My pacjenci? Nasze Dzieci pacjenci? Kim jesteśmy spotykając się ze służbą zdrowia


Pacjent. To słowo, wywodzące się z łaciny. Oznacza nic innego, jak człowieka cierpliwego, a więc poddanego? Takiego, który cierpliwie wszystko znosi?

Czy zatem, idąc z dzieckiem do lekarza, zajmując się jego zdrowiem, jesteśmy pacjentami? Czy może jako mamy i tatusiowie powinniśmy przyjąć inną postawę?




Mały Pacjent


Powinien być dzielny, powinien mieć jak najlepszą opiekę, którą My Rodzice, powinniśmy dziecku wybrać. Mały Pacjent, nie powinien troskać się o swoje zdrowie, powinien cierpliwie zdać się na ludzi, którzy się nim opiekuję. Wydaje mi się, że szczególnie w opiece nad dziećmi i ich zdrowiem, rodzice mają szczególne zadanie.


My Rodzice


Nie możemy być poddanymi, cierpliwymi pacjentami. My już teraz nie troszczymy się o siebie, ale o te nasze Maluchy. Musimy walczyć o bezpieczeństwo naszych dzieci. Oczywiście ta walka będzie w każdym przypadku odgrywała się w inny sposób.

Jedni z nas wybiorą wariant noszenia paczek do lekarzy, inni będą błagająco - proszący, inni wrzeszcząco - walczący. Myślę, że każda z ról, może się nam przydać i tak naprawdę w przypadku zdrowia dzieci, nie będziemy się zastanawiać co wypada, a co nie. Nie będziemy też myśleć, czy odbiorą nas dobrze, jako o ludzi, bo to nie o nas będzie chodzić, ale o nasze Skarby.

W każdym razie My Rodzice w tym momencie, jesteśmy naszych dzieci jedyną ostoją, bliskimi, i dorosłymi, z którymi będą rozmawiać lekarze.


Co możemy zrobić?


Przygotujmy się, jeśli na obchodzie usłyszymy nazwę choroby, sprawdźmy, czym ona jest. Jeśli idziemy z dzieckiem na kontrolę, zastanówmy się, czy coś nas niepokoi? Wybierzmy też lekarza, a nie przyjmujmy go z urzędu, bo to przecież profilaktyka.

Postawmy na komunikację. Tylko dzięki niej możemy WSPÓLNIE Z LEKARZEM doprowadzić nasze dzieci do zdrowia lub w tym zdrowiu utrzymać je utrzymać jak najdłużej. oczywiście przy okazji przyda się cierpliwość, bo nasz system medyczny jeszcze nie dorósł do epoki wolności... ale to już temat na inną rozprawę...


Co jest dla mnie podstawową profilaktyką?


Podstawową profilaktyką jest dla mnie wybór lekarza, tego podstawowego, który w pierwszych miesiącach życia dziecka, będzie je widział co 6 tygodni, który będzie miał swoje o nim notatki i historię 'choroby'.

Profilaktyką będzie dla mnie posiadanie informacji o pomocy doraźnej i ewentualnej drodze pomiędzy specjalistami.

Profilaktyką jest dla mnie również chodzenie do pediatry, który ma większe doświadczenie w pracy z dziećmi niż lekarz rodzinny.


Jesteśmy odpowiedzialni


Za zdrowie naszych maluchów, za ich odbiór służby zdrowia. Za to, czy będą się bały iść do doktora, czy z ufnością przyjmą to, co im zaleci. Niezależnie od tego, którą drogę wybierzemy, pamiętajcie, że w tym przypadku nasze dzieci są pacjentami, a my możemy być dla lekarza partnerem do rozmów w trosce o zdrowie naszych dzieci, naszych małych pacjentów :-)


Dlatego właśnie i w tą sobotę, pomimo wyjazdów, rozjazdów i spotkań rodzinnych wybieramy się na warsztaty fundacji MYpacjenci. Zapraszam Was na ich stronę internetową oraz FanPage na Facebook'u.

Udostępnij to:

Komentarze

18 komentarze :

  1. Myślę, że ważną kwestią jest też zaufanie do wybranego przez nas lekarza. Zwłaszcza teraz, kiedy poddaje się w wątpliwość bezpieczeństwo szczepionek... Człowiek nie wie, co robić, bo w internecie aż huczy od informacji o autyzmie spowodowanym szczepieniami, a lekarze do nich zachęcają. Czy internet jest wiarygodnym źródłem, czy lekarze szczepią dla kasy?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja dlatego nie zerkam do Internetu w celu zaciągnięcia porady medycznej... Ludzie mogą napisać wszystko, a my nie mamy szansy na weryfikację zawartych w necie informacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. To fakt, ale ponieważ koncerny farmaceutyczne nie zawsze mają na celu zdrowie pacjenta, czasami trudno jest zaufać lekarzom... Dodam tylko, że ja po rozmowie z pediatrą zaszczepiłam Nicko i wszystko jest ok, ale Sąd w Bresci uznał już pierwszy przypadek autyzmu bezpośrednio związany ze szczepieniem... i bądź tu mądry...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlatego właśnie pisałam to: http://www.budujacamama.pl/2014/05/pediatra-specjalista-od-dzieci.html , bo zaufanie do lekarza to podstawa

    OdpowiedzUsuń
  5. oj tak... Często można się spotkać z bzdurami

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, moim zdaniem każde działanie medyczne ma pewne ryzyko, ale nie zaszczepienie dzieci również niesie ze sobą ryzyko. A my musimy to ryzyko zważyć i wymierzyć naszym dzieciom... My na razie szczepimy, choć każdemu szczepieniu towarzyszy strach...

    OdpowiedzUsuń
  7. Doskonale cię rozumiem... ja tak samo przeżywałam każde szczepienie...

    OdpowiedzUsuń
  8. moje maluchy mają pediatrę która mnie i brata leczyła jak byliśmy mali- sprawdzona przez lata :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja właśnie jestem na etapie planowania zmiany przychodni, ponieważ ostatnio mam coraz więcej zastrzeżen do Pań pracujących w naszej dotychczasowej przychodni i przedewszystkim do pediatrów których niestety często odwiedzamy.

    OdpowiedzUsuń
  10. bernadetta bolek6 czerwca 2014 06:21

    Moje stanowisko na temat pediatry znasz. A najbardziej denerwują mnie specjalisci którzy fakt sa dobrzy w tym co robią ale traktują rodziców w taki sposób że naprawdę chodzi sie do nich ciezko. Bo choc robimy wszystko jak trzeba to próbują udowodnić ze rodzic nie ma żadnej wiedzy ani racj.
    Syn po wypadku był pod opieką dwóch poradni. Trzymalismy się wskazówek otrzymanych przy wypisie np ubranka tylko i wyłącznie z bawełny bez domieszek i bez naszywek żeby blizny nie podrażniły. Choć zawsze kupowałam bawełniane to czasem faktycznie zdarzało się że były z domieszką lub aplikacją. No i na pierwszej wizycie pani nas zbesztala przy praktykantach ze dziecko powinno chodzić w bawełnianej koszulce rozebrala go i przeczytała skład ku jej zdziwieniu koszulka była bawełniana wiec nie wiedząc co powiedzieć skwitowala ze ten kolor jakiś taki nie bardzo. a tego dnia byliśmy na wizycie w obu poradniach i była zdziwiona ze poprzedni lekarz nic nie powiedział na koszulkę bo pewnie dziecko przebralismy.
    Czasem po prostu ręce opadają.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wizyta u lekarza nie zwalnia rodzica z myślenia. To na nim cały czas spoczywa odpowiedzialność za dziecko. Lekarz tak, diagnoza tak, leki tak, ale jeśli coś nam nie gra, to nie możemy wzruszyć ramionami i stwierdzić: ale lekarz tak kazał, bo to nasze dziecko i nasza odpowiedzialność.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też szczepię, też się trochę boję... Taki urok tych co chcą być źródłem informacji o szczepieniach, że kompleksowo udzielają informacji o możliwych działaniach niepożądanych. Super, że się o tym mówi, tylko czemu nie mówi się o drugiej stronie medalu - powikłaniach pochorobowych? Bo nie są skutkiem ubocznym szczepienia? Czemu nie mówi się wprost, że nieszczepione dzieci nie chorują dzięki odporności zbiorowiskowej, tylko udaje, że tych chorób nie ma (a są i już pojawiają się epidemie tam, gdzie masowo zrezygnowano ze szczepień po artykule oszusta Wakefielda)... Ja boję się, powikłania po chorobie i boję się, że jak ludzie przestaną szczepić, to zaniknie odporność zbiorowiskowa i kolejnego dziecka zaszczepić nie zdążę (bo przecież nie podaje się wszystkich szczepionek na raz).

    OdpowiedzUsuń
  13. No i do tego kazdy przypadek jest tak naprawde inny, mimo jakis tam wspolnych mianownikow.

    Czekam na refleksje po warsztatach.
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  14. Dla mnie też sama choroba, czy powikłania po chorobach są aspektem zdecydowanie motywującym do szczepień. Niestety każdy ruch anty ma większą siłę przebicia

    OdpowiedzUsuń
  15. O tak! Zdecydowanie mamy większą odpowiedzialność niż lekarze, ale to niezbyt w porządku...

    OdpowiedzUsuń
  16. Okropne to jest, naprawdę. Ale tutaj to chyba jak wszędzie można różnie trafić. Najważniejsze, że udało Wam się wyjść z tego ...

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)