Komu oddać 1% swojego podatku? Nasza kandydatka Gabriela Budniaczyńska!

To chyba logiczne, że każdy odda. Bo dlaczego nie oddać, kiedy to nas prywatnie NIC nie kosztuje. Nie musimy wykładać na to dodatkowych pieniążków, chodzić po urzędach, wysyłać przelewu...

Jedyne, co musimy zrobić to na swoim rozliczeniu rocznym wstawić haczyk i wpisać nr KRS celu, który wybieramy.


Jakie są możliwości?


Możliwości jest wiele, możemy pomóc konkretnej osobie, organizacji. Możemy wybrać też konkretny ośrodek, czy placówkę, której nasz 1% ma być przekazany.

Wybór jest ogromny, a to, na co się zdecydujemy zależy jedynie od nas.


Ja już wybrałam - oddaję swój 1% dla Gabi - córeczki koleżanki (jedna z pary bliźniąt). Ślicznej, mądrej dziewczynki z wielkimi perspektywami i realną szansą na wyzdrowienie. Nakręca mnie jeszcze bardziej to, że Gabryśka wg pierwszych badań nie miała szans się ruszać, a teraz (dzięki rehabilitacji) zaczyna wstawać :-D


DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ O GABRYSI  

 

Pisze do Was Aga - Mama Gabi. Najpogodniejsza dusza jaką znam :)



Ciąża


Zaczynając od początku to sama ciąża była dla nas ogromnym zaskoczeniem, bo ja cały czas brałam tabletki antykoncepcyjne... Jak widać, nie mają 100% skuteczności... Że będą bliźniaki to dowiedziałam się w 15 tygodniu. Do 23 tygodnia ciąży miałam robione co 3 tygodnie badania, a dzieci rozwijały się prawidłowo - książkowa ciąża.

W 26 tygodniu pojechałam na rutynowe badania i wtedy wszystko wyszło... Pierwsza diagnoza była taka ze rozszczep kręgosłupa, wodogłowie, podejrzenie zespołu downa... Generalnie lekarz dał mi do zrozumienia, że będzie to roślinka i zasugerował usunięcie jednego dziecka. My się na to nie zgodziliśmy, nie przyjmowaliśmy po prostu takiej opcji do wiadomości. 
Co prawda myśli były różne... Ja zaczynałam studia, nie miałam pracy, M. pracę miał, ale nie zarabia kroci... Początkowo zadecydowaliśmy, że jeśli nie będziemy mogli sobie poradzić, to pomyślimy o adopcji.



Dziewczynki urodziły się 13 czerwca...


Julia ok,a Gabryśki w ogóle mi nie pokazali. Poza tym że na sali operacyjnej był tłok (bo to cesarka), full studentów, którzy oglądali mnie wzdłuż i wrzesz i zajrzeli w każdą dziurę, nie pamiętam nic...

Jak już emocje opadły, pozwolili M. zobaczyć dziewczynki, zrobił im zdjęcia. Ja Gabrysi nawet nie widziałam, bo po 2 godzinach przewieźli ją do innego szpitala na operację, jednak wspólnie zadecydowaliśmy, że zostaje z nami i że zrobimy wszystko, żeby żyło jej się jak najlepiej.

W szpitalu, pomoc dla matki fatalna, ja miałam przez kilka dni depresję, bo po pierwsze jej nie widziałam, po drugie szpital nie udzielił mi żadnej informacji co się z nią dzieje, a po trzecie ta choroba... To wszystko nie było łatwe do udźwignięcia...

Choroba Gabrieli


Nie miałam pojęcia, że jest kilka rodzai wodogłowia. W przypadku małej powiedzieli, że będzie zastawka i że będzie ok... Zastawka przyjęła się za pierwszym razem, ale chyba drenaż był źle zrobiony i musieli jeszcze raz ciąć brzuszek... Cale szczęście teraz już jest ok i tą sprawę mamy już za sobą.

Po 2 tygodniach jak już się oswoiłam z tym że są DZIECI, że to nie są wcale tylko spacery i karmienia pojechaliśmy z Gabi do ortopedy. Miała zakładane gipsy i tak co dwa tygodnie, rozszczepowi towarzysza stopy końsko szpotawe i celem tych gipsów było naprostowanie tego.



Praktycznie od samego początku wizyty u lekarzy... Neurochirurg, neurolog, ortopeda, urolog... i tak każdy lekarz kilka razy w tygodniu... Każdy lekarz prywatnie, bo jak chciałam na "kasę chorych" to mi mówili, że kolejki są takie, że powinnam już w ciąży się zarejestrować.
Do tego zaczęliśmy rehabilitację, już od 2 miesiąca, bo miała lekkie napięcie mięśniowe rączek...

Ogólnie masakra, co tu dużo pisać... Morze łez... Chwile zwątpienia... Pomoc "od Państwa" - znikoma...
Do tego na poczatku 3-5 razy dziennie cewnikowanie, bo Młoda miała porażone też zwieracze i nie wiadomo było, czy czuje, jak się załatwia... Teraz już lepiej, cewnikuję ją raz na dwa dni, bo zaczyna wołać siku i kupę czyli jest ok...


Jest szansa!


Po pół roku takiej walki okazało się, że Gabi rozwija się prawidłowo, no i teraz rehabilitacje... Chociaż jedną z lepszych rehabilitantek, jest dla Gabrysi siostra - Julka, która będąc zdrową dziewczynką, "ciągnie" Gabi ze sobą :-)



Niestety nie stać nas na codzienną rehabilitację, więc w zależności od miesiąca, udaje nam się czasem na raz w tygodniu czasem dwa... Głównie ja ją ćwiczę w domu.

Mała miała 4 rodzaje butów ortopedycznych, czy pomogły? nie wiem... Wiem, że były drogie i w naszym przypadku nie spełniały w 100% swojej roli

Jednak... Szanse na chodzenie ma ogromne!

Gabi ma 2,5 roku. Coraz częściej zaczyna stawać na nóżkach, ale trzeba ją podtrzymywać za rączki, bo ma wyhaczone biodro i nie potrafi utrzymać równowagi

W zeszłe wakacje byliśmy na turnusie rehabilitacyjnym i to Gabi bardzo pomogło. Na chwilę obecną potrzebuje chodzika leczniczego i oczywiście więcej godzin rehabilitacji, więc tam gdzie mogę dzwonię, szukam, pytam... ale jednym słowem maja mnie w d., bo za dużo dzieci je potrzebuje :-(



Jaka jest Gabrysia teraz?


Gabi jest bardzo pogodna, ciekawa świata, bardzo inteligentna. Szybko uczy się wierszyków i piosenek... Bardzo nas cieszy to, że raczkuje... i to nie, że ciągnie nogi. Robi to tak, jak zdrowe roczne dziecko!




Kochane... Kochani... Jeśli nie wiecie, komu oddać swój 1%, macie coś, co mogłoby się przydać Gabrieli lub jej siostrze bliźniaczce, piszcie! A dane do wpisania na rozliczeniu rocznym PIT Znajdziecie poniżej i na banerze po prawej stronie Bloga.

Udostępnij to:

Komentarze

2 komentarze :

  1. Gabrysię stawia na nogi rehabilitacja i WIELKA MIŁOŚĆ, którą jest otaczana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, dlatego cieszę się, że mogłam przedstawić wszystkim tą dzielną dziewczynkę <3

      Usuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)