też będzie u niego bez dodatkowych opłat, czyli kolejne 300zł. Byłam u innej, ale on jest taki mój, znajomy ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. No właśnie o to zaufanie tu chodzi. W końcu powierzamy się w opiekę takiemu lekarzowi, niezależnie czy na NFZ czy prywatnie. A tego juz znam ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój poród na sali trwał 2,5 godziny. Z czego pierwsze pół godziny jej nie było jeszcze. Dopiero kiedy przyszła poczułam się "zaopiekowana". Była przy mnie non stop. Te szpitalne mają po 2-3 sale na raz :/ A lekarz zaufany chyba zostanie... Bo byłam u innej na początku ciąży i nie mam zaufania wcale

    OdpowiedzUsuń
  13. Problem w tym, że byłam u takiej poleconej, niby wszystko ok, ale jej nie znam. Nie ten kontakt... Może będzie trochę niższa cena?

    OdpowiedzUsuń
  14. No a ja zawsze na NFZ i tak krążyłam, dopóki nie znalazłam tego lekarza, On mi podpasował, więc pewnie nie zmienię. Mam polecaną Panią doktor, byłam u niej, ale to nie jest Mój Lekarz :P

    OdpowiedzUsuń
  15. No ja tutaj nawet na nfz płacę za "wyniki"... Poza tym też spodziewam się, że być może coś innego wymyśli na nfz, bo on jest dyrektorem w jednym ze szpitali i aktualnie na przychodnię szkoda mu czasu :/ Ta pewność lekarza to ważna sprawa...

    OdpowiedzUsuń
  16. Moja lekarka prywatnie przyjmuje w klinice ordynatora szpitala w którym rodziłam. W szpitalu tylko jedna lekarka podważyła jej decyzję o moim cc.
    Dla mnie to że nawet leżąc w szpitalu mogłam do niej zadzwonić co tam się dzieje, pomagało bardzo. (Ona rodziła 3 tygodnie po mnie)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mnie przekonuje tez to, że on na NFZ wcale nie był palantem. Mogłam do niego dzwonić. Dzwoniłam nawet w dzień porodu, a po wszystkim wysłałam mu MMSa ze zdjęciem. Kiedy widzi nas w poczekalni, to zagaduje, normalnie rozmawiał z moim Mężem, jak z partnerem, a i Zośkę wpuścił na USG. Zobaczymy jeszcze jak to będzie z tymi wizytami tuż przed porodem na KTG. Jeśli będą w cenie, to chyba zostanę z nim :D

    OdpowiedzUsuń
  18. U nas mąż był na każdej wizycie. Jak ja się ubierałam/rozbierałam itp to on dyskutował z lekarką jak z koleżanką. I zadawał jej więcej pytań niż ja. Teraz nawet nie mam co iść do niej bez Młodego i męża. Jak wchodzę to od razu pyta gdzie obstawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kobieta blogująca8 sierpnia 2014 20:32

    Jeśli nie uda Ci się znaleźć nikogo innego na NFZ (pamiętaj, że trzeba czasu byś z nowym lekarzem mogła się poznać) to ja, na Twoim miejscu, poszłabym do tego samego. Może Ci da jakąś zniżkę? :)

    OdpowiedzUsuń
  20. momenty z życia8 sierpnia 2014 21:45

    Nie wiem co Ci poradzić bo ja pewnie poszłabym do lekarza jako człowieka - tego którego znam i któremu ufam. Przy prowadzeniu ciąży nie ma znaczenia czy NFZ czy prywatnie, ważne jest podejście do pacjenta, obustronne zaufanie i pewność, ze jest się w dobrych rękach.
    Osobiście ciążę początkowo prowadziłam prywatnie i wykładanie pieniędzy nie zapewniło mi należytej opieki - lekarz wiele spraw zaniedbał i przez to do rozwiązania nie wiedziałam czy moje dziecko urodzi się zdrowe.
    Jak Cię stać to idź do lekarza a zrezygnuj z położnej :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Na pewno podejmiesz dobrą decyzję. Mądra z Ciebie babka :)

    OdpowiedzUsuń
  22. bernadetta bolek9 sierpnia 2014 09:13

    A czemu kochana placiłaś położnej??? Moje drugi i trzeci poród poszły na tyle szybko że opłacona polożna nie miała by co robić. :) Ja chodziłam prywatnie wizyta 100. Szkoda że lekarz odchodzi. Zawsze możesz udać się do innego na NFZ i zobaczyć czy ci odpowiada. Ja chodziłam trzy ciąże do tego samego w pierwszej trafiłam do niego w 18tc wcześniej miałam 3 innych i masakra była a ten mi tak podpasował. Więc doskonale rozumiem to przywiązanie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie pomogę, zresztą, jak sama pisałaś- nie tego oczekiwałaś po publikacji posta. Moje obie ciąże prowadzone były w prywatnych gabinetach, z Lilą też miałam swoją położną. Wszystko super- ale fakt faktem- jak to wszystko razem podliczyć... Wychodzi ładna sumka, którą tak jak piszesz- można by przeznaczyć na coś innego. Niestety- z mojego doświadczenia wynika, że za spokój i fachową opiekę w tym kraju najczęściej trzeba zapłacić.

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj w poprzedniej ciąży też był :) Teraz trochę to ograniczam, bo jednak Zosia to maluch jeszcze, i wolę, żeby była pod gabinetem... Bo jest zbyt zajmująca :D

    OdpowiedzUsuń
  25. No niestety właśnie o ten czas chodzi nam najbardziej. W poniedziałek kolejna wizyta. Się dogadamy :D mam nadizeję

    OdpowiedzUsuń
  26. Tu właśnie o to chodzi. Lubię go jako człowieka i pewnie dlatego tak mi go szkoda. No i to zaufanie i wiara w człowieka - ciężko to teraz będzie nadrobić u kogoś innego. Położną w ogóle muszę przemyśleć, bo teraz bardzo się przydała, przede wszystkim była non stop przy mnie i się nie bałam :) teraz jest troszkę inaczej, bo już wiem, czego mogę się spodziewać. A może nawet inny szpital sprawdzimy... Wiele jeszcze do przemyślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  27. dzięki :) Jeszcze trochę czasu i nadziei mam :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Wiesz, Zosia była okropnie obwiązana pępowiną, a rodziłam w szpitalu, gdzie na jedną położną przypadają 2-3 sale. Sam lekarz to zasugerował mówiąc, że "można trafić na debila", a w razie konieczności cesarki nagłej potrzebna jest pyskata położna... :) Zobaczymy ile będzie chciał za wizytę i ile wizyt. Poprzednim razem mnie zatkało, teraz wiem, o co mam go zapytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. No tutaj miałam fachowca, z którym chyba pójdę dalej. Zobaczymy też, jak wyjdzie z samym porodem. Położna to fajna sprawa, zawsze ktoś z "ich ekipy" po "twojej stronie" :)

    OdpowiedzUsuń
  30. oho, no z tymi lekarzami to ciężka sprawa...
    ale dobrego ze świeczką szukać!


    ja swojego niesamowicie szanuję i lubię, nie ma sobie równych - naprawdę wyratował nas z opresji i fantastycznie poprowadził bardzo ryzykowną ciążę. I poród odebrał. A całą ciążę chodziłam prywatnie (choć finansowno było bardzo krucho...) - tylko że nie zdzierał nigdy. Czasem 40 zł płaciłam, czasem nic, czasem ze 200 jak jakieś testy i badania szły. Ale zawsze starał się nas "oszczędzić". Jedyne co boli tak naprawdę, gdy się poza NFZ prowadzi ciążę, to koszty badań krwi i moczu. Ja miałam co miesiąc FT4, morfologię i mocz - to takie minimum, często było więcej. I to jednak w prywatnym labie dawało w kość... ale za to konrola pełna.


    trzymam kciuki by jak najlepiej się układało :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Wiesz. On od pierwszej wizyty zaskoczył dziwnym poczuciem humoru i chyba tym mnie kupił ;) poza tym u niego "nie piekarnia" na wszystko jest czas, a nie pacjentka co 5 minut... Pogadam z nim jeszcze jak to wygląda z wizytami końcowymi, tymi z ktg...

    OdpowiedzUsuń
  32. A u mnie jest USG, choć gorszej jakości, dlatego dawał skierowania na usg prenatalne na nfz. Jeszcze muszę z min pogadać

    OdpowiedzUsuń
  33. Czytając komentarze myślę, że decyzję podjęłaś.

    Ja miałam tą samą sytuację w ciąży. Przez parę lat chodziłam do mojej super pani doktor na NFZ. Zabieg, później wizyta u niej i powiedziała, że nie widzi przeciwskazań i możemy się starać o dziecko. I to była ostatnia wizyta na NFZ. Pani doktor przez ponad rok nie przyjmowała na NFZ bo robiła specjalizację i sama była w ciąży w tym samym czasie co ja. A prywatnie przyjmowała akurat do końca mojej ciąży. I chodziłam prywatnie. Mój spokój był więcej wart niż wydane na to pieniądze. Do tego doszły badania krwi i mpczu co miesiąc lub częściej, bo miałam problemy. Ale nie żałuję. Kolejną ciążę mimo że będę mogła chodzić do niej na NFZ to będę chodzić prywatnie.

    OdpowiedzUsuń
  34. Może musicie się z tą panią doktor bliżej poznać, dotrzeć sie? Do Twojego lekarza też musiałaś się przyzwyczaić, jak piszesz. A nawet jeśli zostałabys u swojego, nie będzie to już cała ciąża. Być może, jeśli porozmawiasz z nim o finansach, zgodzi się na niższą stawkę? W końcu jestes stałą pacjentką. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Normalnie chodzę do lekarza, którego lubię i szanuję na NFZ ale ze względu na ciążę nie mam nawet takiej możliwości bo w gabinecie nie ma USG więc wyboru chcąc nie chcąc nie miałam i muszę prywatnie, stówa idzie co miesiąc ale cóż zrobić, ot życie

    OdpowiedzUsuń
  36. Właśnie przeglądam swoje stare wpisy - nie przypominam sobie, żebyś wykupywała ode mnie prawa do "dylematek" :P :) :D

    OdpowiedzUsuń
  37. He he ... Nawet nie wiedziałam, że coś takiego poczyniłaś :P A ja mam DyleMatki :P

    OdpowiedzUsuń
  38. Jako dowód: http://www.przewijak.es/styl-zyciadnia/dyle-dyle-dylematki/


    :) :P

    OdpowiedzUsuń
  39. Możesz się ze mną sądzić, i tak nic prócz kredytu nie mam ;) No, chyba, że cenne pierwsze kopniaki :P

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)