Zosia u specjalisty - niemowlę u okulisty. Nasza wyprawa do Pani Doktor


Z racji tego, że Tata Zosi ma dość dużą wadę wzroku, która może być dziedziczna, postanowiliśmy sprawdzić Zosi oczka.


Dlaczego postanowiliśmy wybrać się do okulisty?


Pani Doktor nazwała to fachowo - obciążony wywiad.

Tata Zosi ma dużą wadę wzroku powiązaną z astygmatyzmem. Od kiedy trafił na konkretną diagnozę, jego wada się nie pogłębia, a nawet delikatnie cofa. Przez lata jednak trafiał na "lekarzy", dla których jego wada była niezrozumiała, a może technika nie była jeszcze na tyle rozwinięta? W każdym razie chcemy dbać o oczka Naszej córuni, i będę sprawdzać i kontrolować. Lepiej przebadać kilka razy i dowiedzieć się, co jest grane, niż dowiedzieć się tego przy pierwszych próbach czytania.


Okulista dziecięcy w Poznaniu na NFZ


Postanowiliśmy skorzystać z poleconego specjalisty. Po zachwaleniu Pani doktor przez moją znajomą, która ma synka 4 miesiące starszego niż Zosia, zdecydowałam się zapisać Małą do przychodni. Do lekarza okulisty nie jest w Polsce potrzebne skierowanie.

Wybraliśmy się do Centrum Medycznego Świętego Jerzego w Poznaniu na Podolanach. Musiałyśmy wyjechać ponad godzinę przed wizytą, bo to dokładnie druga strona powiatu, ale zdecydowanie było warto. Pomimo tego, że ta konkretna Pani Doktor, do której się wybieraliśmy zachorowała, wizyta nie została przełożona. Nie byłyśmy odesłane z kwitkiem. Przejęła nas inna Pani Doktor, która przejęła pacjentów "na zastępstwo". Tym samym trafiłyśmy do Pani Doktor Małgorzaty Rydlewskiej Fojut



Jak wyglądało badanie okulistyczne niemowlaka?


 
  • Gabinet
Gabinet nie był bardzo sterylny i taki, straszący, był przyjemny, nic mnie nie wystraszyło, nic nie przejęło szczególnie. Pani doktor zaczęła od sprawdzenia reakcji na pokazywane przedmioty.

  • Badanie ogólne
Miała długopis z myszką na końcu, który obracając pokazywała Zosi w różnych częściach pola widzenia. Dużo na środku (pewnie sprawdzała równoległość widzenia - zeza). Następnie próbowała z płytką, na której były lekko zaznaczone kotek, domek i jakiś inny kształt. No, ale Zofia to jeszcze nam nie powiedziała, że tam kotek siedział, za mała jeszcze na takie zabawy :)

  • Zakraplanie oczu
Po tym dostaliśmy od Pani Doktor karteczkę z informacją o dawce i rodzaju kropli do zakroplenia oczu. Przeszłyśmy do takiego "zabiegowego", gdzie wcześniej inne dzieci lamentowanie w niebo głosy, gryzły pluły i kopały. Zosia oczywiście ani nie stękneła... Łezka poleciała, i dalej wyśmiewała się z pielęgniarki :-) Po 15 minutach kontrola - źrenice nie zareagowały wystarczająco, ponowne zakroplenie i kolejne 15 minut oczekiwania na badanie.

  • Badanie końcowe
Z powrotem udałyśmy się do Gabinetu, gdzie odbyła się dalsza część badania. Zośka (pomimo tego, ze po kropelkach zanika tymczasowo ostrość widzenia) była tak radosna i kontaktowa, że nie trzeba było jej do niczego zmuszać. Pani Doktor zajrzała w oczka urządzeniem przypominającym duży aparat fotograficzny (polaroid). Urządzenie to wydawało zachęcające dźwięki, żeby Maluszek był nim zainteresowany. Potem Lekarka ubrała coś na kształt czołówki i jeszcze raz zajrzała Zosi w oczka. Całość trwała nie dłużej niż 10 minut.

  • Rozpoznanie
Następnie Pani Doktor zapisała sobie w elektronicznej kartotece wyniki badań, jednocześnie informując mnie o stanie Zośkowych oczek. Mamy zmiany, ale takie, które mogą być jedynie fizjologiczne i mogą ustąpić do drugich urodzin. Nadwzroczność i astygmatyzm -1,0 na obu oczkach. Kolejna wizyta za rok.

  • Zalecenia
Pani Doktor zaleca się nie martwić, ale kontrolować ze względu na obciążenie genetyczne. Poza tym zapytałam się o okularki przeciwsłoneczne. Zdaniem Lekarki, przy niezbyt intensywnej ekspozycji na bezpośrednie słońce lepiej zainwestować w parasolkę do wózka i czapeczkę z daszkiem. I już dzisiaj takowe zakupiłam (Lumpkowy dzień to był też), ale dopiero na lato :)


Moja opinia o Centrum Medycznym Świętego Jerzego


Szczerze polecam. Obsługa przyjemna, nie było ścisku czy zamieszania pomimo nieoczekiwanej choroby jednego z lekarzy. Cała nasza wizyta trwała niecałe 100 minut :) Czas pomiędzy kolejnymi badaniami czy zakraplaniem spędziłyśmy w poczekalni. W poczekalni były zabawki, książeczki, gazetki i przewijak. Były też krzesła dla rodziców i krzesełka małe dla dzieci. Podłoga oczywiście brudna, chociaż co 5 minut Pani Sprzątająca wycierała ją z co większego brudu. Jednak dresik oczywiście do prania i to gruntownego.


Zosia - mój dzielniak nad dzielniaki :-)


Tak! Będę się chwalić. Zosia podczas całego dnia zachowywała się superancko ;-P W trakcie badań i zakraplań nawet nie pisnęła. Z resztą personel ją zagadywał, co jej się bardzo podobało. Pomimo ponad godzinnej podróży, nie było z nią żadnych problemów. Udało nam się zrobić małe zakupy i spotkać się ze znajomymi. Zosia śniadanko zjadła w poczekalni a drugie śniadanie na świeżym powietrzu w wózku.

Tak prezentowała się dzisiaj - wygodnie i kolorowo :-)



Cieszę się, że mamy to już za sobą, jestem delikatnie uspokojona, chociaż czekam z niecierpliwością na wyniki pewniejsze. Cieszę się też z tego, że trafiłyśmy w takie miejsce. Widać, że pracują tam ludzie, którzy lubią swoją pracę i lubią dzieci. To widać od razu.

Byliście z dziećmi u lekarzy specjalistów? Jakich? Jakie miejsca możecie polecić, a których lepiej unikać?




Udostępnij to:

Komentarze

25 komentarze :

  1. Paulina Utylska25 lutego 2014 22:30

    Kochana ja z moimi dziećmi zwiedzilam chyba wszystkich specjalistów swiata. Moja najstarsza corcia choruje przewlekle na różne choroby między innymi padaczkę wiec jesteśmy stale pod kontrolą neurologów, dermatologów, reumatologów (to w związku z jej innymi schorzeniami) rehabilitantów, a ostatnio wlaśnie po bilansie 6 latka trafiliśmy do okulisty gdzie również rozpoznano astygmatyzm i corcia dostalą okularki. Synek korzysta z poradni alergologicznej i laryngologicznej. Ogólnie rzecz ujmując znam wszystkie spzitale w naszym mieście jak wlasną kieszeń. Ale nic to. Będąc na rożnych oddzialam napatrzylam się na takie nieszcześcia ze tylko się umocnilam w przekonaniu ze takie choroby to zadne choroby! Trzeba brać życie takie jakim jest bo naprawdę moze być gorzej! Mam nadzieję ze Zosieńka z astygmatyzmu calkiem wyrośnie. Z tego co nam mowiono to wada bardzo czesto dziedziczna (ja też mialam) i jeśli się ją wykryje w wieku dzieciecym i będzie pilnowac, korygowac to moze zniknać bez śladu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Budująca Mama25 lutego 2014 22:38

    Życzę więc dużo zdrowia, bo na lekarzy, to zdrowie jest potrzebne często ;) Nie przejmuję się tym bardzo. Jednak byłam bardzo przejęta przed tą wizytą. Kompletnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, i z tego powodu postanowiłam to opisać. :) Z jakiego jesteś miasta? Możesz posłużyć w razie potrzeby znalezienia odpowiedniego specjalisty w Twojej okolicy? Mój mąż też dowiedział się o wadzie wzroku w okolicach rozpoczęcia szkoły. a dopiero na 4 roku studiów został konkretnie zdiagnozowany. On tej pory wada wcale się nie pogłębia, a nawet stopniowo zmniejsza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz będziesz spokojniejsza :)
    Zośka zuch dziewczyna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo szczegółowy, z naprawdę fachowymi radami, my nie potrzebujemy ale jak będzie trzeba wiem na jaki blog zajrzeć:) a Zosia medal dostała?

    OdpowiedzUsuń
  5. Budująca Mama26 lutego 2014 08:04

    Oczywiście. I już nie boję się tego, jak sobie damy radę na następnej wizycie :) i następnej wyprawie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Budująca Mama26 lutego 2014 08:17

    A Zosia dostała kapelusik :) i było spotkanie ze Stasiem, a to chyba najlepsza nagroda. Jestem w szoku, jak ona do innych dzieci się rwie. I gadają razem jak szalone :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Matka Wariatka26 lutego 2014 08:59

    Byliśmy i ze szpitala kazali nam na 3 miesiące pierwszą kontrol a druga na rok nam wypadał :)
    Pytałaś o okulary?

    OdpowiedzUsuń
  8. Budująca Mama26 lutego 2014 09:05

    No to mamy ekspertkę z Krakowa, choć dla nas to baaardzo daleko... :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Budująca Mama26 lutego 2014 09:09

    "zapytałam się o okularki przeciwsłoneczne. Zdaniem Lekarki,
    przy niezbyt intensywnej ekspozycji na bezpośrednie słońce lepiej
    zainwestować w parasolkę do wózka i czapeczkę z daszkiem. I już dzisiaj
    takowe zakupiłam" Tzn czapeczkę zakupiłam. Jak Zosia będzie większa, to pomyślimy o okularach. Na razie odpuszczamy

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo dobrze, że poszłaś - zawsze wychodzę z założenia, że lepiej na zimne dmuchać. :)


    I chwal się chwal, dzieckiem. Wolę czytać peany pochwalne niż marudzenie. ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Oho, muszę się wybrać zatem z Młodym, bo sama mam dużą wadę i astygmatyzm

    OdpowiedzUsuń
  12. Budująca Mama26 lutego 2014 22:17

    :) czasem małe marudzenie jest, ale to chyba po to, żeby z siebie wywalić i dokonać samokopnięcia w dupsko :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Budująca Mama26 lutego 2014 22:19

    No to polecam, w razie czego do tej przychodni można dojechać autobusem bezpośrednio z dworca :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mama Calineczki26 lutego 2014 23:41

    My z Cali byliśmy u wszystkich lekarzy specjalistów dziecięcych jacy tylko są chyba. ;)
    Do okulisty chodzimy co pół roku. W przyszlym tygodniu też idziemy. Zawsze to jest mega placz i trzeba ją trzymać siłą, nie lubię tego bardzo ;(

    OdpowiedzUsuń
  15. Budująca Mama27 lutego 2014 08:10

    Tam dzieci też płakały, choć nie wiem dlaczego. Zosi Pani doktor nic złego nie robiła... Chyba były wystraszone po prostu pielęgniarka. Pani doktor nawet kitla nie miała...

    OdpowiedzUsuń
  16. Kubiczkowa Matka27 lutego 2014 13:55

    Dzielniaczek i w dodatku słodziaczek :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Odrobina marudzenia nie jest zła, każdy ma gorsze chwile. Ja miałam na myśli nieustanne biadolenie które normalnych ludzi męczy, a nienormalnym daje satysfakcję, że ktoś ma źle. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Budująca Mama27 lutego 2014 14:40

    Oj tak, ostatnie dni zalewa nas słodyczą :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Budująca Mama27 lutego 2014 16:12

    a coś w tym jest :D

    OdpowiedzUsuń
  20. My póki co chodzimy tylko do laryngologa. Ostatnio pojechaliśmy prywatnie do Kajetan (pod Warszawą) i byliśmy mega zachwyceni i sprzętem i lekarzem... no i w końcu wiemy co Jej dolega... Teraz tylko czekamy do sierpnia na zabieg.

    Co do Was... Macie rację, skoro może odziedziczyć choróbsko jakieś to lepiej sprawdzać co jakiś czas na wszelki wypadek.

    http://pomieszane-z-poplatanym.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Budująca Mama27 lutego 2014 21:48

    A co małej dolega? Czasem lepiej znaleźć prywatna opcję, jednak ja staram się wykorzystywać państwowe opcje. Na szczęście nic poważnego się nie dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  22. Budująca Mama1 marca 2014 10:32

    no to dobrze, że chociaż diagnoza jest. Do sierpnia już nie daleko, a nawet lepiej, będzie cieplutko i przyjemnie. Powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Państwowo chodziliśmy, 1,5 roku... na wszelakie leki wydaliśmy kupę kasy a poprawy zero... wręcz przeciwnie, bo oprócz ciągłych dolegliwości zatokowo-gardłowo-usznych zaczął pogarszać się słuch. Dostaliśmy w końcu skierowanie do poradni audiologii dziecięcej no i terminy na NFZ odległe o kilka miesięcy a że słuch jak dla mnie jest bardzo ważnym zmysłem, postanowiliśmy jechać prywatnie (na wizytę czekaliśmy 2 tygodnie). Okazało się, że Dusia ma przerośnięty 3 migdał przez który te wszystkie ciągłe choroby a przez ciągłe choroby powstało też wysiękowe obustronne zapalenie ucha środkowego :/. Czeka ją więc zabieg usunięcia migdałka i włożenie drenów do uszek. Tylko, że na to już nas nie stać by prywatnie zrobić więc musimy czekać do sierpnia :/

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja sama mam nadwzroczność i astygmatyzm, ale ja już mając kilka lat zostałam poprawnie zdiagnozowana i dzięki temu jestem okularnikiem z baardzo długim stażem :) Podczas studiów wada stała w miejscu, a od momentu, kiedy miałam więcej pracy z komputerem to i dioptrii przybyło, ale ciąże,zarówno pierwsza jak i druga nie wpłynęły obciążająco na oczy. A co do wady u Marysi, to nam okulistka powiedziała na wizycie kontrolnej( z powodu fototerapii po żółtaczce),że najlepiej małą będzie zdiagnozować pod kątem astygmatyzmu jak skończy już 2 lata, a nawet 3.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)