Co dziecko zmieniło w moim życiu? Miłość, którą poznawałam stopniowo.

Pierwszy zarejestrowany uśmiech Zośki - 3 dzień życia
Moje dziecko, macierzyństwo... To się bardzo łączy. Sprowokowana pytaniem Pasjomatki postanowiłam nieco bardziej rozwinąć temat zmian, jakie nastąpiły we mnie od kiedy Zosia jest z nami...

Oczywiście, jak w każdym domu zmieniły się priorytety i ta osoba najważniejsza się zmieniła, bo wcześniej jej nie było :D No, zmieniły się może trochę pory spania, i to, że nasz sen jest przerywany... Ale to wiedzieliśmy, na to byliśmy przygotowani.



A co Zosia zmieniła we mnie?


Tak jak odpowiedziałam Pasjomatce - nabrałam pokory.


Co to dla mnie oznacza? 


Nie... Nie zaczęłam słuchać wszystkich, nie przestałam mieć swojego zdania, ani nawet nie przestałam go eksponować :P Jednak dlatego, że Zosia jest moją iskierką, moim całym światem, kocham Ją miłością szczerą, bezinteresowną i bezgraniczną, zmieniło się nieco moje nastawienie. Już nie ja jestem najważniejsza, to ona jest najważniejsza. Teraz to, co robię, ma na celu zapewnienie jej godnego życia. Może straciłam trochę polotu, czy raczej moje szaleństwo zmieniło płaszczyznę działania :)


Czy warto?


Ja się cieszę, nie zrobiłabym nic wbrew sobie. Zmiana ta nastąpiła we mnie samoistnie, i bardzo się z niej cieszę. Moja pokora objawia się szczególnie w momentach trudnych, przy piątej pobudce w nocy, albo przy pobudce o 4 nad ranem. Moja pokora objawia się, kiedy Dziecko marudzi kilka godzin, kiedy po raz 59 jednego dnia przywali głową w ścianę i ryczy, pomimo ciągłego przesadzania, kiedy zaczyna się wycie jak tylko odejdę na pół kroku. Zawsze wracam, zawsze oddycham uspokajająco, zawsze staram się być Dobrą Mamą. Pomimo tego, że od samego początku byłam Zośce oddana, to (jak pisałam w poście okołoporodowym) nie tryskałam burzą miłości.


Nasza miłość


Może jestem dziwna, może inna, może za mało matkowa? Nie było tak, że po dostaniu Zosi na brzuch po porodzie trysnęła ze mnie miłość, że rozkoszowałam się jej widokiem... Nie! Było tak sobie, cieszyłam się, że już nie boli. Patrzyłam jak wygląda. Nie myślałam, że jest piękna, była taka sobie :P Choć teraz uważam, że piękniejszego dziecka nie widziałam :) Nie było wzruszenia, była kupa - na całej mnie, bo Zośka od razu się posrała... :)


Moja Ukochana


Teraz nie wyobrażam sobie życia bez niej, gdy hormony odparowywały, właściwie już po pierwszych dniach, ja zauważałam u siebie niesamowite pokłady miłości, zrozumienia i siły do tego, żeby czynić życie mojego dziecka wspaniałym. Z każdym uśmiechem coraz bardziej pokochuję moją Córunię, każdy okrzyk radości powoduje w moim serduchu przyjemne "gilanie", przypominam sobie często jak to serce "gilała" od środka i wzruszam się okropnie...

I niech ktoś spróbuje nas rozdzielić - wara!


Kocham moją Zosię i teraz jest mi głupio, że nie czułam tego na początku. Może jestem inna, może gorsza? Mam nadzieję, że nigdy tej miłości nie zabraknie, nigdy nie zabraknie mi sił, by ją kochać! <3 Ale jak tu nie kochać tego uśmiechu?


Udostępnij to:

Komentarze

9 komentarze :

  1. Agnieszka - Mama Lenki1 marca 2014 22:56

    Dzięki Lence też się zmieniła, a przede wszystkim podejście do życia :)
    też bardzo mocno kocham swoją kruszynkę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zośka się posrała- ło matko! A ja się zaraz posika po przeczytaniu tego właśnie fragmentu :)
    Dziewczyny wywróciły moje życie do góry nogami, mimo, że każda z Nich była planowana i wyczekana. Bywało i bywa różnie, ale nic lepszego nie mogło mi się zdarzyć w życiu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Budująca Mama1 marca 2014 23:25

    No wyobraź sobie, kładą dziecko, brzydkie, brudne, patrzysz się w te małe oczka, patrzysz jak robi bąbla ze śliny i nagle czujesz, że cała jesteś w kupie... Obsrała system - i tyle :P


    Zośka tez była planowana i wyczekana(pomimo bezproblemowej ciąży), i choć czasem mam dość, to też uważam ją za największy (na razie) skarb :D

    OdpowiedzUsuń
  4. W pierwszej chwili pomyślałam: "Hola, Budująca Mama, a gdzie Budująca Kobieta, że Zosia jest najważniejsza, a nie tak samo ważna?" Jak moi czytelnicy wiedzą - wyznaję zasadę, że synek, mąż, rodzice, rodzeństwo (po prostu cała rodzina) są dla mnie tak samo ważni. I tak samo ważni jak ja. (Oczywiście wiadomo, że dziecko wymaga więcej uwagi, ale to wynika z dużej niesamodzielności.)
    Ale potem przyszło takie - "Hej, Pasjomatka, skoro właśnie to Budującej odpowiada, to czemu nie?"


    PS. Ależ się Zosieńka zmieniła przez te 8 miesięcy. ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Budująca Mama2 marca 2014 10:35

    Nam to odpowiada. nie zrezyggnowalam z siebie :) nie zrezygnowalam z menza :) oboje tez wiemy, ze mloda kiedys odejdzie, a my zostaniemy, wiec pielegnujemy i siebie nawzajem :-) jednak z razji niemotnosci jest jeszcze na pierwszym miejscu :p no i jest nasza ukochana. a poza tym, ja cale zycie bbylam najsstarsza, najrozsadniejsza i matkowwalamm wszystkim,, wiec teraz mam swoj prywatny obiekt spelnienie ;) oczywiscie z przymruzeniem oka;) ps. ttylko usmiecha sie caly czas :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Matka Wariatka2 marca 2014 13:59

    Dobrze, że hormony poszły i kochasz :)
    A mi się zmieniła chyba tylko organizacja czasu :)
    Bo Szymona kochałam jeszcze za nim się urodził <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Budująca Mama2 marca 2014 16:58

    Ja też kochałam, nie wiem z resztą... Były uczucia, i to na pewno pozytywne, jednak zdziwił mnie ten bezwład emocjonalny od razu po porodzie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Kubiczkowa Matka3 marca 2014 13:24

    Ani nie gorsza ani nic innego! Jesteś wspaniałą mamą. Poród to jak przejście do innego wymiaru. W jednej chwili wszystko się zmienia. Ciężki poród, ból, zmęczenie strach to blokuje pokłady zgromadzonej miłości.


    Moja Zońka też miała takie krótkie włoski. Ciągle na nią patrzyłam i widziałam, że jest piękna, ale dla innych nie była, bo jej włosków długo brakowało. Wkurzałam się strasznie, że wygląda jak chłopiec. Czułam zawód, że nie sprostała oczekiwaniom społeczeństwa. Teraz strasznie się tego wstydzę i mam nadzieję, że nie dlatego, że włoski ma już piękne, że pięknieje cała, przecież nawet gdyby była brzydka to i tak moja. Ciężko być idealną matką. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  9. Budująca Mama3 marca 2014 16:56

    Teraz już wiem... Ale wiem też, że jesteśmy tylko ludźmi, a nawet nadludźmi, bo mamami :) Każdy ma prawo do chwili zwątpienia. Ważne, żeby się otrząsnąć!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)