Chronić czy dać żyć?

Zosia bardzo szybko zaczęła okupować podłogę - tu 3 miesiące

Pewnie każda mama staje przed tym pytaniem... Dopóki dziecko maleńkie, leży spokojnie w łóżeczku, czy w kołysce, możemy być spokojne. Potem zaczyna się podnosić, okręcać, rezygnujemy z kołyski... Najbezpieczniejszym miejscem staje się podłoga...


Podłoga - miejsce dla Maluszka




Nasza Zosia spędzała na podłodze cały "nieśpiący czas". Oczywiście czasem była w chuście czy na rączkach, ale jeśli był czas zabawy, to zazwyczaj na podłodze. My siedzieliśmy obok niej, bo towarzystwo było jej zdecydowanie potrzebne... Co nam się bardzo przydało? Puzzle piankowe. Od 3 miesiąca życia Zośki do właściwie 7 były na stałe na podłodze. Było na nich cieplutko, i ewentualne upadki były delikatniejsze dla małej główki. Poza tym oczywiście mata edukacyjna. Czasem dawała chwilę dla siebie i chwilę Zosi samą ze swoimi myślami.


Dziecko potrzebuje chwili dla siebie


Takie jest moje zdanie. Nie raz przyglądałam się z ukrycia jak mała zafascynowana własnymi rączkami zajmowała się tylko z nimi, rozmawiała z nimi, czy później z jakimiś zabawkami. Nie odciągałam jej od tego, nie podkładałam kolejnej pstrokatej zabawki, żeby ją rozproszyć...

Co chcesz Mamo?

I sobie popatrzę


Moje dziecko nie płacze bez powodu


Powód ma zawsze... Zazwyczaj jest to chęć zwrócenia na siebie uwagi, zainteresowania. Niestety, Zośka choć bardzo samodzielna lubi mieć kogoś niedaleko, stąd moje częste siedzenie z nią na podłodze, właściwie większa część dnia spędzam właśnie z nią w parterze (choć ostatnio coraz częściej pozwala mi usiąść gdzieś wyżej ;) )

Zosia często potrzebowała bujania. Mieliśmy kołyskę, w której spała w ciągu dnia do 3 miesiąca, mieliśmy leżaczki bujaczki... Od kiedy jednak zaczęła się przemieszczać, od wtedy wszystkie takie wynalazki poszły w niepamięć...

Hmmm? Masz coś przeciwko?

Jak to?




Raczkujemy


Tak, można tak nazwać ten sposób poruszania się. Porusza się po swojemu, i trudno, nie zmienimy tego. Mam nadzieję, że chodzić będzie już normalnie ;) Pamiętacie? W tym poście opisywałam swoje obawy dotyczące raczkowania Zośki. Ta kilka dni później powędrowała i żadne bariery jej nie straszne... Chociaż często Kogoś do siebie ściąga na podłogę :)

Tak Zosia spędza czas z rodzicami ;)



No właśnie bariery


Wielu rodziców, wiele Mam po rozpoczęciu raczkowania zaczyna akcję "wsadzę dziecko w ochraniacze". Widziałam już różne kwiatki, począwszy od zamykania wszystkich szafek czy szuflad, przez wymianę mebli, zaklejanie każdego narożnika czy ubieranie dziecku kasku? No dajcie spokój!


Kojec


Świetna sprawa. Kiedy naprawdę chcemy coś zrobić, kiedy musimy dziecko zostawić na chwilę samo, na przykład sprzątając kuchnię, jak TUTAJ, kiedy dziecko potrzebuje ograniczenia przestrzeni (Zosia czasem zdecydowanie tego potrzebuje), ale... Gdyby siedziała całymi dniami w kojcu? No właśnie to by siedziała pewnie do tej pory. A tak? Trochę posiedziała w kojcu, trochę pobuszuje po podłodze. Mamy równowagę :D

Kiedy Mama sprząta kuchnię



Gniazdka


My przy zakładaniu gniazdek wybraliśmy takie z zaślepkami, ciężej włożyć do nich wtyczkę, ale żadnych dodatkowych blokad na gniazdka już nie potrzebujemy. Te obawy rozumiem. U nas właściwie jest jeden niebezpieczny przedłużacz, który trzymamy pod fotelem (ten od laptopa ;) ).


Pozostałe zabezpieczenia


U nas ich nie ma. Szafka w łazience jest za drzwiami od łazienki, jeśli Zośka zacznie się nią interesować chemikalia wylecą do oddzielnego pomieszczenia. W kuchni w dolnych szafkach nie mam nic niebezpiecznego. Żadnych zabezpieczeń nie stosujemy.

Poza tym wszelkie kanty, narożniki - nie zabezpieczamy, nie przeszkadzamy dziecku. Mieliśmy kilka niecierpliwych sytuacji po wejściu Zosi pod krzesło. Kilka razy się stuknęła i spod niego wyszła. Co mielibyśmy zrobić? wystawić na czas nauki chodzenia krzesła z pokoju? Ofoliować folią spożywczą, żeby nie wchodziła pod spód?

Od jakiegoś czasu Zosia nauczyła się przechodzić pod stołem i - uwierzcie mi - potrafi przechodzić kilka razy w tą i z powrotem :D Po co jej to odbierać? Po co stawiać przed nią świat idealny kiedy świat taki nie jest?

No, już jestem pod krzesłem, zaczynamy...

Spróbuję tak...

Albo tak...

:) Nie udało się tym razem :P ale było fajnie


Oczywiście rzeczy najbardziej niebezpieczne najlepiej usunąć. Nie zostawię Zośki przy gorącym żelazku, jeśli mielibyśmy już schody, to też byłyby zabezpieczone.


Mama pocałuje


Pocałuje zawsze! Rozumiem dobrze, że kiedy się uderzy, potknie o własne rączki czy napotka przeszkodę (jeszcze) nie do ominięcia, to popłacze. Nigdy nie bagatelizuję tego płaczu, zawsze jestem gotowa do przytulaska i wsparcia. Płacz szybko mija. Na szczęście. Zosia dobrze sobie z tym radzi :)

Przytulaski muszą być :)



Bilans kontuzji


Na razie mieliśmy kilka siniaków, stłuczony nos (ale to uderzenie z własnej woli w wózek) i dwa razy pęknięta warga (po potknięciu o własne rączki). Pewnie będzie jeszcze niejeden siniak. Nie sądzę jednak, że milion zabezpieczeń pomogłoby uniknąć tych skaleczeń.

I? Szykujemy się na kolejne, bo po opanowaniu poruszania się na 4 kończynach do perfekcji, Zosi marzy się chodzenie na dwóch nóżkach. Łapie się czego - kolwiek i podnosi.

A to nowinka - do czego to służy?


A jak było u Was? Dzieci potrafiły/potrafią się zabawić same? Chętnie pokonywały nowe przeszkody? Mieliście dużo zabezpieczeń? Co Waszym zdaniem jest najważniejsze? A może macie jakieś doświadczenia z kontuzjami? Czy uważacie, że z lepszymi zabezpieczeniami udałoby się Wam ich uniknąć?? Co możecie poda jako najważniejsze zabezpieczenie w domu z maluchem?

Udostępnij to:

Komentarze

34 komentarze :

  1. My mieliśmy kojec tak mniej więcej od pół roku do roczku i muszę przyznać, ze Polka dużo czasu w nim spędzała. Ale też szybko nauczyła się stać, bo podciągała się właśnie w kojcu. Z kolei zabezpieczenia nie mieliśmy ani jednego, żadnych blokad szafek (Polka nigdy sama szafki nie otwiera- jedynie swoją, ale też wszystkiego nie wywala, no i raz zdarzyło jej się otworzyć w kuchni w poszukiwaniu czekolady :)) , żadnych ochraniaczy na narożnik, ani do gniazdek. Głowa nie raz ucierpiała od stołu, ale teraz Pola wie, że ma uważać, a kontakty jej nie interesowały. Mam wrażenie, że im więcej dziecku zabronimy i ograniczymy, tym chętniej zajrzy ono w zakazane kąty, a im bardziej mobilne, tym domowy świat większy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się, że dziecku trzeba dać mnóstwo swobody a jednocześnie zadbać o to, by podczas tej swobody większa krzywda mu się nie stała. Fantastycznie wydaje mi się temu zapobiegasz...
    Co do podłogi - parter to chyba najlepsze miejsce dla dziecko - przynajmniej niżej nie spadnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja Zosia uwielbia robić slalomy pod krzesłami, kiedyś się przyblokowała to krzyczała aby jej pomów :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Monika Dętkoś2 kwietnia 2014 20:09

    Zośka walcząca z przeszkodami pod stołem i krzesłami :D - idealny tor przeszkód dla malucha :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Laura tez wchodzi pod krzesla :) otwiera sobie szuflady i szafki, ale nie ma nozy ani nic niebezpiecznego wiec jej pozwalamy,nie mamy zadnych dodtakopwych zabezpieczen, w sumie kontakty sa pochowane bo tak sa rozmieszczone. Musze uwazac zweby obrus nie byl za dlugo itp, ale zadnych blokad nie zakladamy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też nie miałam osłonek na narożniki do chwili kiedy dziecko nr1 popchnęło dziecko nr2 tak że kant półki z książkami wbił się milimetr powyżej brwi. Tegpo samego dnia zamówiłam osłonki. Swoja drogą badziewne bo misiałam je dodatkow szeroką taśmą przykleić żeby się trzymały i nie dawały ściągać przez dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Im więcej swobody, tym lepiej. Lepszy siniak niż strach przed wszystkim. Jeśli dziecko zaczyna np. chodzić i rodzice na każde zachwianie biegną nerwowo żeby podtrzymać, to dziecko koduje sobie: to chodzenie, to coś nie fajnego i niebezpiecznego skoro mama (tata) tak się boją.

    OdpowiedzUsuń
  8. Super, że tak sobie radzicie :D ja już swoje w tym temacie naskrobałam, a rzeczywista weryfikacja nadal przed nami ;) Ale wierzę, że ta naturalnie instynktowna doza swobody jest dużo lepsza, niż pakiet fikcyjnych zabezpieczeń.
    Niech urazów będzie jak najmniej (a przytulasków bezokazyjnych jak najwięcej ;))

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobre podejście, nie ma co przeginać - ja z zabezpieczeń kupiłam tylko te do gniazdek i to tylko tych w zasięgu małego, no i od niedawna mamy dywan, bo synek już wstaje i potrafi tak trochę postać, opierając się o coś, ale nóżki czasem odmówią posłuszeństwa i bach. Trudno, chwila płaczu, buziak od mamy i kolejne próby - nie zamierzam go łapać, bo ciężej mu się będzie uczyć nowych umiejętności, zwłaszcza amortyzacji przy upadku - już widzę pozytywne efekty tego podejścia. Nie mam też żadnych blokad na szafki/szuflady, ale w zasięgu rączek synka nie ma po prostu nic, czym sobie krzywdę mógłby zrobić - najwyżej wywlecze jakieś ubrania z szuflady, czy garnki/pokrywki z szafki wyrzuci. ;D Udało mi się też obejść bez kojca - pozwalam maluchowi buszować po całej podłodze, mając na niego cały czas oko. Przyznam, że po cichu liczę, że zaglądanie do szafek go znudzi nim zacznie chodzić. :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Zośka też głównie podciąga się teraz w kojcu, no i na podwórko, dopóki nie chodzi kojec się przyda :D Super podejście, też staram się jak najmniej zabraniać :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak, tym się kierowałam, z podłogi nie spadnie :D Widziałam niemowlaki na macie edukacyjnej na łóżku to się bałam, bo zawsze może okazać się, że tym razem nauczy się kręcić...

    OdpowiedzUsuń
  12. Nasza też czasem się przyblokuje, ale coraz częściej udaje jej się wybrnąć :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszystkie narożniki tak obkleiłaś? Niektórych rzeczy się nie uniknie. Znam przypadek, kiedy dziecko 3 rzuciło dzieckiem 1 i złamało obojczyk dziecku 2 (tym rzutem). Żaden narożnik nie był winien...

    OdpowiedzUsuń
  14. No tak. I nie ma co zbyt szybko lecieć do tulenia, dopiero kiedy dziecko pokaże, że tego potrzebuje... :) Ty doświadczona popierasz, to ja się utwierdzam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak by było najlepiej. Oby wszystko było powierzchowne i nie na zawsze... Lepiej, żeby panny nie miały blizn :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nasza naprawdę szafki omija, czasem zajrzy i się nawet pośmieje, ale nie ma parcia na szafy :D Gniazdka - pomyśleliśmy wcześniej, bo niestety z prądem nie ma żartów. Też jeszcze Zośki nie łapałam, ale zawsze udało jej się ślizgnąć. Przy siedzeniu kilka razy się walnęła, pewnie przy stawaniu jeszcze więcej będzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wszystkie tylko te w newralgicznych miejscach które uznałam za niebezpieczne :) Bo wiesz obojczyk się zrośnie ale 1,5 cm niżej i byłoby po oku u młodego. Fakt też taki, że nawet jak się w tą osłonkę stukną to też boli często jest siniak (ale nie ma rozcieńcia) Ale jak miałam jedno dziecko to też nie miałam dopiero przy trzecim. Ogólnie u nas czasem jest armagedon więc pewne rzeczy kupiłam mimo że nie kupiłabym ich kiedy A. był jedynakiem

    OdpowiedzUsuń
  18. bernadetta bolek3 kwietnia 2014 08:06

    Takie śmiganie pod stołem w tą i z powrotem mój Janek uwielbiał. W szafkach dolnych trzymamy to czym może mały sie pobawić tzn wyjąć i nie zrobić sobie krzywdy. Pojemniki wielorazowe, garnki, miski nietłukące itp.
    Co do kojca to wiem nie miałam ale jak będę teraz miała miejsce to pewnie kupię, czasemdzieci trzeba na chwilkę same zostawić, wolę wiedzieć że jest bezpieczne. To co zmieniliśmy przy Antku a przy Janku nie było barierka do kuchni. Żeby dziecko samo wie weszło pod naszą nieobecność. Jedną tragedię mieliśmy choć wydawało się że mamy wszystko pod kontrolą (myliłam się dzieci są bardziej pomysłowe od nas) więcej nie chcę. 14 miesięczny Jan otworzył sobie szafkę (bo widział że coś schowałam na blacie) i stanął nogami w szafce kuchennej na półce i sięgnął dopiero co zalaną kawę, która była jak uważałam w bezpiecznym miejscu. 3 tygodnie w szpitalu, 5 razy pod narkozą leczenie nadal trwa, blizny zostaną do końca życia. Nie muszę chyba pisać że jedna głupia barkierka do kuchni mogła wszystkiemu zapobiec.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zdecydowanie dać żyć, ale hm, w praktyce bywa z tym różnie :) Mój mąż twierdzi, że przy Lilce wyluzowałam, na więcej Jej pozwalam itd. Czy to prawda? Pewnie tak, bo nie mam czasu, żeby cały czas Ją pilnować :D A tak serio-dziecko musi też sobie czasem nabić siniaka, żeby odkryć coś, czego lepiej na drugi raz nie robić :)
    A mi dziewczyny nigdy nie pozwalały się zrelaksować, zawsze muszę być gdzieś na widoku, najlepiej na (dosłownie) wyciągnięcie ręki :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Alka wystarczyć "glebnąć" na kocyk i się chłopak chętnie zajmuje samym sobą - jak na przykład teraz. Oczywiście do szczęścia potrzebna jest mu Hula Kula... A matka może w tym czasie komentarz zostawić na blogach fajnych mam ;)


    Wkurza mnie tylko fakt, że pradziadek młodego tej jego chwili "samotności" uszanować nie potrafi i zaraz do niego podchodzi i gada... No cóż, nic z tym nie pocznę.

    OdpowiedzUsuń
  21. U nas niestety kuchnia otwarta, nie ma opcji, trzeba bardzo kontrolować gorące rzeczy. Jak widać po przykładzie - pomysłowość dzieci nie zna granic... Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej u Małego :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja też raczej muszę być w pobliżu, ale staram się jej nie wpychać... Pierwsze siniaki za nami :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Niedługo będziecie u siebie i będzie po Twojemu :D Zosi wystarczył kocyk i ktoś niedaleko :) ale teraz już jej się nie podoba, że odpisuję :D

    OdpowiedzUsuń
  24. U nas bardzo podobnie jak u was, nawet dzieci w podobnym wieku, moja córcia za 5 dni kończy 9 miesięcy, mała cały czas na podłodze, mata była wybawieniem i bujaczek :) Teraz potrafi sama się zabawić,, czołga sie w każde miejsce, siada gdzie chce i zaczyna się podnosić, też nie mamy żadnych zabezpieczeń, choć na jedno gniazdko trzeba kupic bo kusi małą, szuflady otwiera i nie zamierzam jej zakazywać, niech poznaje świat :) Zadowolona jesteś z pchacza? Jakiejś firmy macie? Zamierzam kupić małej na zająca :)
    pozdrawiam, stała czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja dorzucam swoje trzy grosze popierające justynę.
    Jest też tak (tak było u nas :) ), że z kolejnym dzieckiem stajemy się inaczej wyczuleni i moim zdaniem raczej lepiej inaczej.
    W naszym przypadku prób naszych reakcji się zdecydowanie obniżył i uważamy to za dobrą zmianę.
    Imho zdecydowanie warto pozwalać dziecku doświadczać i nie robić tego za niego ;) i nawet jak czasem zaboli.

    OdpowiedzUsuń
  26. No i bardzo ważne, żeby rodzice mówili również tutaj jednym głosem - bo mogą zdarzyć się głupie pretensje i obwiniania - takie coś też widziałam :O

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja dopiero w ciazy jestem ale juz mysle co trzeba bedzie pozmieniac, zeby bylo bezpiecznie- kontakty, brak niebezpiecznych substancji, przedmiotow w zasiegu, zabezpieczenia na najostrzejsze kąty etc. No i co do podłogi to- jak czesto ją sprzątasz? bo dla mnie to podloga jakaś 'brudna' sie wydaje tzn., zeby maluch chodził i dotykał łapkami,ktore potem wklada do buzi to bym chyba co godzine musiała latać i 'dezynfekowac' hmm..

    OdpowiedzUsuń
  28. Haha w życiu nie pomyślałam, że takiemu maluchowi można kask na główkę założyć:) prawda jest taka przed siniakami nie uchronimy ważne by poważniejszych rzeczy dziecko sobie nie zrobiło:) Moim zdaniem każdy siniak czegoś uczy:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Moja podłoga wydaje Ci się brudna? Bez przesady. Dziecko jest człowiekiem. Nie będziesz go sterylnie chyba chować ;) u nas raz dziennie, raz na dwa dni jest odkurzanie a mycie raz w tygodniu lub częściej, jeśli to potrzebne... (bo np coś się wyleje) Na placu zabaw też dziecko w piasku chodzi... wkłada ręce do buzi, to normalne. Cały świat wkoło jest pełen bakterii. Wszędzie. Odrobina jest potrzebna do normalnego funkcjonowania. Przecież życie dziecko zaczyna u mamy na brzuchu, żeby jego skórę zasiedliły bakterie takie jak Mamy :) Bo to jest normalne. Sterylnie muszą żyć osoby z upośledzonym układem immunologicznym. Zabierając dziecku wszystkie bakterie możesz jego budujący się układ immunologiczny właśnie upośledzić. Pozdrawiam i powodzenia :) (zresztą - jako Mama zmienisz nastawienie. Po którymś z kolei wymiotowaniu czy kupie przestaniesz mieć ochotę na dezynfekcję ;) )

    OdpowiedzUsuń
  30. oj tak... Uczy na pewno. Zośka tak się zraziła przy okręcaniu około 4 miesiąca, że dopiero w 9 postanowiła spróbować znów :D

    OdpowiedzUsuń
  31. ojej! to nie mialo zabrzmiec tak, ze Twoja podloga mi sie wydaje brudna! :) ogolnie mam wrazenie,ze jak sprzatnę -odkurze i umyje podłoge to ona max jeden dzien wytrzyma jako tako ;) ale masz racje, bakterie są wszedzie- mnie rodzice wychowywali megasterylnie i przez to chorowałam do swojej nastoletniości, niby obiecuję sobie, ze wlasnemu dziecku tego nie zrobie, ale jak widac 'zapędy' mam.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. U nas nie ma przesadnej czystości bo nie ma na to czasu, poza tym na górze budowa, wiec sterylnie się nie da :D Ja w szpitalu się zapytałam, czy do przemywania oczka używać sterylnych gazików/kompresów. Położna się skrzywiła i zapytała, czy sterylnie będę dziecko chować :) i na tym się skończyło :D

    Lepiej nie przesadzać. U nas żaden kant nie osłonięty. Chemikalia w szafce za drzwiami. W razie czego mamy kojec, żeby mała nie mogła doczłapać w jakieś złe miejsce, gdyby mnie nie było w pobliżu.


    Na pewno się dobrze ułoży :) we wszystkim trzeba zachować umiar i tyle :D Hamuj zapędy :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Kontakty zdecydowanie popieram, bo wiem, jak można się pokopać, i że nawet mały prąd może zabić. Stąd zaślepki w naszych kontaktach :)

    My mamy pchacz w spadku, jak pojechałam kupić używane łóżeczko, to Pani mnie zapytała, czy się nie obrażę jak mi podaruję :D Można z niego zrobić też motorek to firma smiki http://tnij.org/pchacz1 lub http://tnij.org/pchacz2. Jak widzisz ceny są różne, ale to używane. Ma kilka guziczków ciekawych, no i potem jeszcze nam posłuży. jeszcze Zosia nie korzysta z niego w pełni, ale lubimy zabawki na wyrost :)


    Bardzo się cieszę, stała Czytelniczko i zachęcam do komentowania :) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)