Wszystko o Chrzcie Świętym Zosi. Co, gdzie, jak i kiedy?

Chrzest Święty - bardzo ważne wydarzenie w życiu Maleństwa
Chrzest Święty Zosi odbył się w naszym Kościele Parafialnym dokładnie w dniu ukończenia przez nią 3 miesięcy. W sobotę 14 września o 19 na Mszy Świętej.


Kiedy jest najlepszy czas na Chrzest Święty?


To indywidualna sprawa. Zgodnie z tradycją katolicką chrzci się małe niemowlęta. My chcieliśmy, żeby jeszcze było ciepło, ponieważ dla mnie bardzo dużą wagę ma komfort dziecka. Wrzesień wydał nam się idealny. Nie ma już letnich upałów, a nie trzeba ubierać na siebie ogromnej ilości ubrań.



Goście


Postawiliśmy na standard. Dziadkowie, nasze rodzeństwo i ich rodziny. Wyszło z nami 12 osób, 3 dzieci i Zosia.


Chrzest wieczorem


Niestety w naszej parafii w pierwszej połowie września nie było przewidzianego terminu chrzecielnego niedzielnego, czyli przedpołudniowego. Jest to uzależnione od wolnych intencji mszalnych. Nasz Ksiądz Proboszcz stara się nie udzielać Chrztu podczas Mszy Świętej za zmarłego. Została więc tylko sobota.

Nie chcieliśmy za bardzo naginać planu dnia Zosi, ani przenocować wszystkich gości, bo nie mieliśmy nawet gdzie ich wszystkich położyć. Postanowiliśmy więc przyjęcie zorganizować przed uroczystością w Kościele i była to naprawdę słuszna koncepcja. Tym bardziej biorąc pod uwagę tą trójkę dzieci w wieku 2, 3 i 4 lata.


Przyjęcie w domu czy w restauracji? Robimy sami, czy zamawiamy?


Pytań było dużo. Bo jak w domu? To gdzie, przy czym posadzimy gości. Jak w restauracji, to ile to będzie kosztować... Niestety. Jesteśmy rodziną budującą, zawsze znajdziemy ważniejsze wydatki ;-)

Znaleźliśmy kilka ofert. Myśleliśmy o restauracji, ale wiecie co? Poczułam się oszukana. W danej restauracji. Obiad z okazji pogrzebu w restauracji w Środzie Wielkopolskiej kosztuje 25zł, a z okazji Chrztu dwa razy więcej. I gdzie tu sprawiedliwość, co? Które kotlety są smaczniejsze? Te za 25 czy te za 50? Stwierdziłam, że nie będę się nad tym zastanawiać. Razem z Menżem postanowiliśmy zrobić domówkę ;-)

No to pozostała jeszcze opcja cateringu, ale długo jej nie roztrząsaliśmy. Koszty są praktycznie jak w restauracji, a i tak zostajemy sami z całym bałaganem, trzeba wszystko podać itp.


A my jak zwykle inaczej


No to zdecydowaliśmy się robić obiad sami. Ale nie... No jakby mógł to być normalny obiad? Kto by latał z tymi rosołkami i innymi specjałami?

Postawiliśmy na lasagne. To jedno z dań, które następnego dnia smakują lepiej. Postanowiliśmy zrobić ją w 3 różnych opcjach smakowych
- Z mięsem i pomidorami
- Z mięsem i szpinakiem
- Z mięsem i pieczarkami

Do tego ciasto było sponsorowane przez Babcie. Jedna Babcia przygotowała sernik i cappuccino, druga opłaciła Zośkowy tort (który zamówiliśmy u Znajomej Sąsiadów).

Prawda, że piękny tort śmietankowy z truskawkami, malinami i jagodami?


Jedzenie było zorganizowanie, ale jak mamy posadzić 15 osób na kanapie i 4 krzesłach?


Jak usadzić gości?


I do tego przy jednym stole, i to takim niezbyt dużym?

Choć wnuki najchętniej siedzieli na dziadkach :D


Kochani moi. Wyobraźcie sobie, że pomógł nam Ksiądz Proboszcz. Kto nie pyta, nie dostanie. A my zapytaliśmy. Na początku myśleliśmy o ławeczkach z kościoła. Okazało się, że przy kościele, jest sala, taka aula, gdzie odbywają się zebrania. Dostaliśmy zgodę na pożyczenie krzesełek i stolików (takich szkolnych) w ilości dowolnej). I super :-D ale...


Nie mam takiej zastawy


Sztućce mam, dostaliśmy na ślub, piękny komplet. Ale co z talerzami, talerzykami? No... Uzbieram dla każdego, ale każdy 'z innej parafii'. Początkowo myśleliśmy o kupnie jakiś 3 kompletów, ale z pomocą przyszła sąsiadka - sama zaproponowała pożyczkę swojej zastawy. Byliśmy uratowani. Dostaliśmy od niej również baaardzo długi biały obrus - pozostałość uroczystościach komunijnych jej dzieci :-)


Sukienka


No, tutaj nie było innej opcji jak taka ręcznie robiona. Nasz bliski znajomy ma Mamę, dla której druty i szydełko to najlepsi przyjaciele. Sukienka była więc zrobiona na zamówienie i na wymiar (na podstawie bodziaka). Każdemu polecam naszą 'dziergaczkę' - chętnie podeślę namiary :-D

Zośka znudzona towarzystwem



Przygotowania przed uroczystością


Ostatecznie przygotowania trwały dwa dni. Od czwartku po południu zaczęliśmy sprzątanie, żeby wszystko było na świeżo. Właściwie, kiedy oboje byliśmy w domu, zajęło to pół dnia. W piątek zajęliśmy się szykowaniem jedzenia. Każdy farsz po kolej, sos beszamelowy hurtowo i na koniec układanie i pieczenie wszystkiego. W czasie pieczenia rozstawialiśmy już stoliki, odświeżaliśmy zastawę.

W samą sobotę od rana pojechałam do fryzjera i do kwiaciarni po drobne dekoracje. Potem szybkie prasowanie, ustawianie, przygotowane lasagne wrzucone do piekarnika i mogliśmy już czekać na gości, którzy zaproszeni byli na 15. Jak to zwykle bywa były poślizgi w jedną i drugą stronę.


Przyjęcie


Goście zostali przyjęci standardowo - obiadem, choć nie takim standardowym ;-) potem kawka, ciasto, torcik... Po dłuższej chwili zabaw, zdjęć i innych atrakcji udaliśmy się na spokojnie do Kościoła.

Wykończona Zośka odsypia podczas Mszy Św.



Chrzest Święty


Połowę Mszy Zosia przespała. Taka była wymęczona ludźmi, hałasami i atrakcjami. Obudziła się jednak w odpowiednim czasie, bez stęknięcia przyjęła Sakrament i chętnie pozowała do zdjęć.

No i znów bym pospała :)



Uff... Już po wszystkim


Po wszystkim pomyśleliśmy - nigdy więcej ;-) jak to zwykle bywa, teraz zmieniliśmy zdanie i roczek też będzie w domu...

Po Mszy, uciekliśmy do domu, odprawiliśmy wieczorne rytuały, kąpiel i do spania :-)


Czego brakowało?


Dobrej pogody. Było deszczowo, więc dzieciaczkom się w domu nudziło, a wiadomo, że jeśli wyjść nie można, to tym bardziej się nudzi i każdy maluch marudzi.


Pomimo typowo już jesiennej pogody, udało się :)


Miejmy nadzieję, że na roczku pogoda będzie świetna i uda nam się imprezę zrobić całkowicie w plenerze :-D

Macie jakieś doświadczenia z organizowaniem domowych imprez? Podzielcie się nimi :)

Udostępnij to:

Komentarze

22 komentarze :

  1. Domowe imprezy? Dla mnie koszmar :) I choć po chrzcinach Elizy, właśnie w domu, powiedziałam, że NIGDY więcej impreza tej rangi nie odbędzie się w naszym domu, z racji sytuacji finansowej musiałam ta odszczekać przy chrzcinach Lili. I ja naprawdę lubię domówki, lubię gotować i piec... Tyle, że na Elizy chrzcinach było ponad 20osób, Ona 4miesięczna, nie wiem jak przeżyłam ten dzień :) I tak jak u Elizy był full wypas na stole, tak u Lilki zdecydowałam się tylko na ciacho, sałatki i przekąski na zimno. Nie miałam zamiaru znowu latać między kuchnią a pokojem. A że chrzciny Lilii były o 16, to każdy już był po obiedzie więc luzik :) Za rok przed nami komunia Elizy, także zobaczy gdzie, co i jak :)
    Tort Zosia miała piękny, sukienusię również!
    No ta pogoda, nigdy nie wiadomo co nam zafunduje.
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  2. Alina Dobrawa24 marca 2014 23:20

    Jaki piękny tort :)
    Ja do chrztu miałam średnie podejście.
    Załatwienie i zorganizowanie wszystkiego kosztowało mnie wiele stresu, o wiele za dużo.
    Przez to też wszystko odbyło się później niż chciałam, bo dopiero 29 grudnia.


    A sukienka Zosi robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też głównie "idzie nam" o kasę, bo jednak w domu te kilka osób więcej to tak nie boli jak w lokalu... Dlatego, że obawiałam się latania z jedzeniem postawiłam na proste, szybkie i właściwie nawet tanie danie... Jeśli chodzi o komunię w domu, to proponuję catering, albo kucharkę i z tego co się orientuję warto zamawiać rok wcześniej :)
    Mamy nadzieję, że na urodziny pogoda podpasuje. Tym razem myślę o pożyczeniu wioskowych stołów i ławek od Sołtysowej ;)
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej... Dlaczego aż tak? My w sumie miesiąc przed ogarnialiśmy Księdza i jak zwykle u nas - poleciało lawinowo ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Alina Dobrawa25 marca 2014 00:07

    Nie mamy ślubu i mój brat, czyli ojciec chrzestny nie chodzi do kościoła.
    Księża twierdzili, że skoro my żyjemy w grzechu to chrzestni muszą być praktykującymi katolikami.
    Prosiliśmy księdza w Szamotułach potem w Chojnie. Ten drugi się zgodził od razu, ale musiał mieć pozwolenie tego z Szamotuł, albo Obrzycka. Oczywiście było NIE.
    Długo jeszcze to wszystko trwało i w końcu zakończyło się tak, że decyzje podjął ten w Szam. i zgodził się.
    Historia długa jak książka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W Szamotułach, jak był poprzedni proboszczproblemu nie robil... szkoda, ze was to tyle zachodu kosztowalo.. moja siostra z podobnego powodu musiala byc chrzczona w otorowie, bo chrzestna miala byc zakonnica,, a rodzice bez slubu...

    OdpowiedzUsuń
  7. Alina Dobrawa25 marca 2014 00:28

    Też słyszałam, że ten poprzedni był inny.
    Byłam zła, ale z drugiej strony starałam się ich zrozumieć. Mają z góry narzucone te karteczki ze zgodą i inne wynalazki.
    Ja i Michał też nie chodzimy do kościoła, więc nie mogłam liczyć, że nagle mi każdy ksiądz pójdzie na rękę.
    Co by nie było wszystko się dobrze skończyło :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super to zorganizowaliście. U nas chrzciny to była masakra. Julka darła koparę całą mszę. Bała się księdza. Umęczyliśmy się strasznie. Miała 6 miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mama Calineczki25 marca 2014 11:50

    Super organizacja. ;)
    My Calineczki nie chrzciliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj podziwiam..ja chyba za leniwa jestem na przygotowania domowej impry..u nas chrzciny byly w knajpie .... Obgolocili nas z kasy ale spokoj byl...i pokoik dali dla mlodego..i przestrzen..i obsluga fachowa a ja moglam spedzic czas z goscmi...ale roczek niestety bedzie w domu wiec juz sie zastanawiam co zaserwowac..

    OdpowiedzUsuń
  11. No, Zośka mniejsza była, i ona się właściwie nikogo nie boi, jak ma Mamę obok siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. A jak poradziliście sobie przy roczku?

    OdpowiedzUsuń
  13. No jednak będziesz przygotowywać... ;) My na roczek zrobimy (mam nadzieję) ogrodówkę na słodko - owocowo - letnio :D U nas było spoko, nie trzeba było za niczym latać, bo sami swoi, Zosia miała pokój swój, ale i tak wolała z towarzystwem...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ślicznie ubrałaś Zosię :) i oczywiście gratuluję pomysłu na lasagne (jak mogłabym nie poprzeć jednego z moich ulubionych włoskich dań ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta nasza, to wybitnie spolszczona, ale trzeba się dopasować do smaków :)

    OdpowiedzUsuń
  16. W kuchni najważniejsza jest kreatywność, więc spoko :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Super pomysł! Lubię takie imprezki na świeżym powietrzu, przy grillu. Także zamawiamy dla Was pogodę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. bernadetta bolek23 sierpnia 2014 07:56

    My Antkowi w domu zrobiliśmy chrzciny na ponad 30 osób. Ciocia ma restaurację więc ze stołami i krzesłami problemu nie było. Janek miał w restauracji i teraz też się zdecydujemy na restaurację. Czekamy tylko jak się zgramy z moim tatą który pracuje za granicą i pewnie w boże narodzenie dopiero będą chrzciny.

    OdpowiedzUsuń
  19. bernadetta bolek23 sierpnia 2014 07:58

    A i u nas jest msza o 10 lub 12 i dopiero do domu idzie się z gośćmi, standardowo rosołek i ziemniaczki z mięskiem a potem sałatki, ciasta,wędliny i jeszcze jedno ciepłe danie, gości w domu mieliśmy do 23 :) (na szczęście nie wszystkich)

    OdpowiedzUsuń
  20. ja też myślę, że restauracja będzie najlepsza

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)