Poród po krótce i Szpital GPSK, czyli Polna w Poznaniu - historia prawdziwa

W Poznaniu jest kilka szpitali przyjmujących porody. Na moje nieszczęście, wszystkie znajdują się po 'nie mojej' stronie miasta, dlatego też wszystkie miały równe szanse, jeśli chodzi o wybór tego, w którym chcę rodzić.


Szkoła rodzenia


Wybraliśmy darmową szkołę rodzenia, nie 'przypisaną' do żadnego ze szpitali, gdzie położna prowadząca częściowo informowała nas o zwyczajach panujących w różnych szpitalach.


Internetowe rankingi szpitali. Fora


No i właśnie w rankingach, większość szpitali wypadała podobnie. Opinie? O każdym szpitalu różne. Bo to jest tak. Jak ktoś rodził bezproblemowo, to wszędzie będzie dobrze, jak będzie jakaś komplikacja, to wszędzie będzie źle, ale nie o tym...


Jak więc wybrałam szpital?


Do szpitala 'wysłał mnie' lekarz prowadzący, który wiele lat tam urzędował (teraz przeniósł się poza Poznań). Ponieważ mała była solidnie zaplątana pępowiną, poradził wybrać położną, która w razie czego zainterweniuje szybko. A ten szpital jest typowo ginekologiczno - położniczy GPSK - Poznań Polna, najbezpieczniejszy dla Mamy i Dziecka. O położnych pisałam już w poście Położna - ważna dla kobiety.


Zaczyna się poród


Pierwsze skurcze miałam o 6 rano. Nieregularne, ale dość częste. Od 7 do 20 minut. Brałam kąpiel, skakałam na piłce i oglądałam seriale na ipli :-D i tak do 13, kiedy mąż wrócił z pracy (prosiłam, żeby zwolnił się wcześniej, bo już czułam, że do 15 nie wytrzymam). Oczywiście po drodze wysłałam go na zakupy :-)

Po 13 zrobiłam obiad, zjedliśmy, kąpiel. O 15 skurcze były już co 5 minut, regularne, więc spakowaliśmy się do auta. Tak tak, piątek po południu, rok szkolny, akademicki trwa, a my mamy do przejechania 40 km w tym 20 przez zakorkowany Poznań...

Nie było najgorzej. Trasę obcykaliśmy już wcześniej. Po niecałej godzinie byliśmy na miejscu, w szpitalu.


Moje obserwacje


Rzeczywiście, ten szpital to istna produkcja :-) dzięki temu każdy wie co ma robić, ale... Niestety się nie wyrabiają czasem. Ale kiedy już są "w ciągu", to wszystko leci jak w maszynce. Przebieranie, czy mycie po porodzie szło tak szybko, że nawet nie zdążyłam zauważyć...



Poród w szpitalu


Kiedy pojawiłam się w szpitalu (około 16), miałam zrobione szybkie badanie na izbie przyjęć, 4 cm rozwarcia. Wysłali mnie na porodówkę.

Tam rozpoczął się wywiad podczas KTG, który bardzo mnie irytował, ponieważ bardzo skrupulatnie sama wypełniałam kartę ciąży, miałam przy sobie całą 'historię ciąży', a musiałam z każdym pytaniem zwracać uwagę, że to jest napisane w karcie ciąży... Tragedia...

Po skończonej papierologii, dostałam przydział na salę, pamiętam - nr 7. Wchodzę, a tam... Masakra... Nie zdążyli posprzątać po poprzednim porodzie. Położna zrobiła szybki zwrot, i wymyśliła przechadzkę na USG przez caaały długi korytarz.

Pamiętajcie, moje skurcze trwają od 6 rano, i od ponad godziny są już co 3 minuty... A męża wpuszczą dopiero na salę porodową. Wiedziałam, że go potrzebuję, chciałam się na nim oprzeć przy każdym skurczu...

USG mi nie zrobili, nie byłam w stanie wyleżeć na kozetce na płasko, pani doktor, postanowiła znów wywędrować na tą samą salę, która nadal nie była sprzątnięta, położna zbadała mnie na krześle, 6cm i nagle zaczęli szybciej sprzątać, poprosiłam o możliwość skorzystania z prysznica. Uff... Udało się, byłam już z mężem i czułam się bezpieczna. Nareszcie...

Po 17 wyszłam już na czystą salę, zamierzałam aktywnie uczestniczyć w porodzie... A tu? Zosia się nie obróciła, trzeba leżeć na boku... I tak leżałam, prawie dwie godziny, na boku złapały mnie skurcze parte i o 19:22. Zosieńka była już na świecie. Poród był chyba krótki, w trakcie byłam kłębkiem bólu, emocji, bezradności? Wszystko działo się samo, nie potrafiłam zapanować nad niczym... Ponoć podniosłam mojego męża (a jest co podnosić) :-P

Teraz to wszystko mgliste wspomnienie. To prawda, że po miesiącu nie pamięta się już bólu, a wspomnienia są rozmazane. To prawda, że można ten ból wytrzymać, ale moim zdaniem najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa. Nie wyobrażam sobie rodzić bez położnej, która cały czas była przy mnie.


Po porodzie... To już inna bajka, liczy się co innego... Rodzina po porodzie.


Zosia dzień po porodzie



Studentki - wszechobecne w szpitalu - na szczęście!


Moim zdaniem - bardzo ważne dziewczyny, im się chce, one chodzą i kilka razy pytają, czy wszystko w porządku. Bardzo się cieszę, że były. Była jedna przy porodzie, która cały czas przytrzymywała KTG, była taka na sali poporodowej, która pomagała w przystawianiu do piersi... Te dziewczyny, to przyszłość naszych szpitali, naszych porodów :-) jest się z czego cieszyć.


Jakie miałyście wrażenia po porodzie? Opisałyście swoje porody? Wrzućcie linki, swoje historie :-) pewnie niejedna kobietka myśli o kolejnym dziecku, każdy poród jest inny, więc warto mieć parę przykładów :-)

Udostępnij to:

Komentarze

21 komentarze :

  1. Opis porodów wciąż przede mną ;) Lilę rodziłam też w takim obleganym szpitalu- koszmar i nigdy więcej :) Na szczęście miałam przy sobie naszą Panią Dorotkę, tyle, że Ona była z nami jeszcze 8godzin po porodzie, a potem... Potem już nie było tak kolorowo. Studentki? U nas Ich nie było, a szkoda jak czytam po Twoich wrażeniach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja kuzynka miała praktyki w tym szpitalu jako położna. Więc była jedną z tych studentek :D

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie znajdziesz ten opis nawet w 3 częściach ;) Było w porządku, choć w pewnym momencie bardzo ciężko i groźnie.. Ale ogólnie poród wspominać będę dość pozytywnie.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Budująca Mama7 lutego 2014 10:40

    No to był tylko taki mój skrót, bardziej chodziło mi o szpital. Kiedyś, może w rocznicę sobie to przypomnę tak po kolei... Mam zdjęcia sprzed wyjazdu do szpitala... ale te są moje i dużo wspomnień przynoszą. Co do studentek, naprawdę dziewczyny ważne i kochane :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Budująca Mama7 lutego 2014 10:41

    No i bardzo dobrze! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Budująca Mama7 lutego 2014 21:55

    Super, że tak dokładnie to opisałaś, to jeszcze przede mną taki dokładny opis :-) Mam jeszcze karteczkę, na której zapisywałam skurcze :-)



    Mieszkam obecnie w powiecie poznańskim, ale przy węźle Poznań Wschód (autostradowym). Ty masz wpisane Szamotuły i kiedyś pisałam pod jakimś Twoim postem ze zdjęciem zimowym, że pochodzę z Szamotuł :-)


    A dzisiaj w Poznaniu była Akademia Rodzice Malucha, mogłyśmy się spotkać, bo nasze dziewczyny niemal równolatki :-D

    OdpowiedzUsuń
  7. Alina Dobrawa9 lutego 2014 21:42

    No tak teraz sobie przypominam :)
    Zupełnie zapomniałam :)


    W ogóle nie wiedziałam o tej ARM... a szkoda, bo na pewno chętnie bym przyjechała.


    Pozdrawiam cieplutko :**

    OdpowiedzUsuń
  8. Budująca Mama9 lutego 2014 22:24

    Ponoć następna podobna impreza ma być już na wiosnę, wtedy napiszę od razu na blogu, żeby było widać :) a tutaj trochę o tej imprezie http://budujacamama.blogspot.com/2014/02/poraczkujemy.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Napisz koniecznie!
    Chętnie wpadniemy z Lili :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja opowieść:
    http://alinadobrawa.blogspot.com/2013/06/a-wiec-jak-to-byo.html



    Nie wiedziałam, że jesteś z Poznania :):)
    Ja zdecydowałam się na Klinikę św. Rodziny i jeśli będę jeszcze rodzić to tylko tam! Jednym z powodów wyboru też był mój lekarz prowadzący, który jest powiązany z tą placówką. Jakoś tak inaczej się tam przebywało kiedy wiedziałam, że informują go co i jak. Położne jak w bajce :) Miłe i chętne, by pomóc!
    Co do studentek myślę podobnie. Świetne dziewczyny, które często przychodziły i pytały, czy w czymś pomóc, itp.


    Pozdrawiam i całuję :***

    OdpowiedzUsuń
  11. super, muszę zajrzeć, warto czytać takie wspomnienia, tym bardziej, jak się planuje powtórkę :D u mnie temat myślę nie został wyczerpany... Kiedyś wejdę na głębsze pokłady i opiszę wszystko dokładniej :) Pozdrwaiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Agnieszka G.22 maja 2014 17:15

    Ja żałuję, że nie wybrałam Polnej... Bo w Świętej Rodzinie, jako iż nie miałam wybranej ich położnej, oraz nie dałam nikomu w łapencję, to mnie traktowały jak piąte koło u wozu -.- Nie polecam jak coś.

    OdpowiedzUsuń
  13. Znajoma też w Świętej Rodzinie była niezadowolona, która rodziła naturalnie, a taka po cesarce była zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  14. Agnieszka G.22 maja 2014 19:00

    A ja po cesarce, co prawda cesarka z zaskoczenia była, ale wiesz rozumiesz :)

    OdpowiedzUsuń
  15. no czaję... Ja za położną płaciłam i się cieszę, przynajmniej byłam pewna, że wszystko skończy się dobrze, choć impreza nie tania...

    OdpowiedzUsuń
  16. Ano podejrzewam...

    OdpowiedzUsuń
  17. Kreska Anna Maria Czyżak31 października 2014 03:08

    Przed porodem nasłuchałam/naoglądałam/naczytałam się historii porodowych chyba z tysiące.. żadna nie napisała że wcale nie jest tak źle każdy pisał że ból jest tragiczny a tymczasem mój poród mnie zaskoczył, bo szczerze bolało po prostu jak w bolesny okres :) Tylko teraz nie wiem czy to zasługa warunków w szpitalu, Pani położnej czy mojego faceta. Pewnie wszystko złożone w całość dało taki efekt. A może po prostu przygotowałam się na ten ból :) W każdym razie mój poród był fajny i miły :) Tysiąc razy lepszy niż tachanie brzucha przez 9 miesięcy i wieczny strach i obawy i ograniczenia w poruszaniu normalnym i funkcjonowaniu :P !

    OdpowiedzUsuń
  18. :) U nas jak widzisz było normalnie. Choć przez chwilę miałam ochotę uciec :D Najlepiej wspominałam poród dopiero ze 2 miesiące po :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wow fajnie. Ja rodziłam w salve w Łodzi - http://www.salve.pl . Bardzo profesjonalnie, aż byłam zaskoczona bo nie była do końca przekonana co do prywatnej placówki. Gratuluje udanego rozwiązania :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam czytać opisy porodów, zawsze robię to z rozrzewnieniem :)

    Ja rzecz jasna tez swoje opisałam, bo z czasem wiele szczegółów się nie pamięta, choć te najważniejsze momenty zostaną w pamięci na zawsze :)

    Jeśli znajdziesz chwilkę, to zapraszam:

    Ostatni poród - http://odczuciaiuczucia.blogspot.com/2013/03/rodzimy-tak-to-byo-06022013-w-csk-mswia.html

    poprzedni poród: http://odczuciaiuczucia.blogspot.com/2014/01/23-stycznia-405.html

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. U mnie już opis drugiego się pojawia :) powoli, w jednym się nie zmieszczę :) A szczegóły - pamiętam te, które trzeba <3

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)