Pranie pranie, ciągle pranie

Każda Mama zna swoją pralkę lepiej niż ktokolwiek z domowników. Przynajmniej zazwyczaj to na Mamach spoczywa ta 'przyjemność'. A im więcej dzieci, tym więcej przyjemności, a i niektóre mamy sobie tej przyjemności jeszcze dodają :P


Ale czy to takie trudne?



Czy to takie trudne, że mężowie (przynajmniej mój) mówią: "ja Ci się wtrącał nie będę"? To nie jest trudne, wiadomo. Każdy jednak ma swój system i ja tam wolę, żeby nikt mi się nie wpierniczał :)


Pranie robię ja


I wara mi od pralki. Mam pranie co dwa dni zazwyczaj, bo istotną częścią prania są Zośkowe pieluchy. Od kiedy dołączyły one na naszych brudów, troszkę zmieniło się moje podejście do prania. Nie ma już odkładania na potem, czy przelegiwania prania w pralce do następnego dnia, a potem ponownego płukania z płynem... Pranie rozwieszam starannie, żeby potem nie musieć pracować. Ta praca się opłaca :)




Pranie małych ubranek


Zdecydowałam od początku nie używać dziecięcych proszków do prania. Używamy normalnych detergentów, ale w mniejszej ilości. Piorę ubrania wszystkich domowników razem. Poza tym zainwestowałam w kule piorące i często to ich używam zamiast proszku (niebawem więcej o samych kulach). Jeśli piorę razem z pieluchami, to całkowicie bez płynu do płukania.


Pranie pieluch wielorazowych


Naszego pieluchy są zrobione z PUL. Jest to materiał, który wymaga prania w niskich temperaturach. Ja wybieram program 30 stopni. Z wirowaniem też lepiej nie przesadzać. 600 obrotów wystarcza... Za to często przy grubszych sprawach dokładam dodatkowy cykl prania.




Jakie detergenty do prania wielorazówek?


Najlepiej ich unikać. Mi jednak kule wszystkich niespodzianek z pieluch nie dopierały, dlatego czasem używam proszku. Zwykłego proszku (obecnie Vizir jakiś skoncentrowany), którego wsypuję pół proponowanej dawki.

Można używać specjalnych proszków i odplamiaczy (np. Nappy Bio D). Ja jednak zrezygnowałam. Nie widziałam super efektów, szkoda mi było kasy na coś, co "niby działa".

Należy całkowicie zrezygnować z płynów do płukania i płynów do prania. Zawierają one mydło, które zapycha i skleja włókna materiałów, które mają być chłonne. Skutkuje to przeciekaniem pieluch i może kosztować nas ponowne zakupy :) (czego czasem by się chciało ;) , ale lepiej nie być do nim zmuszonych).


To jak odplamiać?


Zarówno Zośkowe ciuszki, jak i pieluszki miewają przecudne plamy. Czasem świeżo ubrana koszulka (zazwyczaj bielutka) dostawała strzała z marchewki, czy buraczka... Pieluchy, wiadomo z czego dostają ;) Jak sobie z tym radzę?

Po pierwsze zimna woda. Do pieluch szybki, mocny, zimny prysznic i tyle. Podobnie z ubrankami. Zaprać i tyle. Potem normalnie wyprać.

Czasem plamy zostają, i wtedy idealnie spisuje się? SŁOŃCE! Tak tak! Słońce, to najcudowniejszy odplamiacz. Trzeba odpowiednio wyeksponować plamę na słonko, a ta zniknie, nawet się nie obejrzysz :) Jak słońce nie pomaga, to nic nie pomoże. Tak jest u mnie. Omijam niepotrzebną chemię szerokim łukiem, o czym zresztą pisałam w tym poście.

Żeby Słońce zadziałało, trzeba odpowiednio rozwiesić

Dlatego właśnie uwielbiam ciepłe dni jeszcze bardziej. Pranie, które schnie na podwórku jest świeże, pachnie wiatrem, a do tego jest czystsze :)


A czy takie pranie nie śmierdzi? 


Nie. Jeśli czasem pieluchom coś bardziej zaszkodzi, to dodaję do prania sody oczyszczonej (świetnie zabija wszelkie zapachy, nawet w lodówce) albo kilka kropel olejku eterycznego (lawendowy i z drzewa herbacianego mają właściwości antyseptyczne).

Poza tym? Można kwasować (ja raz to zrobiłam, ale się boję, że zniszczę pieluchy), można też wspomóc się płynem do mycia naczyń, ale to nam jeszcze potrzebne nie było.

Nie śmierdzi :D



A może zminimalizować ilość prania? Będzie łatwiej?


No wiecie co! U mnie się nie da :) Zośka to to nie jest panienka, która w spódniczce na kocyku siedzieć będzie. Popyla wszędzie... Oczywiście na czterech :D Była już w grządkach (gdzie usiadła na sałacie), była w mleczu. A tak o to spacerowała po centrum ogrodniczym :)

Zofia podbija Świat :)


Macie jakieś swoje pomysły na szybkie i bezbolesne pranie? My już teraz razem wychodzimy powiesić pranko na powietrzu. Zośka mi kibicuje, a po takich sesjach na dworze? Lepiej śpi :D Czyli same plusy


Interesują Cię wielorazówki? Poczytaj więcej:

Udostępnij to:

Komentarze

36 komentarze :

  1. Ja pozwalam swojemu mężowi zrobić pranie, ale to ja wcześniej muszę je posegregować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. bernadetta bolek28 kwietnia 2014 12:52

    Do zapierania dzieciecych plam polecam mydełko do odplamiania z rossmana, w kauflandzie tez widzialam. Pomaga sprac marchew czy kupkę z ubrania. Mój cycowy robił co 6 dni ale plecy po szyję były brudne

    OdpowiedzUsuń
  3. e tam, wtedy, to już samo się robi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A no ciuszki tak, też używam często mydełka, ale do pieluszek nie wolno :) Pamiętaj :D wystarczy zimny prysznic (im mocniejszy, tym lepiej)

    OdpowiedzUsuń
  5. My też używałyśmy proszków do prania dla dorosłych, ale niestety Julka miała strasznie podrażniona skórę i na cipulinie też i lekarz nam kazał prać jej majtole i rajstopy tylko w proszkach dla dzieci. No i niestety lecimy na dwa prania nasze i Julkowe.

    OdpowiedzUsuń
  6. super dzieciaczki28 kwietnia 2014 13:12

    U mnie prania jest cała masa. U mnie też tylko ja piorę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Prania jest zawsze mega dużo, ale masz rację - przy dzieciach robią się tego tony. Pralka to chyba sprzęt nieustającej potrzeby! Na szczęście mój mąż robi sobie sam pranie, nawet mi i robi to znacznie częściej niż ja jemu :) Owszem - ciąża daje mi fory ale dzięki temu mój mężuś uczy się jak sobie radzić. Mam nadzieję, że tak szybko się tego nie wyprze po moim porodzie. Do moich obowiązków jak na razie leży gotowanie - do tego faktycznie się nie wtrąca :) mi odpowiada ten "układ"

    OdpowiedzUsuń
  8. bernadetta bolek28 kwietnia 2014 13:50

    No wiem czytałam juz o tym. A ja tez tak wieszam żeby nie prasować :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Matka Kubiczkowa28 kwietnia 2014 16:12

    Pranie pachnące wiatrem i słońcem mmm :D
    Przy Miłku w tamtym roku mieliśmy półroczną przygodę z pieluchami wielorazowymi. Z kilku względów poddałam się :( Też pisałam u siebie :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale wcześniej byliście w pieluchach jednorazowych. U nas już przy pupie sprawdzone, bo pieluchy już są tak prane. Mam nadzieję, że się uda bez uczuleń :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzymasz ten biznes w garści, jak ja :D

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas ja gotuję, Menżu sprząta kuchnię :D ale teraz ma tyle roboty, że mi go szkoda ...

    OdpowiedzUsuń
  13. ja się cieszę, bo bałam się, ze się nie uda... ale się udało, więc korzystam :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja uwielbiam rozwieszać pranie. :) gorzej ze składaniem. ;) Wielorazówek nie mamy, więc zostają jedynie majtasy z zawartością, które teraz są przy każdym zdjęciu na trochę pieluchy. Bardzo mnie ciekawi, czy Zośka na wielorazówkach szybko nauczy się eołać na nocnik. Jeśli tak, przy trzecim biorę wielorazowe. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeśli chodzi o domowe sprawy jesteś moim ideałem! Naprawdę, moja organizacja nieco kuleje, za to widzę, że ty masz wszystko opanowane. Z lekką zazdrością Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. I ja skorzystam z Twojej rady. Właśnie nie mam nic do odplamiania oprócz szarego mydełka... Od kiedy można je stosować? potrzebowałabym czegoś od 1 dni życia

    OdpowiedzUsuń
  17. Powiem Ci Kochana, że mi też czasami szkoda mojego męża, kiedy po służbie i kolejnym dniu pracy wraca do domu i jeszcze sprząta,odkurza i zmywa jak widzi że ja się do tego w danym dniu nie nadaję. Wiadomo, różnie się czuję... czasami mam chęć ale nie w danej chwili a on widząc moje gorsze samopoczucie rwie się do roboty. Troszeczkę dzięki mojemu ginekologowi tak jest - dobrze mu nagadał co do prac domowych i zagrożenia ciąży.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wiesz... Menżu ma etat w pracy i etat na budowie (codziennie po pracy), a i tak ogarnia kuchnię... Jak nie idzie na budowę, to robi dużo więcej... w ciąży nawet nie zmywałam, bo nie miałam rąk podnosić do góry ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. u nas wszystko używane było od pierwszego dnia. I mydło z beckmanna i szare mydło :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja jestem do bólu zorganizowana w domowych sprawach :) Jedynie pory roku potrafią przetasować i nadwyrężyć mój czas, a tegoroczna wiosna i prace ogrodowe już dają mi popalić....
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. U nas też pranie obowiązkowo co 2 dni :)
    Z przyzwyczajenie Lilkowe ubranka piorę osobno, ale pora to w końcu zmienić....
    I oczywiście tak jak sama napisałaś ładne rozwieszanie! Wolę chwilę dłużej rozwieszać niż później stać przy żelazku. Lili ubrań nie prasuję w ogóle, a z naszych tylko te, które naprawdę tego potrzebują.

    OdpowiedzUsuń
  22. A my właśnie jesteśmy na etapie wybierania pralki... Jakaś rada?

    OdpowiedzUsuń
  23. My jakieś 2-3 miesiące temu kupowaliśmy nową, bo stara padła. Poszliśmy w niskie ceny i sprawdzonego producenta :) Jestem zadowolona. mamy Amice AWN 610D

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja już teraz też prawie nic nie prasuję :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja też, bo jak trzeba zrobić wszystko, to trzeba wszystko poukładać, a ogródek? Cóż tam się zawsze znajdzie coś do zrobienia :D

    OdpowiedzUsuń
  26. :) nie ma co zazdrościć. Ja po prostu nie robię tego od kilku dni, a od 6, 7 lat, od kiedy się usamodzielniłam, a wcześniej? Robiłam to w domu :P Więc trzeba było przyjąć system. Poza tym praca jako pomoc domowa przez całe studia dodała porządku w życiu ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Wiesz co... Na razie jeszcze nie woła, ale jak chce jeść to też nie woła ;) Za to się obserwujemy i z nocnika korzystamy :)

    OdpowiedzUsuń
  28. bo my siadamy od kiedy umie siedzieć :) i tak większość kup łapiemy :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Zdradź ten magiczny sposób rozwieszania prana, żeby nie trzeba było prasować. Ja jakoś testuję różne sposoby, ale efekty mnie nie zadowalają. Chętnie się nauczę i odstawię deskę do prasowania w najdalszy kąt szafy :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Słyszałam o tym sposobie, ale jakoś byłam sceptyczna, bo w końcu dziecko w tym wieku i tak się nie kontroluje, więc to tylko łapanie tak jak piszesz. Aczkolwiek przyzwyczajenie do nocnika zostaje, więc może następnym razem też zacznę tka wcześnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Dokładnie tak jak u mnie, mój mąż jest mundurowym po pracy również dorabia normalnie. Chyba trafiły nam się dobre chłopaki :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Chyba trzeba dziecko też przyzwyczajać do takich rzeczy od samego początku... Podejrzewam, że szare mydełko nie zaszkodzi

    OdpowiedzUsuń
  33. Ale dziwnym trafem coraz częściej wytrzymuje ;0

    OdpowiedzUsuń
  34. Najważniejsze, to mocno strzepnąć i nie upychać na suszarce :) żelazko używam tylko do niektórych koszul ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Skąd ja to znam. Chyba jednak jestem wyznawczynią ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. To i tak sukces, że siada, bo mój uparciuch nawet usiąść zwykle nie chce!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)