Rodzina po porodzie

Czas po porodzie - trudny? ciężki? ważny? które określenie najbardziej pasuje?

Urodziłam Zosię 14 czerwca, w piątek o 19:22 w szpitalu GPSK na Polnej w Poznaniu. Był ze mną mąż. Poród odbył się bez komplikacji, od razu po nim mieliśmy więc czas dla siebie. Miałam dziecko na brzuchu i byliśmy ze sobą... Myślę, że to jest czas, kiedy rodzice powoli zakochują się w dziecku, a i odrobinę zmienia się ich miłość między sobą. W końcu partnerowi zawdzięczamy to, że mamy kolejną osóbkę do kochania...




Pierwsze chwile na sali porodowej. Ulga.


Głównym uczuciem towarzyszącym mi po porodzie była ulga. Że to już, że to koniec, że teraz już wszystko zależy od nas. Nie czułam przytłoczenia, ale też nie byłam tryskającym wulkanem radości. Ulga, to wszystko.
Nasz mała Kruszynka dzień po porodzie



Z perspektywy czasu cieszę się, że wszystko akurat tak się poukładało... Pomimo stresu w trakcie jazdy do szpitala - 30 km, z czego 15 przez Poznań w korkach w piątkowe popołudnie w roku szkolnym - uważam, że dobry czas sobie Zosieńka na urodziny wybrała :-) na salę na oddziale trafiłyśmy około 23, nie było odwiedzających, ani innych hałasów, mogłyśmy (na szczęście obie) się wyspać i zregenerować po porodzie. W sobotę Tatuś nie musiał kombinować wolnego, był u nas od razu po rozpoczęciu godzin odwiedzin... Ha! Tak mi się udało pozytywnie przeżyć ten pierwszy czas, że nawet w niedzielę pozwoliłam na odwiedziny w szpitalu mojej rodzince i teściom. Dzięki temu od razu po wyjściu ze szpitala nie musiałam nikogo przyjmować w domu.


Wyjście ze szpitala


W poniedziałek rano dostałyśmy informację o wypisie. Bardzo się cieszyłam, bo szpital nie jest miejscem, gdzie można się z macierzyństwa naprawdę cieszyć... Nie obawiałam się przyjścia do domu. Łóżeczko dla Zosi stało przygotowane już od tygodnia, fotelik samochodowy, razem z ubrankami na wyjście przygotowałam też przed porodem. Nareszcie! Jedziemy do domku! Naszego domku z naszą Córunią!


O wszystkim trzeba pomyśleć


Ha ha... Ubranka przygotowane. Jakie? Kaftaniki i śpiochy, cieńsze, grubsze, rozmiar 50 i 56, nawet jakieś 68. Ale nasza Zosia okazała się długonogim wielkoludem i nic na nią nie pasowało :-) na szczęście przypadkiem znalazły się tam spodenki bez stópek i tak Zosia przyjechała do domku. Nie mieliśmy w samochodzie klimy, upał był straszny, dlatego skrupulatnie obmyśliliśmy trasę przejazdu, żeby jak najkrócej zajęła podróż w takiej metalowej puszce. Zosia nie marudziła. My byliśmy spokojni i ona też.

Pierwsze spanko Zosi we własnym lóżeczku



Pierwsze dni w domu


Jak pisałam w poście o karmieniu, Mała na początku była śpioszkiem. Lubiła sobie dobrze pospać, dzięki czemu i jak mogłam odpocząć. Z perspektywy czasu żałuję, że nie oszczędzałam się bardziej, ale wiadomo. Mąż pomimo wolnego, musiał parę rzeczy pozałatwiać, więc go nie było, a ja jako przykładna żona, obiadki musiałam ugotować :-D dlaczego żałuję? Bo już nigdy takiej szansy mieć nie będę... Przy kolejnym dziecku, będę miała w domu starszaka do oporządzenia ;-)

Miałam jednak wielką pomoc od strony Męża. Razem postanowiliśmy nie zgadzać się na częste odwiedziny i podporządkowywać je do naszego planu. To ważne, żeby być w tych pierwszych dniach razem, choćby, żeby podać wodę, kiedy Dziecko od godziny wisi na cycku, a Ty po cięciu masz kłopot ze wstaniem. Mężuś pozałatwiał też wszystkie urzędy i inne formalności.


Znów stanowczość, a może to bardziej zdrowy rozsądek?


Kochane Mamy! Pamiętajcie, że to wszystko dzieje się raz, nie można tego powtórzyć (przynajmniej nie z tym samym dzieckiem), dlatego celebrujcie pierwsze chwile z maluszkiem, nie latajcie po domu z mopem, niech partner się tym zajmie. Jeśli macie sposobność przeżyć ten trudny, bo wyjątkowy czas, kiedy wszystko jest nowe, sami, to nie zapraszajcie tabunów gości, nie pozwalajcie Babciom na przyjeżdżanie i wyręczanie Was. Same dacie sobie radę, a takie wyjątkowe chwile cementują rodzinę jak nic innego.

My tak wybraliśmy i nie żałujemy decyzji. :-) a jak było u Was? Korzystałyście z pomocy dobrych dusz, czy próbowałyście lepiej lub gorzej dać radę w ścisłym gronie? Miałyście problem z nachalnymi odwiedzinami, czy stanowczo określiłyście zasady?

Udostępnij to:

Komentarze

4 komentarze :

  1. Czyli nasza historia przywołuje trochę uśmiechu?

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam czytać takie historie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi wiele radości dało opisanie tej historii, kiedy zajrzałam do tej szufladki w pamięci :)

      Usuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)