Walka z zarazkami. Choroba niemowlaka. Choruje cała rodzina.

Zestaw medyczny Zosi
Razem z odwilżą i ładniejszą temperaturą zaczęły się ataki wirusów, z wszystkich możliwych stron. Wiadomo, że spacery, rzecz święta - są codziennie. Z tego zrezygnować nie można. Do tego doszło parę spotkań towarzyskich i rodzinnych, i co...?





Nasze wariackie wirusy



Poprzedni tydzień to istna gonitwa z zarazkami... Jak my je z jednej, to one już gdzie indziej, jak jeden z rodziny wyszedł za prostą, przejmował inny i tak szalało... Najbardziej oczywiście poszkodowana była Zośka, bo jej małe ciałko, osłabione ząbkowaniem jeszcze ani myśli mocno walczyć.


Zosia - historia choróbska


To pierwsza infekcja, ciągnąca się cały tydzień. Zaczęło się w poprzednią niedzielę. 'a psik' - to głównie słyszeliśmy. Wieczorem złapała temperaturę około 39 stopni. Podawałam przeciwgorączkowe, oczyszczałam nosek aspiratorem, psikałam kropelkami - pomogło. O dziwo. W poniedziałek nie było śladu kataru.

Za to pojawiło się rozwolnienie. Nie całkowite i niekontrolowane, ale lekkie i okresowe. Do lekowego spisu dodałam więc dicoflor, ale nie podawałam już przeciwgorączkowych i kropelek do nosa, chociaż śluzówkę stale nawilżałam i oczyszczałam.

Potem oczywiście pałeczkę przejął Menżu. On poszedł na całość - katar, to istna męczarnia, do tego odezwała się astma. Czułam widmo pogrążenia się w choróbsku na dłużej. On jednak wyszedł na prostą w sobotę.

Ale wróćmy do Zosi, bo to nie koniec. Oczywiście, kiedy Tato podłapał, to Zosi się nawróciło. W czwartek do kataru doszedł kaszel. A kaszel, to już nie przelewki, dlatego w piątek wybraliśmy się do pediatry. Niestety - do naszego wybranego lekarza nie było już miejsca, więc wybraliśmy się do innej Pani Doktor, która potraktowała nas po macoszemu, jednak osłuchała mała, i powiedziała, że osłuchowo czysta - ufff...

Od soboty tendencja jest już wzrostowa, idzie ku lepszemu, rozwolnienia nie ma zazwyczaj (choć jeszcze czasem się zdarza), katar da się opanować, Zośka nie chrapie i nie kaszle przez sen. A o kaszel bałam się najbardziej.


Kiedy będzie dobrze?


To pytanie zadaje sobie codziennie... Niby już już pół dnia dobrze, a tu nagle bum, dundle wiszą już od nowa. Choć w sumie lepiej, że wiszą a nie zapychają biednego noska.

Miejmy nadzieję, że to zęby są głównym winowajcą (o czym świadczy brak temperatury), że infekcja nie pójdzie w stronę bakteryjnej, że damy radę bez antybiotyku.

Macie jakieś dobre domowe sposoby na katar u takich maluszków? Czy musimy czekać, aż sam przejdzie (niestety kropli nie można stosować zbyt długo).

Udostępnij to:

Komentarze

21 komentarze :

  1. oh kochana, przechodziliśmy to i przesyłamy tysiąc zdrowych fluidów szczególnie dla Zosi, ale u nas to tak długo trwało - miesiąc katarku, że w końcu myślę - coś jest nie tak poszliśmy prywatnie do laryngologa i diagnoza jakaś bakteria, której nazwy nie potrafię przepisać, skończyło się na wymazie i leku docelowym, który faktycznie pomógł

    OdpowiedzUsuń
  2. Budująca Mama18 lutego 2014 20:50

    Dzięki. Zobaczymy, czy u nas się rozwinie, czy się zaleczy. Bakteria, to już gile były nie-przeźroczyste? Bo to tak chyba jest, że dopóki niebateryjne, to przeźroczyste? Dziękujemy za pozytywy :) na szczęście nie jest marudą wielką i na spacerki chodzimy i pozytywnie, tylko są momenty, że leci jak z kranu

    OdpowiedzUsuń
  3. U Lilki katar trwał kiedyś 3tygodnie i myślałam, że się obie wykończymy przy nim... Lila miała wtedy ponad 10miesięcy, nam pani doktor kazała podawać surfarinol (i nie patrzeć, że jest dla starszych dzieci) a potem krople do oczu na receptę o miejscowym działaniu osuszającym, ale nie pamiętam nazwy. Za to na taki gęsty, ropny i "siedzący" gdzieś u góry katar polecam mocofluid, ale nie wiem od jakiego wieku go zalecają, bo ja pierwszy raz o nim usłyszałam, jak Eliza miała 3lata.
    Na chwilę obecną wszystko robisz ok, wodę marską można długo stosować, dużo spacerujcie jak Zosia nie gorączkuje, bo na dworze obkurcza się śluzówka i łatwiej się oddycha. No i w mieszkaniu- raczej chłodno i często wietrz.
    Zdrówka Dziewczynki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Matka Wariatka18 lutego 2014 21:04

    Zdrowia!
    Maść majerankowa - można używać ładnie spływa. Inhalacje ja wolę bez inhalatora, stary sposób nad miską z gorącą wodą pod ręcznik z maluszkiem i sól fizjologiczna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Budująca Mama18 lutego 2014 22:02

    No, u nas 21 stopni, cały nasz spacerek jest wietrzenie i nawet wilgotność udało się utrzymać koło 50% :) Jak teraz do końca tygodnia nie przejdzie to pójdę w następny poniedziałek. Dzięki za rady doświadczona Ty :) Dobrze przynajmniej, ze mnie nie wzięło

    OdpowiedzUsuń
  6. Budująca Mama18 lutego 2014 22:03

    Maść majerankową czasem posmaruję - ale jest napisane, ze po roku. Ale nie pomyślałam o wspólnych inhalacjach. Jutro zaparzę nam majeranek i się pobawimy w namiot :D

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas króluje woda morska - Gaba miałakatar praktycznie od urodzenia przez kilka miesięcy (potem okazało się, że to alergia) i właściwie tylko woda morska + asporator były w użyciu. Sól fizjologiczna się nie sprawdzała bo za szybko wypływała z noska.

    OdpowiedzUsuń
  8. Matka Wariatka18 lutego 2014 22:16

    Ale to, że napisali od roku nie oznacza, że można od roku. Ogólnie majeranek nawilża, a że u nas w domu sucho i nawilżacz nie nadąża czasem używamy maści majerankowej by nawilżyć śluzówkę i oczyścić drogi oddechowe. NO i inhalujcie się jutro. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas głównie woda morska i grucha do ściągania katarku ;) jak trzeba to krople do nosa...bardzo też pomaga nam maść majerankowa pod nosek i mimo że mały ma 10 miesięcy pediatra zaleca, no i stosujemy też olejek eukaliptusowy który wkraplamy do nawilżacza powietrza i super się oddycha ;) a my obecnie też walczymy z katarkiem, który już nie leci ale czasem słyszę że coś tam jeszcze charczy:/ dużo zdrówka dla Was ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Budująca Mama19 lutego 2014 10:48

    Jednak aspirator - to wynalazek nadludzia :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Budująca Mama19 lutego 2014 10:49

    u nas na szczęście nawilżone. Bardziej staram się uważać, bo Zośka się "swędzi po nochalu" i rozmazuje maść wszędzie i wkłada do buzi, dlatego staram się uważać na to :) ale po drzemce będzie inhalacja i ciekawe co tam wypłynie...

    OdpowiedzUsuń
  12. Budująca Mama19 lutego 2014 10:58

    grucha? no proszę, ja przed porodem się szykowałam, chciałam kupować gruchę i aspirator, ale mi powiedzieli, że grucha niepotrzebna... U nas on jakby się kłębił i sam nie wiedział, czy już chce iść, czy jednak wróci :P

    OdpowiedzUsuń
  13. olkafasollka.blogspot.com19 lutego 2014 12:22

    My z katarem radzimy sobie inhalacją , wietrzeniem w domu i spacerami. Plus oczywiscie frida i sól w spray do noska ale widzę, że jak używam zbyt często to jest gorzej... Zoska ma 4mce

    OdpowiedzUsuń
  14. olkafasollka.blogspot.com19 lutego 2014 12:23

    oo matko myslalam ze to zdjecie dodaje sie do awatara przepraszam za zaśmiecenie tablicy moją osobą! ;/

    OdpowiedzUsuń
  15. Aj tam, aj tam - przecież to miły dla oka widok. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak jesteś przeziębiona, to cycuj Zosieńkę swoimi przeciwciałami, jak ja byłam chora, to pomagało małemu sobie radzić z chorobą, a w zasadzie jej zapobiec. Nic więcej nie poradzę, bo (odpukać) maluch poza lekkim katarkiem nawet przeziębienia nie złapał, choć ja sama byłam poważnie przeziębiona.

    OdpowiedzUsuń
  17. Budująca Mama19 lutego 2014 18:22

    Super pomysły, a jaką masz wodę w sprayu dla takich maluchów? Bo ja się spotkałam tylko w kropelkach, ale szukam jakiegoś sprayowego :) A fotka - przeurocza... :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Budująca Mama19 lutego 2014 18:24

    Ja właśnie nie :P ale cycujemy bardzo dużo, bo Zośka ma mniejszy apetyt na inne jedzonko, więc cycem nadrabia. To pierwsze, o czym pomyślałam. Ale tak myślę, że wyjdzie nam ząb i się skończy to katarsko... u nas to jeszcze na szczęście nie poważna choroba, tylko się ciągnie niestety. Na razie - na lepsze samopoczucie najlepiej pomagają spacery... :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Chory facet jest gorszy niż chore dziecko...

    OdpowiedzUsuń
  20. Budująca Mama20 lutego 2014 12:19

    :D na szczęście jego ogarnęłam szybko. A wiesz, jaki jest chory facet z regularną astmą? Masakra. Na szczęście się posłuchał, wodę morską lał i lał i przeszło :D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)