Mamo bądź kobieca #9 - Mama zrzuca dres



Wiadomo, że każda mama, spędzająca czas z dzieckiem w domu nie rozpoczyna dnia od makijażu, prostowania włosów i malowania paznokci. Chyba, że któraś tak ma, to piszcie kochane, jak to robicie :-)

Ja sama dres uwielbiam, więc nie wiem, dlaczego miałabym go zrzucać, to mój ulubiony strój 'podomowy'.




Definicja dresu


Dla mnie dres, to nie bluza ze spodniami. Dla mnie dres, to coś wygodnego, miękkiego, w czym czuję się swobodnie. Dres, to leginsy i wyciągnięta koszulka. Dres, to krótkie spodenki na gumce i dopasowane polo. Dres, to ubiór sportowy. Nie wiem dlaczego, tak mam i tyle :-)


Dresy lubię


Albo nawet uwielbiam? Bardzo cieszę się, że w naszej ogromnej miejscowości mogę w dresie iść wszędzie. Ba! Nawet na zakupy tak jeżdżę i w nosie mam, co kto sobie myśli. Dla mnie dres, to symbol wygody. Pewne (nawet) wyzwolenie :-) no to po co go zrzucać? Chyba muszę Wam pokazać kiedyś moje podomowe stylówy :D


A bo czasem trzeba


No czasem tak, tym bardziej, kiedy nadarzy się okazja. Ja nie mam z tym problemów, bo chętnie pomaluję oko, czy zastanowię się, jak się ubrać, tym bardziej, kiedy mam po co :-) no sorry Menżu, ale na wieczorną kolację dresa nie zrzucę, no chyba, że po kolacji ;-)


Nie mam z tym problemu


Więc od początku wiedziałam, że etap będzie zaliczony. Przecież już na święta pokazałam Wam się elegancko :)

No! Na święta nawet biała koszula była :)


Nawet fryz zrobiłam na tą okazję i się wybrałam do stolycy, a to zobowiązuje ;-) spotkałam się z kilkoma blogerkami na warsztatach, o których pewnie jeszcze nie raz u mnie przeczytacie. Warsztaty dotyczyły ogólnie pojętej standaryzacji opieki pediatrycznej w Polsce, ale nie o tym. O tym będzie później :) bo to temat ważny.


Moja stylóweczka


Choć miała być dość elegancka, okazała się taka 'pół na pół', bo po śniadaniu, na które wybrałam się 'normalnie' ubrana, postanowiłam się jednak nie przebierać. Uznałam to za zbędne ;-) jednak bardzo dresowo nie było, co? (zdjęcie będzie po weekendzie, bo oczywiście mój aparat nie dał rady, tutaj tylko "przedsmaczek" - obserwujcie FB)

Najważniejsze, to ubrać uśmiech!



Udostępnij to:

Komentarze

30 komentarze :

  1. Agnieszka G.18 maja 2014 17:52

    No ja do dresu, ale tego typowego, przekonać się nie umiem ^^"

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja lubię dresy po domu bo wygodnie w nich :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W domu jak najbardziej, chociaż lubię też jeansy. Do pracy to wiadomo szpilki itd...
    W sumie to nie wyobrażam sobie latać za dzieckiem w niewygodnych ciuchach o butach już nawet nie wspomnę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dres wygodny - bo ja dałam spokój z elegancją jak śniadanie, obiad, kolacja Ali ląduje na moim stroju:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie dres (ten klasyczny) to tylko w domu do prac domowych, ewentualnie na typowy spacer z psem w chłodniejsze (a zwłaszcza "wilgotne") dni, który kończy się "ostempelkowaniem" psimi łapami. Do ćwiczenia mam inne stroje. Może część mam się ze mną nie zgodzi, ale nie jest zbytnio kobiecy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie wyglądasz w tych nowych włoskach :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No wiem, i teraz będzie, że plagiatuję, ale i swoje stylówy muszę pokazać :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyli "podomowo". Ja od razu po wejściu do domu zmieniam ciuch :D

    OdpowiedzUsuń
  9. No co Ty! Jak widzisz marchewkę albo kaszkę z rana, to się nie uśmiechasz ?? :P

    OdpowiedzUsuń
  10. o tak... Ale nawet bez dziecka, tak się walnąć przed tv w kiecce?

    OdpowiedzUsuń
  11. nasze dania lądują wszędzie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. A bo Ty moich strojów nie widziałaś. Dekold po pępek ;) i dopasowane spodnie, nie nie taki "kresz"

    OdpowiedzUsuń
  13. w domu tylko dres! ;) i definicja dresu znaczy u nas to samo ;) jestem ciekawa jak wyglądałaś w Wawie, czekam na fotki! ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ostatecznie było sportowo, ale w Jegginsach :) Możesz podejrzeć u makóweczki.pl http://makoweczki.pl/wp-content/uploads/2014/05/g-1024x682.jpg

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja "kreszu" to już wcale nie uznaję, nawet dla faceta - jakby przyniósł do domu, to miałby spódniczkę ze sznurków. ;p Jak już to takie z normalnego materiału - ja mam całkiem wygodne do jogi i fitnessu z Decathlonu, takie przy udach przyległe, a dalej luźne. Nie narzekam gdy potrzeba mi dużo wygody, ale nie jest to strój, w którym czuję się sexy, a lubię czuć się sexy. ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. czyli tak jak pisałaś - pół sportowo ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Malować się maluję codziennie rano, ale biegam w leginsach albo dresach. Julcia uwielbia chodzić na plac zabaw a jakoś mi tak w dżinsach niezbyt wygodnie po tych piaskownicach skakać :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj nie... Maluję się na wyjścia poza wioskę... Niech skóra oddycha i łapie słonko :D ubranie wygodne to podstawa, ale czasem trzeba je zrzucić :D

    OdpowiedzUsuń
  19. zgadzam się w 100%, że najlepsze ubranie matki to uśmiech :D
    reszta? to detale, byle wygodne! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zdecydowanie, to najważniejszy priorytet :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Kobieta blogująca7 sierpnia 2014 18:32

    A dla mnie nie liczy się w czym chodzę po domu... liczy się to, że zawsze, zawsze, zawsze mam te rzeczy czyste nie dłużej niż 15 min :( i humor mi siada od razu :/

    OdpowiedzUsuń
  22. W typowym dresie rzadko chodzę ale tak jak po domu to na ogół śmigam w jakiś leginsach i tunice bądź bluzie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja nie raz o dresie pisałam, bo lubię. :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)