Położna - ważna dla kobiety

Zapewne z powodu książki Położna, wiele się ostatnio mówi o ich roli. Mówi się, że często nikt ich nie docenia... Otóż ja doceniam, choć nie wszystkie są godne polecenia. Nie wszystkie też, pomimo ciągłej pracy, próbują zmieniać poglądy czy się dokształcać. Jednak wydaje mi się, że jest to jeden z tych zawodów, gdzie łatwo znaleźć przykłady 'z powołaniem'.




Położna - pielęgniarka wyjątkowa


Może będę zlinczowana, jednak wydaje mi się, że pielęgniarki często 'przez przypadek' wybrały taką drogę. (oczywiście w dzisiejszych czasach coraz rzadziej. Teraz nie wystarczy szybka szkoła pomaturalna, żeby zostać pielęgniarką, tylko nie takie łatwe studia)

Co innego położne, one musiały dobrze wiedzieć, co będą robić, są nakierunkowane od początku, dlatego większość z nich powołanymi można nazwać.


Położna


Mało kto wie, ale kobieta od około połowy ciąży ma prawo do darmowej opieki położnej, w ramach normalnego ubezpieczenia zdrowotnego. Tak, jak 'należy' się jej lekarz, tak samo 'należy' się jej położna. W wielu przypadkach, na pewno wystarczyłaby sama położna. Szczególnie, kiedy wizyta lekarska ogranicza sie do sprawdzenia wyników morfologii...


Położna na czas ciąży


Chciałam uczestniczyć w szkole rodzenia. Nie chciałam jednak za to płacić. W większości średnich miejscowości (Szamotuły, Swarzędz, Środa Wlkp.) są bezpłatne szkoły rodzenia. W Poznaniu jest jedna. Przynajmniej na moment rozpoczynania przeze mnie zajęć na początku 2013 roku tylko jedna była. Alma Matter na ulicy Szczepanowskiego.

Zosia - 38 tydzień


W naszej szkole rodzenia wymóg był jeden - trzeba było podpisać deklarację wyboru położnej, i tej deklaracji nie zmieniać do dnia porodu - warunek bezpłatności zajęć. Nie mnie oceniać, czy było to zgodne z prawem i NFZ-em. Ja byłam zadowolona, że mogłam uczestniczyć w zajęciach z mężem i zajęcia odbywały się po południu. To bardzo ważne, bo nie wyobrażam sobie męża przez kilka tygodni biorącego urlop na szkołę rodzenia. Dla mnie zajęcia te były prowadzone rzetelnie, wszyscy mieli prawo do pytań i każdy coś z nich wyniósł. Ja - głównie spokój :-). Nawet Mąż - sceptycznie nastawiony do szkół rodzenia, już po pierwszym spotkaniu uznał te zajęcia za treściwe, sensowne i obfitujące w wiedzę, której nie miał czasu w ferworze walki z budową nabyć. Nasza położna prowadząca - Marta z pełnym zaangażowaniem odpowiadała na wszystkie, nawet te najbardziej podstawowe pytania. Poza tym szkoła oferowała dodatkowo zajęcia fizyczne - gimnastykę dla kobiet w ciąży. Bardzo mi się to podobało. Tak bardzo, że byłam w stanie jeździć przez całe miasto komunikacją miejską, żeby trochę się pogimnastykować. Nie wiem dlaczego, w domu miałam z tym problem, w grupie przychodziło to łatwiej :-) i pomimo śniegów i mrozu pokonywałam godzinną podróż z przesiadkami, żeby tam dotrzeć.


Położna przy porodzie


Ja swoją położną wybrałam. Postanowiłam wybrać położną, zapłacić jej i być jej pewną, pewną, że będzie. (oczywiście jak to zwykle u nas bywa, ta umówiona akurat tego dnia nie mogła, ale mój kochany Pan Doktor na szybko polecił inną, i myślę, że jak zwykle los zadecydował za mnie i postawił przede mną dobrego człowieka) Niestety mamy takie realia, że jedna położna w normalnej sytuacji obskakuje kilka porodów. Mój poród w szpitalu trwał 2,5godziny i był bardzo intensywny. Położna raz wyszła do łazienki, a ja się bałam dużo bardziej, kiedy jej nie było przy mnie. Nie wyobrażam sobie rodzić bez niej. Pomimo tego, że mąż był przy mnie, dla niego też to była nowość, on nie wiedziałby co robić. Położna natomiast poradzi sobie z normalnym zdrowym porodem do końca, a jeśli coś poszłoby źle, to szybko wezwie lekarza.
I to właśnie lekarz zaproponował mi położną na poród, ponieważ jego zdaniem to ważna osoba.
Moja położna podczas porodu próbowała mi pomagać jak mogła, niestety musiałam leżeć na boku, więc dużo zrobić nie mogła, ale cały czas kontrolowała stan dziecka i często przywoływała mnie do porządku :-P.

Dzięki niej, czułam się bezpiecznie, i gdybym miała jeszcze raz wybierać, wybrałabym właśnie tak samo. Warto.


Położna środowiskowa


Tutaj nie mieliśmy dużego wyboru. W naszej gminie działają 2 ośrodki zdrowia, i dwie położne. Każda ma swój rejon. Nie dojeżdżają położne z Poznania. Na szczęście trafiłam dobrze. Nie była zła. Ba! Nawet była sympatyczna. Przyjechała do nas 6 razy, za pierwszym razem pokazała kąpiel, potem dokładnie oglądała Małą i mnie.Chętnie odpowiadała na wszystkie pytania, nigdy się nie spieszyła, miała czas i ochotę przyjeżdżać. Co prawda chciała mnie namówić na przepajanie dziecka wodą z glukozą, pomimo braku konieczności takiego zabiegu, ale wydaje mi się, że wynikało to ze "starej szkoły" karmienia na godzinę. O karmieniu piszę więcej w Mojej historii karmienia.


Niedoceniane


Myślę, że coraz więcej się mówi o kobietach trudzących się położnictwem, i dobrze! Te kobiety muszą mieć dużo siły i są naprawdę oazami spokoju. Przy następnej ciąży chciałabym trafić na same dobre położne :)

A jakie Wy macie doświadczenia?



Udostępnij to:

Komentarze

13 komentarze :

  1. :) jestem Mamą 7-miesięcznej Córusi i muszę powiedzieć,że położna "odwala"całą robotę... tzn.za nas nie urodzi,ale co ona się tam namęczy,to trzeba chylić czoła :) ja nie płaciłam za tę "usługę" i nawet się boję myśleć,co by było,gdyby Jej nie było(w sumie to ich,bo się załapałam na zmianę zmiany hehe). Bałam się potwornie, w końcu to pierwsze Dzieciątko. A gdy moja zbawicielka oddaliła się na moment gdziekolwiek,to bałam się jeszcze potworniej. I nawoływałam,żeby przypadkiem nie odstępowała mnie na krok;) był ze mną partner, też mi bardzo pomagał,ale to na prawdę nie to samo. Może miałam szczęście,że trafiłam akurat tam,akurat wtedy(Boże Ciało hihi,które tak na marginesie wypadło w ubiegłym roku w maju!) Życzę Wam,przyszłym Mamusiom,lekkich porodów i położnych z prawdziwego zdarzenia :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też lekarz pojawił się na ostatnie 5 minut. Niestety u nas położna jedna na kilka sal, bo szpital, to fabryka dzieci, dlatego się zabezpieczyłam i pomimo dużego kosztu i tego, że jestem zwolenniczką darmowej opieki medycznej (oprócz dentysty) - nie żałuję :D

      Usuń
  2. Nie nie chodziłam do szkoły rodzenia, ale także wybrałam sobie i opłaciłam położną. Poleciło mi ją kilka osób, zadzwoniłam, spotkałam się z nią i od pierwszej sekundy wiedziałam, że to właśnie ONA. Niesamowita kobieta, która wiele rzeczy wytłumaczyła mi jeszcze przed porodem a w trakcie była bardzo pomocna, nie zostawiła mnie samej sobie, podpowiadała mojemu partnerowi jak może mi pomóc (lub bardziej jak ma mi nie przeszkadzać), błyskawicznie zareagowała gdy podczas porodu pojawiło się ryzyko zamartwicy dziecka i po konsultacji z lekarzem wysłała mnie na stół operacyjny. Po porodzie przychodziła, podpowiadała jak karmić, przewijać i kąpać dziecko i wspierała dobrym słowem.

    O tym, że ciężarnej "należy" się położna dowiedziałam się już po ciąży. Prowadziłam ciążę u lekarza w prywatnej klinice gdzie faktycznie czasami miałam okazję spotkać się z różnymi położnymi (np. podczas cotygodniowego ktg). Jedne były miłe, inne niezbyt.
    Dostałam egzemplarz recenzyjny książki "Położna", ale dopiero zaczęłam czytać. Jestem bardzo ciekawa co napisała najsłynniejsza położna w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My od lekarza wiedzieliśmy o dość skomplikowanym ułożeniu pępowiny i właśnie lekarz powiedział nam, że położna taka a taka - bo musi narobić rabanu i w razie czego szybko zareagować. Jak wyglądało to tuż przed porodem - nie wiem, bo wszystko szło tak szybko, że nie zdążyli zrobić USG. Podczas porodu musiałam leżeć na boku, co było bardzo nieprzyjemne, ale dałam radę. Myślę, że również dzięki jej wsparciu wszystko poszło szybko i bez komplikacji.
      Czekamy na recenzje :)

      Usuń
  3. W pierwszej ciąży nie do końca zdawałam sobie sprawę z roli położnej. Tym bardziej nei zastanawiałam się nad nią, kiedy okazało się, że czeka mnie planowana cesarka... I rzeczywiście, te na sali pooperacyjnej były znośne, choć szczególnie moją obecnością tam, zupełnie się nie przejmowały. Dopiero mąż poszedł do Nich, czy mogłyby pomóc przystawić małą do piersi-leżąc na wznak to trochę trudno to ogarnąć, zwłaszcza przy pierwszym dziecku. Za to kiedy mnie przewieźli na normalną salę, to był po prostu koszmar, tym bardziej, że przez żółtaczkę Elizy leżałyśmy tam 11dni. Były nieprzyjemne, mało pomocne... Brak słów.
    W drugiej ciąży wiedziałam, że nie chce być tak potraktowana, Znalazłam prywatną położną. Okazała się nie tylko wspaniałą położną ale i cudownym człowiekiem. Dzięki Niej karmię piersią do tej pory, choć początki były tragiczne, poznałam wspaniałą pediatrę, która leczy moje Dziewczyny bez antybiotyków... Same plusy :)
    Wiem, że nie można uogólniać, bo i w tym zawodzie są na pewno panie z powołania-ja na nie nie trafiłam w pierwszej ciąży...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego przy pierwszym dziecku wolałam sobie pomóc natrafić na tą odpowiednią :) tym bardziej w dużym szpitalu, gdzie się nikogo nie zna, trzeba wziąć los w swoje ręce :)
      A pierwszą córeczkę udało się karmić? Takie maleństwo, to rzeczywiście ciężko dostawić do piersi na brzuszku...

      Usuń
  4. Mnie nikt położnej nie proponował, ale coś od początku wiedziałam, ze to cc będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podeszłam do porodu, jak do zadania do wykonania, obawiałam się tylko możliwych komplikacji. Mój lekarz powiedział, że "zawsze można trafić na debila" i "trzeba robić gnój". CC? Nagła czy zaplanowana?

      Usuń
  5. B. Mam to szczęście,że moja mama jest z zawodu położną. Niedawno urodziłam synka i wsparcie jednej z najbliższych mi osób było dla mnie bezcenne plus oczywiście fachowa opieka.Co do Twojego posta- słyszę jak moja mama grzmi: Położna to nie pielęgniarka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) bardzo Ci zazdroszczę takiej wspaniałej współrodzącej :) Wiem, że położna nie pielęgniarka, ale pielęgnuję kobietę podczas porodu, oraz po nim. Ten zawód powinien mieć zdecydowanie wyższą rangę w społeczeństwie

      Usuń
  6. Coraz więcej osób mówi mi, że nie wyobraża rodzić sobie bez swojej opłaconej położnej.. A ja? Ja cały czas myślę, że dam radę, że wystarczy mi mąż i ta położna, która akurat będzie na miejscu. Może i podejmuję złą decyzję.. A może jak jeszcze trochę się naczytam i nasłucham to zmienię zdanie? Czy opłacona swoja położna to naprawdę konieczność?

    OdpowiedzUsuń
  7. Budująca Mama11 lutego 2014 20:49

    Tutaj bardziej chodzi o to, że np na Polnej jedna położna jest na chyba 2, czy 3 sale porodowe. Nie może być więc z Tobą stale. Mój poród w szpitalu nie trwał długo, na sali byłam 2,5 godziny, ale intensywnie. Mąż wspierał mnie byciem, ale musiałam leżeć, bo Mała się nie przekręciła. Gdybym leżała, i jej by nie było, to pewnie bym uciekła... Było u nas jeszcze ryzyko nagłej cesarki, dlatego chciałam mieć kogoś z personelu po swojej stronie. Za to przyoszczędziłam na wózku - kupiłam używany i wyszłam na zero :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Budująca Mama11 lutego 2014 21:56

    Jak chcesz coś wiedzieć dokładniej - pisz :) Jak masz ochotę pobawić się z Zochą - wpadaj na szkołę :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)