A jednak nie jest gruba!!!

Na poprzednich warsztatach, organizowanych przez fundację MyPacjenci, został poruszony temat żywienia, siatek centylowych i wskaźników BMI.

Temat zaledwie liźnięty, ponieważ zamiarem było tylko zwrócenie uwagi na 'zacofanie' naszych standardów opieki pediatrycznych, poruszył jednak wiele Mam, w tym mnie, bo Zośka do średniaczków nie należy...



 

Dlaczego zacofanie?


No właśnie. W naszych standardach wagę i wzrost dziecka sprawdza się w celu uniknięcia nieprawidłowości, jednak tymi bardziej niepożądanymi nieprawidłowościami jest niedożywienie. Tymczasem, Polska już od jakiegoś czasu nie jest krajem, w którym ciężko kupić jedzenie. Od pewnego czasu NAJBARDZIEJ niebezpiecznym tematem jest NADWAGA.


Dlaczego nadwaga jest niebezpieczna także u dzieci?


Nadwaga, wynikająca ze złych nawyków żywieniowych, jest przyczyną wielu chorób. Oczywiście w pierwszej kolejności może powodować otyłość lub nawet otyłość olbrzymią w dorosłym życiu, przez zaburzenia związane z psychiką i ogólnym funkcjonowaniem organizmu, po cukrzycę i kolejne choroby cywilizacyjne.


Dlatego boję się nadwagi


My, rodzice Zosi, do kruszynek nie należymy. Ma ona tzw. 'złe geny'. Do tego dochodzi wysoki wynik na siatce centylowej (do 10 mż. - 97 centyl). Nie chcę, żeby Zosia zaczynała życie z paczką złych nawyków i grubym zapasem tłuszczyku do zrzucenia. Nie chcę głupich diet okresu nastoletniego ani poważniejszych zaburzeń żywienia związanych z poważnymi kompleksami.


Na szczęście


Teraz Zośka zaczyna się ruszać, więc sprawa troszkę przestaje być na 'granicy normy' wynikającej z siatki centylowej. Poza tym upewniłam się w tym, że jeśli jest proporcjonalna (czyli numerek z siatki wzrostu i wagi nie różni się o więcej niż 2 centyle, to wszystko jest ok). Pisałam już o tym dokładniej w jednym z pierwszych postów TUTAJ.


Co możemy zrobić


Musimy jednak być ostrożni i po prostu na to uważać. Wszystko zależy od nas, a na pewno bardzo dużo. Tak naprawdę podstawą jesteśmy my. Nasze jedzenie, nasze nawyki i to, w jaki sposób ukształtujemy 'normę' naszych dzieci. Zdrowe żywienie nie powinno być chwilową fanaberią, a standardem. Nie oczekujmy, że nasze dziecko wybierze jabłko, jeśli my chwytamy za snikersa, nie próbujmy go przekonać do tego, że należy jeść śniadania, jeśli my głodujemy do 15.


My już zaczęliśmy, jak pisałam TUTAJ, staramy się jeść racjonalnie, nie wyłączając z diety niemal niczego, staramy się rezygnować z produktów, które nie wnoszą niczego dobrego do naszego życia. Czytamy ulotki, zastanawiamy się nad składami i nie pakujemy w siebie 'czegobądź'. A jak to wygląda u Was?

Zosi ulubioną przekąską jest brokuł :)



Udostępnij to:

Komentarze

31 komentarze :

  1. A ja ludziom, najczęściej wiek 50+, wytłumaczyć nie mogę, że Aleksandrowski wcale nie jest za chudy :/ Bo wg tego typu osób, jak dziecko nie jest pulpetem to znaczy, że jest niedożywione... Straszne to.
    Dlatego dobrze, że ten temat został u Ciebie poruszony :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ile teraz waży Zosia :) ??

    OdpowiedzUsuń
  3. bernadetta bolek9 czerwca 2014 13:53

    Bardzo wazny temat. Myślę ze my młodzi staramy sie zdrowo odzywiac, dbajac o nasze dzieci. Niestety u nas problemem jest wytlumaczenie dziadkom i pradziadkom ze danie dwulatkowi czy czterolatkowi calej czekolady wcale nie jest dobre. Jestem teraz u rodzicow i moja babcia mieszkajaca obok codzinnie przynosi im slodycze. I wcale nie chce mnie sluchac ze ma im nie dawac, moj janek po babcinej dawce cukru nie chce jesc nawet caly dzien.... Co dla mnie jest problemem. A jak babcia zobaczy ze cos wreszcie zjadl to daje mu nagrodę.... Zgadnij co jest nagrodą??? Od dawna walcze o to zeby dzieci jadly zdrowo, slodycze sa im nie potrzebne. Nawet wczoraj po obiedzie babcia przyszla ze słodyczami na moj reakcje skończyło sie tylko na jednym cukierku. Wracam z dziećmi z wypadu na plac zabaw a prababcia po kryjomu im cukierki daje oczywiscie przed kolacją skończyło sie na tym ze jej powiedziałam ze albo przestaje im wtykac slodycze albo dzieci do niej nie pojda. I nie rozumie tego że jak pilnowala kuzyna to w wieku 10 lat dziecko musialo isc na diete.

    Musialam sie wygadac.
    Moje chlopaki od urodzenia waga i wzrost poza siatka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie najbardziej irytuje temat wmuszania jedzenia. Jakiegokolwiek. A podawanie słodyczy, to już kompletnie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie Ci nie powiem, około 11 kg, czyli między 90 a 97 centylem

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdecydowanie trzeba z tym walczyć. Ja walczę stale. Zosia nie zajada się słodyczami, ani nie pije litrów słodkich soków. Wie, kiedy są posiłki i tyle. A jak czasem nie ma ochoty, to jej nie wciskam. To jest właśnie podejście ludzi, którzy przeżyli biedę i wiedzą co to głód. A zastanowił się ktoś, czy nasze dzieci w ogóle miały okazję poczuć głód?

    OdpowiedzUsuń
  7. bernadetta bolek9 czerwca 2014 14:29

    Moje chłopaki jak nie chca jeść to im nie daje, Janek potem sam woła. Nie zmuszam nigdy do jedzenia ani nie wciskam zamiast tego zapychaczy.

    OdpowiedzUsuń
  8. i tak powinno być, a starsze pokolenie? Leci samolocik i inne tego typu szaleństwa...

    OdpowiedzUsuń
  9. Beata Bychowska9 czerwca 2014 16:18

    Też mamy wtedy podobnie Błażej ma 84cm i waży 11 kg i ma 11 miesięcy

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak byłam mała to mi dziadek jedzenie wciskał... -.-

    OdpowiedzUsuń
  11. Agnieszka Modzelewska9 czerwca 2014 17:43

    Moja Pati była pulpecikiem w pewnym momencie, ale poszła w górę a waga nie (całe szczęście)

    OdpowiedzUsuń
  12. No to prawie identycznie... I dlatego ja będę pilnować, ale rozsądnie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. No to dobrze, bo to jednak zdrowiej, żeby było wszystko w normie... Zośka ma bicepsy :D

    OdpowiedzUsuń
  14. No na Ciotkę to my nadal czekamy :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Sylwia Narkowicz9 czerwca 2014 20:37

    Hmmm, temat ciezki, u nas tez z Mezem kruszynkami nie jestesmy, Laura tez spora jest, ale nie uwazam tego za problem (chodzi mi o czasy, kiedy pila samo mlekoo MOJE, a niektorzy mowili ze jest gruba) Staram sie aby dostawala zdrowe jedzenie, nie smakowala jeszcze zadnych slodyczy itp, ale nie oczekujmy, ze dziecko ktore na mleku przybralo, schudnie przy rozszerzaniu diety od razu. Mysle, ze bardziej ten problem dotyczy dzieci nieco starszych (chyba ze naprawde ktos roczniaka faszeruje niezdrowym jedzeniem) Zosia tez jest jeszcze Mala, a skoro karmisz ja zdrowo to widac taka jej uroda ze jest wieksza. Pewnie to sie zmieni (tak jak u nas-gdy wiecej ruchu teraz jest) Nie wiem czy jasn przekazal swoje zdanie :) Nadwaga u dzieci-NIE, ale wtedy gdy wynika ze zlych nawykow zywieniowych i nie dotyczy niemowlakow, ktore karmione byly piersia.

    OdpowiedzUsuń
  16. My z Michałem w ciągu ostatnich lat bardzo zmieniliśmy nawyki żywieniowe :)
    Oczywiście na lepsze!
    Co do Lili żywienia to nie mam sobie nic do zarzucenia :) Je zdrowo, o stałych porach, zero słodyczy. Słodki smak zna z owoców i niech tak zostanie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja na początku miałam wesoło z dziadkami, zwłaszcza, że (pomimo iż w centylach ciągle jesteśmy pośrodku) babcia dopytywała "a czemu on ma takie pulchniutkie nóżki", a dziadek próbował wnuczka podtuczyć bo "to tylko mały kawałeczek". Na szczęście jednemu się wytłumaczyło, że dziecko jest normalne, a nóżki mu się wyrobią im więcej będzie dreptać, a drugiemu, że jak mówimy z mężem, żeby nie dawać już więcej jedzenia, to oznacza dokładnie to, a nie "jeszcze tylko dwie łyżeczki."

    OdpowiedzUsuń
  18. Matka Kubiczkowa10 czerwca 2014 10:09

    Jako czteroletnie dziecko miałam 15 kg,. nadwagi. Nadwaga, jak dla mnie powodowała same przeszkody, z którymi muszę borykać się do dzisiaj. Kiedyś rodzice i babcie nie mieli świadomości takiej, jak my. Pulchne dziecko było okazem zdrowia. Ja z pulchnego dziecka stałam się pulchną nastolatką z zaburzeniami odżywiania, które rozpoczęły się, gdy na każdym kroku wytykano mnie palcami, a rodzina, która kiedyś była szczęśliwa z pyziaków zaczęła mówić: "Zrób coś ze sobą, bo nie znajdziesz chłopaka." itp. To trudny temat dla mnie i widzę, że swoje dzieci pilnuję w tym co jedzą, jak i kiedy. Staram się przekazywać im kulturę jedzenia o jakiej piszesz.
    Pozdrawiam ciepło :*

    OdpowiedzUsuń
  19. My natomiast wszyscy jesteśmy w dolnej granicy normy... ale jakoś się tym bardziej nie przejmuję, nawet w stosunku do Nicko :) Popieram natomiast twoje zaangażowanie w zdrowe odżywianie :) to jest najważniejsze!!! i bardzo spodobało mi się twoje długoterminowe myślenie o dietach nastolatki :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zdecydowanie dzieci na piersi troszkę inaczej powinny być "rozliczane" jednak trzeba uważać, żeby nie przegiąć i nie przegapić momentu... Zosia w pierwszym półroczu, na moim mleku, to wo ogóle biła rekordy :D

    OdpowiedzUsuń
  21. U nas z porami jest mały problem, bo mamy poślizgi... Słodyczy pewnie w życiu trochę zje, ale w rozsądnych ilościach. Na razie kilka razy domowego ciasta dostała do polizania ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Oj, u mnie z dziadka mi takie same przeprawy, ale są daleko, więc za każdym razem trzeba ich ustawiać, i po prostu muszę to robić sama, żeby mi Zośki nie zagadywali przy jedzeniu :P A wciskanie i leci samolocik, doprowadza mnie do pasji

    OdpowiedzUsuń
  23. u nas też to samo, zarówno ja, jak i Menżu z tych większych jesteśmy... Różne etapy przeszliśmy i nigdy szczupli nie będziemy... Jednak staramy się, żeby wszystko robić w zgodzie z sobą. Pozdrawiam i ja :*

    OdpowiedzUsuń
  24. ;) zazdroszczę tego dołka... Ale masz rację - dobre nawyki są dla wszystkich :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie ukrywam, że u mnie bardzo mi to odpowiada :) Mój facet natomiast ma taką budowę, ale zapewniam cię, że podejrzliwe spojrzenia w stronę Nicko i ciągłe pytania, czy i ile zjadł są równie denerwujące jak pytania o nadwagę...

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie no troszkę ciasta to i u nas było :) Głównie biszkopt :)
    Czasem też zrobimy wyjątki, wiadomo :)
    Wszystko w granicach normy, ale batonom, czy soczkom gdzie na pierwszym miejscu jest woda i cukier (wszystkie te copstwa w kartonikach, niby specjalnie dla dzieci) mówię stanowcze NIE.

    OdpowiedzUsuń
  27. Oj tak. Tak jak pisałam snikers zamiast śniadania i wszelkiego typu syfne napoje to okropieństwo. Stawiamy na wodę, a przy chorobie dodajemy troszkę soczku gerbera :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ale wiesz, bo u Zośki, to nie ma jeszcze pytań o nadwagę, tylko wszyscy się cieszą, że pączuszek. No i dziwią, że tak mało je ;) ale ona z cycka dużo ma ;) i nie będę jej na siłę napychać...

    OdpowiedzUsuń
  29. Zosia wagowo podobnie do mojego syna. Ale Matuś jest wyższy. Ma około 84cm. Wolę nie pamiętać ile się nasłuchałam, że on taki duży bo go przekarmiam... Lekarz jak usłyszał ile on naprawdę jadł, zaniemówił :)
    Też jestem przeciwnikiem wciskania dziecku jedzenia na siłę. Niestety robią to i moi rodzice i teściowie. Po ostatnim karmieniu przez teściową Młody przez 3 tygodnie jadł tylko mleko. Tak się zraził. Ale mu się wcale nie dziwię. Teraz karmię go tylko ja, albo mąż jak jesteśmy w gościach. I cieszę się jak zje chociaż łyżeczkę czegokolwiek. Bo naje się mlekiem na noc i będzie zadowolony, a się nie zrazi do nowych smaków.

    OdpowiedzUsuń
  30. Monika Dętkoś7 sierpnia 2014 18:30

    Zośka wcina brokułki, ma to po cioci :D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)