Podsumowanie naszego szczęśliwego 2013 roku cz.2 - Wiosna

Przetrwaliście jakoś zimę? Przyszedł czas na "wiosenne porządki" w domku jest już posadzka, trzeba szybciutko wszystko poukładać. za 6 tygodni musimy być gotowi na przywitanie Zosi.
 

Część druga: Wiosna




5. Maj


W maju zajmowaliśmy się wszystkim, na prawdę wszystkim. I tak. Pierwszego maja, w Święto Pracy,  mój mąż pracował ;-) na zewnątrz (posadzka kończyła się wygrzewać, a ziemia nadawała się już do kopania, bo w kwietniu przy awaryjnym kopaniu była jeszcze zamarznięta), przygotował odprowadzenie wody deszczowej.

Pierwszomajowe wykopy

Ja natomiast prace zewnętrzne głównie obserwowałam



W międzyczasie ja po trochu szlifowałam posadzkę, a mąż ostatecznie zabezpieczył gruntując ją i zajął się malowaniem sufitów (mi nie pozwolił).

"Kupka" - pozostałość po zamiataniu posadzki
A tutaj my z Zosią - tym razem w nieroboczym stroju ;-)




Potem przyszedł czas na folię w płynie w łazience i okolice zlewowe w kuchni, a ja zajęłam się malowaniem ścian. (oczywiście bez wchodzenia na drabinę, wszystko z ziemi z użyciem drążka teleskopowego ;-) i mężowej pomocy - np. Przy oklejaniu taśmą malarską sufitów) Miały miejsce też pierwsze razy z płytkami...

Często wykorzystywałam "ryczkę" - to jedna z moich budowlanych przyjaciółek

Piotruś po swoim pierwszym płytkowaniu

Malowanie to błahostka - można przy tym dyskutować przez telefon

Czasem łapała nas głupawka

Łazienka z płytkowaniu
I łazienka po płytkowaniu





No i moje (po instruktarzu od brata) pierwsze razy z panelami.

Synek rozpoczął panelowanie

A my z Zośką w środku skończyłyśmy

Miło było się położyć na panelach

A tu moje stanowisko do odpoczynku i nadzorowania inwestycji



Zostało jeszcze zamontować meble kuchenne i wszystkie elementy armatury jak wanna, umywalka i byliśmy gotowi do przeprowadzki.

Salon po malowaniu

Kominek po malowaniu

A to Mama z Zosią w gabinecie (4 tygodnie do rozwiązania)

Poziom musi być :-D - sprawdzenie wytrzymałości stelaża do wanny



6. Czerwiec


Na czerwiec zostały te rzeczy, których nie widać na co dzień, a które zajmują dużo czasu. Listwy, silikony, zaworki itp. W końcu pakowanie się i przewożenie maneli na swoje, nie było czasu na zdjęcia. Od 10 czerwca byliśmy u siebie. Stopniowo rozpakowywaliśmy się i czyściliśmy po budowie dom. Myłam okna i zastanawiałam się, czy ja w ogóle urodzę... Oczywiście jeszcze przed porodem przetestowałam wannę, i kiedy poród się zaczął, to dużo czasu w niej spędziłam ;-) Zosia urodziła się zgodnie z terminem. 14 czerwca o godzinie 19:22. Ważyła 3630g i miała 58cm, taka wielka dziewczyna :-)
 

I tak minęła nasza wiosna i zakończyła się pięknymi plonami :-) od tego czasu w naszym życiu ciągle jest małe iskrzące się słoneczko :-) Na ten czas przystopowaliśmy trochę z pracami budowlanymi, i cieszyliśmy się sobą... Zapraszam do dalszego czytania, jak było u nas latem.

Udostępnij to:

Komentarze

6 komentarze :

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękujemy i zaraz zaczynamy górę :)

      Usuń
  2. Oj! Było tak było! Czołg nie kobieta!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Justyna Krzysztof29 czerwca 2014 12:36

    jeśli chodzi o wykończeniówkę to też lubię pomagać memu mężowi :) nikt mi wtedy nie powie, że nic nie zrobiłam przy remoncie.
    a tak w ogóle to długo budowaliście domek?

    OdpowiedzUsuń
  4. Wylaliśmy fundament 20 sierpnia, dom stanął skończony 15 października. Wykańczaliśmy (wełna w środku, suche tynki, posadzki i wszystko w środku) do 8 czerwca :D - tak tak, dokładnie znamy daty, bo Zosia urodziła się 14 czerwca :D



    A ja sama kładłam panele i malowałam, wiec trochę mnie było w tej wykończeniówce ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)