Budująca daje radę, czyli dlaczego bloguję

Było kilka powodów, dlaczego w ogóle w myśli przewinęło mi się - założę bloga. Nie czytałam wcześniej żadnego bloga regularnie, nie byłam nigdy pasjonatką pisania. Nie jestem zapaloną humanistką, która uwielbiała język polski i pisanie opowiadań. Było to dla mnie raczej zło konieczne... No dobra, może nie zło, ale dobro tez nie :D.






Mam ambicję


Niestety, przez całe życie ją miałam, przez co robiłam wiele niepotrzebnych rzeczy, bo przecież - skoro inni mogą to ja też... No i podobnie było z blogiem. Na FB zauważyłam reklamę pewnego bloga, który bardzo dużo musiał w początkową reklamę zainwestować, bo szybko rosły polubienia, bardzo szybko... Był to blog parentingowy. Kurcze, nie macie pojęcia, jak mnie on denerwował. Każdy post, jaki czytałam, czytałam myśląc - zrobiłabym to lepiej... :P i tak podglądałam 4-5 miesięcy, czytając czasem jakiś post, bezpośrednio kierowana z Facebooka.


Mam dobre duszki


W końcu doszły jeszcze osoby z mojego otoczenia, które słuchając moich wywodów budowlanych skwitowały - powinnaś pisać bloga. To było pierwsze zasiane ziarenko... Skoro mam o czym pisać, a niekoniecznie mam słuchaczy przy rozmowach, to muszę wyjść dalej :)


No to będzie blog


Jak już pisałam wczoraj - pierwsza była nazwa i tematyka. Postanowiłam pisać o nas, o sobie? A kim jestem? Mamą i budowlańcem, żoną i kobietą zmagającą się z własną budową. Dlatego tak odmienna tematyka na jednym blogu. Ogólny zamysł poradnikowy, ale sama tez bardzo wiele z tego zyskuję, ponieważ mam bardzo mądrych czytelników, którzy często służą nam swoimi sprawdzonymi sposobami i dzielą się dobrymi radami. Poza tym przepisy, których w głowie mam mnóstwo, lecz za mało na blog kulinarny, a że na blogu o dzieciu może być i o jedzeniu, to wszystko się zgadza i leci do przodu :) (przepisy możecie podejrzeć w dziale dla tych większych i mniejszych :))


W końcu wpadłam


Jak śliwka w kompot. Pierwsze bodajże dwa tygodnie, to totalne dno. Zero komentarzy. Niedużo odwiedzin... Pamiętam dokładnie pierwszy komentarz i jak się z niego cieszyłam. Tuż przed nim chciałam sama sobie pokomentować, żeby cokolwiek pod tymi postami było, ale w końcu się ruszyło samo. Po komentarzach trafiałam na inne blogi a stamtąd jeszcze dalej. Blogosfera wciągnęła mnie bardzo. Nie sądziłam, że jest tak wielka i przyjazna. Znalazłam tyle wspaniałych blogów. Niektóre z nich czytuję regularnie, inne z doskoku, jeszcze inne obserwuję i czekam na każdy nowy post.

Mam chyba jednak szczęście, bo nie ma u mnie syfów, aferek i innych złośliwych czy nieprzyjemnych rzeczy. Być może blog jest zbyt słaby na hejty, ale cieszę się z tego, że potrafię wyrazić swoją opinię bez drażnienia innych na tyle, żeby ktoś chciał obrażać mnie.


Odbiłam się od dna


do którego powolutku dobijałam rutyną życia codziennego z małą Zofią u boku. Nie wiedziałam szczerze co mam ze sobą zrobić. Być może, gdyby nie blog, byłabym teraz kobietą zmagającą się z depresją i dołującą się kolejnym takim samym dniem? Co prawda miałam wtedy posprzątane itp, ale czegoś mi brakowało. Interakcji międzyludzkich. Kontaktu, społeczności, rozmów. Nie macie pojęcia jak wiele już wspaniałych osób poznałam dzięki temu kawałkowi mojej internetowej przestrzeni. Cudowne blogerki, fundacja My pacjenci, to tylko część z plusów :)

Ale najważniejsza nadal jest nasza rodzinka :D


Mogłabym tak jeszcze długo. Bardzo długo. Blogowanie ma znacznie więcej zalet niż wad. I cieszę się, że przekroczyłam ta wirtualną linię i wkroczyłam do tego pięknego wirtualnego świata (nie zastępnującego jednak mojego najważniejszego - realnego), pomimo obaw, lęku i wstydu. Bo trochę wstyd było mi początkowo pisać o nas. Teraz jest to dla mnie tak naturalne, że kiedy ostatnimi tygodniami nie pisałam codziennie, to czułam się niespełniona. Czułam, że mam pewne niezałatwione sprawy. Blogowanie stało się dla mnie codziennością i radością :)

Udostępnij to:

Komentarze

34 komentarze :

  1. Bardzo się cieszę, że rozpoczęłaś przygodę z blogowaniem:D Dzięki temu mogłam poznać kolejną świetną mamę:))
    PS. Blogowanie uzależnia:P

    OdpowiedzUsuń
  2. No i super, bo dzięki temu udało nam się poznać... Może po odkropkowaniu młodego też spotkanie nam wyjdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anita i mała Ania :)15 lipca 2014 13:53

    Od jakiegoś czasu odwiedzam twojego bloga regularnie, jest to mój pierwszy blog którego śledzę z takim zapałem. Mam córeczkę 3 miesiące starszą od Zosi i twoje wpisy zawsze poprawiają mi nastrój, bo w twoich codziennych zmaganiach macierzyńskich odnajduje siebie :) i wiem że nie tylko u nas bywaja lepsze lub gorsze dni. Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Agnieszka Modzelewska15 lipca 2014 15:10

    Mi też miło Was poznawać :) Może kiedyś spotkamy się w realnym świecie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A i mi miło po powrocie z krótkiego wypadu zajrzeć do rss'ów i zobaczyć Twoje wpisy. Gdy byliście na urlopie brakowało mi chociażby krótki notek od Ciebie.
    Czekam i na te codzienne, i na kulinarne, bo Kicak coraz więcej może jeść, i te budowlane, bo być może jeszcze kiedyś skuszę się na budowę własnego domu tym bardziej, że prawie mam budowlane wykształcenie :)
    Cieszę się, że jesteś i wirtualnie ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  6. podczytuje cie na fb, a pierwszy raz na blogu. masz rację blogowanie strasznie wciąga!

    OdpowiedzUsuń
  7. No i super! Gratulacje wytrwałości i cierpliwości, bo niestety nie jest łatwo na początku. Sama o tym dobrze wiem, bo pierwszego bloga pisałam rok, a już od pierwszego dnia statystyki rosły i rosły i rosły, a obecny mam już kilka miesięcy i dwie stałe czytelniczki. Dobre i tyle, ale więcej bym chciała :p
    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż wszystko to o czym piszesz - to czuć! Twój blog jest cudowny, czy sie go miło i z przyjemnością. W ogóle Ty jesteś cudna :) Dobrze że jesteś w tym wirtualnym świecie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Równa z Ciebie babka, która mocno stoi na ziemi i wie, czego chce. To i jest sympatycznie, spokojnie i daleko od hejtu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale 'najgorsze' jest to, że blogowanie bardzo wciąga... ;))

    OdpowiedzUsuń
  11. Alina Dobrawa15 lipca 2014 21:41

    Pięknie :)
    Podpisuję się pod tym :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania, jak na osobę, która mówi o sobie, że nie przepadała za pisaniem, to jest świetnie! Fajnie, lekko się to czyta. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Trafiłam do Ciebie z jakiegoś innego bloga, nie pamiętam już którego, ale wtedy padło na jakiś post kulinarny. Początkowo tylko czytałam, ale z czasem też chciałam sobie z taką Fajną Mamuśką w komentarzach pobajerzyć. Pisz, pisz. I czekam na te przepisy - zdjęcia nie mogą się marnować. ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję i ja pisałam o tych poznaniach, że są wyjątkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jejciu! Bardzo się cieszę z tak miłych słów. Piszę piszę i już wiem po co :D czyli jednak wszyscy mają podobnie :D

    OdpowiedzUsuń
  16. i ja ściskam wirtualnie i dziękuję, że jesteście :) Teraz się już poprawię :) a mam teraz tyyyle do opowiedzenia, że mi się w głowie blokuje z nadmiaru myśli :D

    OdpowiedzUsuń
  17. No co Ty :) to bardzo się cieszę, że w końcu zajrzałaś, bo to tutaj jest serce wszystkiego :D

    OdpowiedzUsuń
  18. ale to i tak miłe, kiedy widzisz te same "twarze" na blogu :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dzięki. Znów się czerwienię. Nigdy nie sądziłam, że "spotkam" tu tak miłego osoby :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Daleko. I dobrze, bo to pewnie odebrało by sił...

    OdpowiedzUsuń
  21. Obiema rękami :D - przynajmniej ja :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie byłam jedną z tych, co to zapisywali zeszyty :) Mat-fiz zajmował się czym innym :D ale jak widać - wszystko można w życiu połączyć. Dziękuję za miłe słowa :D

    OdpowiedzUsuń
  23. :) Oj tak, z niektórymi osobami czuć chemię :D Powoli staję na nogi... Mam tyyyle do nadrobienia i tyle ważnych informacji...

    OdpowiedzUsuń
  24. Pisz pisz kochana my czytamy wszystkie posty. Trzymam kciuki mocno... wiesz za co?

    OdpowiedzUsuń
  25. Całe szczęście, że wpadłaś jak śliwka w kompot ;) uwielbiam twojego bloga, chociaż ostatnio tzw. praca pochłania mnie za bardzo i trochę się wyłączyłam z blogosfery... a tak bardzo mi tego brakuje...

    OdpowiedzUsuń
  26. W moim przypadku jest to trzecie podejscie do blogowania i tym razem z całiem innym nastawieniem. Mniej spontaniczności, wiecej planowania - może brzmi okropnie, ale w moim przypadku świetnie się sprawdza. :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Wiem wiem :) i ja trzymam :) i za Waszą budowę trzymam :*

    OdpowiedzUsuń
  28. ja właśnie skończyłam z tzw pracą na chwilę, dzięki czemu wróciłam z nową siłą. Poza tym tyyyle mam wiadomości, że nie wiem, od czego zacząć ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. oj... A mi jakoś spontanicznie idzie w miarę ok. Mam nadzieję ;) Dlatego tego się trzymam, choć oczywiście logika cały czas gdzieś z tyłu jest, więc nie będę cały tydzień o budowie pisać ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Blogowanie jest fajne, głównie dlatego, że poznajemy dużo fajnych osób. Cieszę się bardzo, że do Ciebie trafiłam. Może nawet niedługo będę mogła korzystać z Twoich rad dotyczących budownictwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. ooo!! Super! Polecam się - robię projekty :) a może zdecydujecie się na drewno?

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)