Torba dla Mamy, Dziecka i Taty - przygotuj przed porodem

Wszędzie się pisze, o tym, co kobieta powinna mieć ze sobą w szpitalu, jak i kiedy pakować słynną szpitalną torbę... Że majtki, skarpetki i ręczniczek trzeba mieć, ale warto też pomyśleć o innych "torbach".

Moja torba do szpitala - torba mamy

Ja niedługo przed porodem kończyłam budowę. Torbę miałam przygotowaną już na miesiąc przed terminem i jeździłam z nią wszędzie - na zakupy, do kina, na budowę... Oczywiście torba leżała w aucie, kiedy wybierałam się piechotą byłam bez niej...

Walizeczka Mamy - nie musi być duża


W torbie miałam wszystko na wszechobecnych internetowych listach, bez szaleństw, na co moim zdaniem trzeba zwrócić uwagę szczególnie?

  • Ręczniki - lepiej kilka mniejszych, najlepiej ciemne. Ja kupiłam na tę okazję bordowe. Dzięki temu nie musiałam martwić się żadnymi drobnymi plamkami. Jeśli decydujecie się na kupno nowych, pamiętajcie wyprać je przedtem kilka razy, wtedy dopiero zyskają chłonność.
  • Woda woda i jeszcze raz woda. U mnie dwie małe butelki wody nie wystarczyły, zostałam w szpitalu na całą pierwszą noc bez picia. Ale za to jak mi poranna zbożówka szpitalna smakowała :-)
  • Wkładki laktacyjne - są bardzo pomocne od pierwszego dnia po porodzie, dzięki nim podrażnione brodawki nie ocierają się o szorstkie materiały, tylko miękką wkładkę ;-)
  • Majtki jednorazowe - nie wyobrażam sobie, że kiedyś ich zabraniano. W moim szpitalu nie było takich zwyczajów i nikt nie musiał chodzić 'na kaczuchę' :-D
  • Szare mydło w płynie i butelka po wodzie! Kochane - ten patent "sprzedała mi" położna ze szkoły rodzenia. Dwa psiki mydła i letnia woda i przepłukujemy po każdym skorzystaniu z toalety ranę po nacięciu. Goi się szybciutko i bezproblemowo :-)

Poza tym, podstawowe kosmetyki, kapcie, koszule swoją miałam, ale nosiłam szpitalną, szlafrok nie był mi potrzebny, bo był upał, więc nie brałam.


Torba dla dziecka do szpitala


Hmmm... Tutaj nie było mi potrzebne nic. Szpital zapewniał ubranka, kosmetyki. Ja karmiłam od początku piersią. Jedyne, co załatwić musiał mąż, to szczepionkę. Nie chcieliśmy szczepić na WZW B szpitalną szczepionką, trzeba było załatwić receptę na Engerixa.


Torba dla Taty


Zapytać by ktoś mógł, po co Tacie torba, więc już wyjaśniam. Nasz Tata nie potrzebował niczego, ale...

Zestaw na wyjście


To on był odpowiedzialny, za nasz powrót ze szpitala. Aby uniknąć wszelkich niedomówień, kłótni, tłumaczeń, co to śpioch, a co kaftanik :-P, ja torbę, a właściwie reklamówkę z rzeczami na wyjście przygotowałam też dla Taty.

W tej torbie znajdowały się:

  • Ubranka dla Zosi w rozmiarze 56, 62 i 68 (jak się potem okazało na Zośkę i tak wszystkie za krótkie :-P) kaftanik + śpioch, bo było lato. Awaryjnie też welurkowy pajac (bo przecież w naszym klimacie wszystko się może zdarzyć)
  • Czapeczka, skarpetki (przydało się bardzo, poniewaź jedyny ciuchem, w który Zocha weszła były śpiocho-spodenki bez stópek, i trzeba było ubrać skarpety)
  • Pieluchy teterowe. Dobrze jest włożyć ich kilka. Nam przydały się jako wyściółka do fotelika i jako osłona przeciwsłoneczna.
  • Ubranie dla mamy. W moim przypadku krótkie spodenki i koszulka. Dobrze, żeby ubranie było miękkie i wygodne, nie bawmy się w konwenanse, typu buty na obcasie czy sexi kiecki ;-)

Jako mama już doświadczona, dołożyłabym do tej torby jeszcze lekki kocyk, który 'zawsze może się przydać'.

Tę paczkę wsadziłam Tacie do fotelika samochodowego, który czekał w Zośkowym łóżeczku. Myślę, że oszczędziłam mu dużo nerwów związanych z tym całym zamieszaniem i koniecznością szukania odpowiednich rzeczy :-)


A Wy? Co się Wam najbardziej przydało w szpitalu, o czym zapomniałyście, co byście zmieniły w swojej szpitalnej torbie?

Udostępnij to:

Komentarze

16 komentarze :

  1. Ja pamiętam do pierwszego porodu walizka wielka + mała torba z ubrankami dla synka, do drugiego porodu torba dość spora ale zmieściłam siebie i dziecko i było jeszcze miejsce do 3 porodu mała torba podróżna :) W sumie wyszłam po niecałej dobie do domu więc i tak nie wykorzystałam wszystkich rzeczy

    OdpowiedzUsuń
  2. nakladki na cycki. Uratowały mi zycie. :) rzeczy dla Młodego też miałam spakowane i wyszykowane :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Budująca Mama4 lutego 2014 22:58

    U mnie malutka walizeczka i wszystko było w użyciu. No... brakowało tylko tej wody... :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Budująca Mama5 lutego 2014 09:31

    no to muszę zajrzeć :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślałam, że już czytałaś :P :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam miałam wszystko ze sobą i dla siebie, i dla malucha, poza jednym - papierem toaletowym. To znaczy zabrałam ze sobą, ale nie przypuszczałam, że trzy rolki to za mało. ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Budująca Mama7 lutego 2014 21:56

    O ja... ja miałam jedną i nawet nie użyłam... ale nie było szpitalnego w ogóle?

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem na trochę ponad miesiąc przed porodem, więc chyba muszę zacząć poważnie myśleć o pakowaniu torby szpitalnej ;) Tylko, że najgorsze, że jeszcze nie zdecydowałam do jakiego szpitala ma mnie mąż zawieść.. Werka, a Ty rodziłaś w Poznaniu?

    OdpowiedzUsuń
  9. Budująca Mama11 lutego 2014 17:28

    Miesiąc przed, to już warto się spakować - ja odetchnęłam z ulgą, jak już torba była gotowa :D Rodziłam w Poznaniu, polecam http://budujacamama.blogspot.com/2014/02/porod-po-krotce-i-szpital-gpsk-czyli.html i http://budujacamama.blogspot.com/2014/01/rodzina-po-porodzie.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja wszystko mialam ze soba:) wiec tatus musial pamietac tylko o foteliku;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Budująca Mama13 lutego 2014 21:49

    U mnie w szpitalu nie było by miejsca ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję, że skierowałaś mnie do tego wpisu :) Na pewno wiele z niego wyniosę a najbardziej to co piszesz o podmywaniu po toalecie - na ten temat nigdy nikt nie pisał. Ja również zamierzam przygotować wszystko tatusiowi, żeby nie musiał biegać i szukać rzeczy po pokoju - mam nadzieję, że zdążę zrobić to odpowiednio wcześnie bo różne się przypadki zdarzają :)

    OdpowiedzUsuń
  13. To było bardzo wygodne. Ja mieszałam mydełko z wodą od razu w buteleczce i już nie płukałam, a po porodzie proponuję wietrzyć wietrzyć i wietrzyć. Myślę, że dzięki temu udało mi się w ciągu 2-3 tygodni zapomnieć o problemie, choć połóg do 6 tygodni trwał.



    Lepiej być przygotowanym wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Super, dzięki wielkie - takich uwag nie dał mi do tej pory nikt :) Widzę same plusy blogownia

    OdpowiedzUsuń
  15. Pisałam u siebie ostatnio o mojej trwajacej jeszcze przygodzie z cyckami i karmieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja się ich bałam, bo słyszałam, że po nich jeszcze gorzej jest... i obyło się bez, ale wielu tatusiów po nie biegało :D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)