Zwykłe danie - niezwykła historia. Dlaczego nigdy go nie zapomnę

Też tak macie? Niektóre dni pamięta się minuta po minucie...

I na mnie czeka jeszcze "codominutowy" opis tego dnia, ale ten dzień oprócz całej swojej wyjątkowości, był też smaczny. O co chodzi? Oczywiście o dzień narodzin Zosi. Pamiętacie co jadłyście przed porodem? Miałyście na to czas? Ja dopóki byłam w domu, to czułam się fantastycznie i byłam bardzo spokojna, nawet podczas przyrządzania obiadu. a co to było?


Bardzo zwykłe danie


Dla mnie jednak bardzo smaczne, i za każdym razem, kiedy je przyrządzam, robię to z namaszczeniem. Smak MUSI zawsze wyjść taki sam, nie ma miejsca na niedociągnięcia, bo to TO danie. To, które zaserwowałam nam tuż przed wyjazdem do szpitala, po 8 godzinach od pierwszych skurczów.


Składniki:


2 kiełbasy
2 papryki
2 cebule
koncentrat pomidorowy
sól, pieprz, chilli

ziemniaki - ile kto lubi
troszkę masła i śmietanki


Przygotowanie:


Ja rozpoczynam przygotowanie od wstawienia wody na ziemniaki, potem biorę się za obieranie i wrzucam ziemniaki do wrzątku. Kroje je na dość małe kawałki, więc powinny się ugotować w ciągu 20-25 minut w zależności od odmiany.

Potem zabieram się za krojenie kiełbasy, którą kroję zazwyczaj w półplasterki i wrzucam na gorącą patelnię, bez tłuszczu.

Troszkę tłuszczu wytapia się z kiełbasy, wtedy dorzucam pokrojoną w międzyczasie cebulę i w razie potrzeby dolewam oleju, a następnie dorzucam pokrojoną paprykę.

Czy to nie wygląda pięknie? :P


Całość chwilę podsmażam i dodaję koncentrat pomidorowy oraz trochę wody (po wypłukaniu słoiczka). Całość jeszcze chwilę podduszam, żeby smaki się połączyły i przyprawiam do smaku.

W tym czasie ziemniaki dochodzą do siebie, po odcedzeniu dodajemy trochę masła i śmietanki (lub mleka) i robimy puree.

Danie porodowe Budującej :)



Bardzo proste leczo


To takie uproszczone leczo, opierające się na kilku składnikach. Na to miałam ochotę i to zjadłam, a i tak po porodzie byłam głodna jak wilk :)


Macie takie dania, które pamiętacie i których smak, zawsze będzie Wam się kojarzył z wielkim wydarzeniem? A może nie zdążyłyście zjeść przed porodem?


I zupełnie z innej beczki chcemy dzisiaj złożyć życzenia Lilce. Najpiękniejszych urodzin, cudownego życia, uśmiechniętej minki i zawsze chętnego do zabaw Whiskasa, życzymy My - Budująca Rodzinka :)




Udostępnij to:

Komentarze

24 komentarze :

  1. Nie pamiętam co jadłam przed porodem... Na pewno moje ostatnie zdjęcie kilka godzin przed przedstawia mnie ze szklanką... soku? Nie wiem xD
    A przepis na pewno wypróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, no takie danie musimy spróbować :) :)
    W tym tygodniu już chyba nie dam rady, ale po niedzieli spróbujemy :)


    Dziękujemy Wam bardzo :*
    Życzenia przekazałam! Lili się uśmiechnęła i powiedziała "bedem" to pewnie "dzięki ciotka!" :)
    Całuski :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Doskonale pamiętam- jajecznica z boczkiem :) Chciałam się dobrze przygotować na długie godzinki walki wręcz :)
    Eh, łezka się kręci... Uwielbiam takie wspominki.

    OdpowiedzUsuń
  4. mama-dietetyk.blogspot.com4 czerwca 2014 13:28

    Ja niestety prawie nic nie zjadlam. Z samego rana mialam wizyte u lekarza po ktorej wszystko sie zaczelo, z emocji nie odczuwalam glodu, po 12 godzinach strasznie bylam glodna, ale juz jesc nie moglam, po 17 godzinach myslalam ze padne, ale jakos sily znowu nabralam i w nocy urodzila sie Maryska. Niestety sniadanie w szpitalu bylo dopiero rano, a wszystkie bulki ktore naszykowalam zjadl mi Maż:P bo chyba nikt sie nie spodziewal, ze bede tak dlugo rrodzic. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyli jak zwykłe danie może stać się ulubionym:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po twoim poście zaczęłam się zastanawiać, co jadłam na kolację przed porodem, ale kompletnie tego nie pamiętam :(
    Natomiast odkąd mieszkam tutaj mam danie, które zawsze chcę jeść jak tylko ląduję w Wawie: pierogi ruskie! Tylko u mojej mamy smakują jak powinny :) i wraz z ich smakiem wracają wszystkie najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. bernadetta bolek4 czerwca 2014 20:14

    A ja miałam ochote na pizzę. Kazałam mamie kupić bo jak stwierdziłam pewnie to ostatnia. W chwili kiedy przyjechała mi odeszły wody. Zjadlam pizze do tego ciasto z truskawkami i dopiero powiedzialam ze zaczęło sie

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnie zdjęcie to taka rozpromieniona przed wyjazdem na porodówkę :D w krótkich gatkach :D

    OdpowiedzUsuń
  9. A może to takie przytaknięcie, że będzie się uśmiechać :D Spróbujcie. Obiadków nie gotujesz, ale na kolację też się nada :D

    OdpowiedzUsuń
  10. i ja... Lubię zapamiętywać takie "durne" szczegóły ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. uuu... No tak. Ważne, że wszystko dobrze się ułożyło i taka mocna z Ciebie Babka :D

    OdpowiedzUsuń
  12. oj, pierogi ruskie, to moja Teściowa wymiata, jak nie przesoli :D

    OdpowiedzUsuń
  13. :) No to pamięć masz dobrą :D i smaki też fajne :D

    OdpowiedzUsuń
  14. to dobrze zrobiłaś, bo jeszcze by Cię wyciągnęli od stołu na siłę :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja przed porodem nic nie jadłam. 3 razy nic nie jadłam - nie pozwolili. Miałam być na czczo do wywoływania porodu, 3h czekania plus potem kolejne 6h pod kroplówką. A przepraszam - w pierwszy dzień to 8h czekania przed 6h pod kroplówką, bo komuś się zapomniało, że mam iść. Pozwolono mi na szczęście pić wodę.

    A danie zaklepuję na poniedziałek, bo weekend grillowy. Uwielbiam podsmażaną kiełbaskę. ;D Niestety - moje "boczki" też. ;p

    OdpowiedzUsuń
  16. Współczuję bardzo, to musiałaś się wymęczyć strasznie... A moje boczki, to ją uwielbiają, ale kim byśmy bez nich były? :) nie-sobą :D

    OdpowiedzUsuń
  17. ja zjadłam przed porodem bigmaca z frytkami, tak mnie ciągnęło do niego całą ciążę że w drodze do szpitala zajechaliśmy :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja jadłam już tylko w szpitalu od kilku dni przed porodem a rano w dzień porodu tosty z dżemem...;) szpitalne rzecz jasna :)

    OdpowiedzUsuń
  19. e... Całkiem fajne :) choć aktualnie brak apetytu mam

    OdpowiedzUsuń
  20. ooo... to dowaliłaś. Ja czasem i w ciąży pozwalałam sobie na śmieci ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. ja pamietam jak ty dokladnie, na obiad byl kapusniaczek z mlodej kapustki...oj jak mi sie go wtedy chcialo a na kolacje jajko gotowane i wlasnie przy drugiej polówce jajka odeszly mi wody :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Brzmi fajnie:) Ja pamiętam tylko, że przed pójściem na porodówkę zjadłam kotleta z piersi z kurczaka plus banan i jeszcze do tego kawa zbożowa:) Także full mix:)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)