Frytki z tytki

Jakiś czas temu już mogliście zobaczyć na blogu to zdjęcie. Jak wiecie, w Poznaniu mieszkaliśmy całe studia, a teraz jesteśmy szczęśliwymi mieszkańcami powiatu.

Choć bardzo cieszymy się, że już nie musimy zgiełku miejskiego doświadczać na co dzień, czasem mamy chce się zjeść coś świńskiego, a najlepiej, jeśli jeszcze cena jest niezbyt obciążająca.




Street food


Modne ostatnio pojęcie. Ja tam jeść na ulicy nie lubię, Zosię chętnie zabiorę do jakiegoś cywilizowanego miejsca. Czasem jednak ochota na coś 'po drodze' wygrywa :-)


Bar przy teatrze muzycznym


Kurcze, zwróciłam na to miejsce uwagę od razu. No zwykła przyczepa stojąca na skrzyżowaniu, przy galerii, przy operetce, na skrzyżowaniu Ratajczaka i Niezłomnych, przy "nowym" wejściu do Browaru. ChiChi4U.



Minęliśmy ją po festynie rodzinnym organizowanym przez Świadomą Mamę i złapaliśmy się na frytki.


Frytki z tytki


Niby nic nadzwyczajnego, ale one nie śmierdzą, a pachną, mamy do dyspozycji kilka zestawów, m. in. z kebabem czy stripsami. Właściwie standard fast foodów, ale?

Podane w przyjemny sposób, z dbałością o szczegóły. Krzesełka co prawda plastikowe i w tyłek parzyły, ale byliśmy z wózkiem, nie były więc nam potrzebne ;-) stoliczek z palet i drewniane widelczyki, które spodobały się nawet Zośce.

Białe palety - to dopiero klimat

Nawet na ulicy nie zapomnieli o dekoracji ;)

Ale, że drewniane widelce?



Jeśli czasem lubicie zjeść coś niezdrowego, lubicie wciągnąć frytki, a nie lubicie czekać na nie pół godziny i jeść flaków opitych tłuszczem, to zajrzyj w to miejsce :-)

Udostępnij to:

Komentarze

15 komentarze :

  1. No popatrz :) Ile ja tam razy przechodziłam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. bernadetta bolek8 czerwca 2014 06:20

    Ciekawe pewnie smacznie było. My od dawna do burgerowni się zbieramy ale jakos nam nie po drodze choć daleko nie mamy.

    OdpowiedzUsuń
  3. No powiem szczerze, że to bardzo ciekawe miejsce. Zaskoczył mnie kąt do jedzenia - fajnie nietuzinkowo zorganizowany. Jeśli mówisz że żarcie jak na uliczne całkiem fajne to cóż, warto spróbować. Niestety ja do tego miejsca mam stanowczo za daleko :P a szkoda :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No daleko... Daleko tam jednak mamy.

    OdpowiedzUsuń
  5. No widzisz. Ja też pierwszy raz wpadłam, a że miałam ochotę, na świńszczyznę, to zostałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to idź, zanim Mały się wyprowadzi z brzuszka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No wiesz, ale jakbyś miała nas odwiedzać, to przechodząc możemy wejść i zjeść :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Daleko, niedaleko... "ESKA" wykończona, autostrada też. 2,5 godziny drogi ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. My tylko tamtędy autem przemykamy, to i czasu i chęci na stawanie nie mamy :/ Ale za to zaliczyliśmy budę Food Patrolu i polecamy jak coś :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oczywiście przy okazji np odwiedzin u Budujących, a nie specjalnie po fryty :)

    OdpowiedzUsuń
  11. no to przy okazji sprawdzone, to zajdziemy... Ja raczej jedzenia poza domem nie planuję, "samo się dzieje" :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A potem razem na frytki- to jest mysl! Pozdrawiamy serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ps. Fajna spacerowka.

    OdpowiedzUsuń
  14. Spacerówka jest super, ale już nam za wielka, dlatego szukamy czegoś kompaktowego :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)