Historia mojego karmienia piersią

Tak naprawdę większość postów powstaje, kiedy Zosia zasypia, a dokładniej, kiedy odpływa. Niestety nic jeszcze nie zrobiłam z tym, że mój Kurczak zasypia przy cycu. A jak już ona sobie tak cyca, to ja piszę, bo ileż można grać w diamenciki :-) Zosia jest wytrwałą zawodniczką i czasem i godzinę jestem tak unieruchomiona, więc korzystam i piszę :-) zresztą to wspaniałe chwile, te spędzone razem z Zośką, kiedy zasypia. Czasem, już przez sen się śmieje nawet, a to dla mnie znak, że miała dobry dzień, taki lepszy niż zwykle :-)



Mój mąż nazywa to cycopostami :-D

Tak więc ku czci karmienia piersią, które uważam za najlepsze dla Maluszka, chcę przedstawić naszą historię karmienia. Naszą, bo do tego 'tanga' też 'trzeba dwojga' - nie nakarmisz dziecka, jeśli nie będzie umiało pociągnąć, ani ono się nie naje, jeśli Mama nie będzie chciała karmić.


Pierwsze chwile razem


Zosia urodziła się o 19:22, o 19:23 zrobiła pierwszą kupę (na mnie) i była już gotowa na jedzenie :-) około 20 trafiłyśmy na salę poporodową, gdzie zjadłyśmy swoje posiłki. Ja dostałam kanapki i czekoladę (byłam mega głodna, pomimo tego, że przed wyjazdem do szpitala o 14 wciągnęłam porządny obiad. Zosia dostała cyca.


Moje obawy


Bardzo chciałam karmić piersią. W ciąży nie miałam żadnych objawów pojawienia się siary, żadnych wypływów mleka ani mega powiększonych piersi (przy moim rozmiarze I70 nie było to bardzo widoczne), dlatego nie wiedziałam jak to będzie. Wiedziałam natomiast, że trzeba próbować, próbować i jeszcze raz próbować. Więc spróbowałyśmy...


Pierwsze karmienie


Zośka była bardzo spokojna. Od urodzenia jeszcze nie zdążyła popłakać, nie byłam więc zdenerwowana. Mała dostała pierś i od razu wiedziała co ma robić :-) oczywiście nie była w stanie utrzymać jej zbyt długo, ja byłam obolała i też jakoś taka nierozgarnięta w ruchach. Moje duże piersi bardzo przeszkadzały, bo standardowa pozycja na kołyskę była bardzo niewygodna... Poza tym, Zosia była dość duża (58cm i 3630g), co po takim wysiłku było niełatwo utrzymać. Ale spokojnie, poprawiałyśmy pierś i było coraz lepiej. Około 22:30 znalazłam swoją pozycję, Zosia musiała leżeć nie na mnie, a obok mnie. Dokładnie tak jechałyśmy na salę docelową na oddziale położniczym :-) Zosia oczywiście już spała.

Potem powoli dobierałyśmy odpowiednie pozycje, ale ta na leżąco stała się najbardziej NASZA.


Pierwsze dni karmienia


Nie były złe. Naprawdę. Miałam w domu męża, który tylko donosił mi wodę (a tej piłam litrami). Miałam wygodny fotel i poduchę podpierającą dla Małej. Czasem karmiłam trzymając Zośkę w rożku. Szczególnie na początku, kiedy dziecko jest takie malutkie, a Mama niepewna, jest to fajne rozwiązanie. I tak siedziałyśmy... Czasem karmienia trwały po godzinie, a przerwy po 15minut i pomimo nalegań położnej środowiskowej nie skusiłam się na przepajanie wodą...
4 - tygodniowa Zosia z uśmiechem śpiącą po karmieniu


Na początku karmienia były tak częste, że nie pamiętałam, z której piersi miałam teraz karmić. Nosiłam więc bransoletkę, którą podczas karmienia przekładałam na rękę, która miała być 'następna'. Zosia ładnie przesypiała połowę nocy bez karmienia, i zapewne przez to pojawiły się problemy...


Problemy z karmieniem


Miałam, jak każdy. Moje dotyczyły niesamowitego bólu brodawek. Z racji tego, że Zocha potrafiła na cycu wisieć godzinami, to nieprzyzwyczajone sutki nie wytrzymywały obciążenia. Łzy ciekły - a jak, ale hormony dodawały sił. Byłam dla swojego dziecka, pomimo moich nieprzyjemności... Próbowałam smarować bepanthenem (jeszcze przed porodem to robiłam), ale za którymś razem Zośka się pohaftowała, stwierdziłam, że to przez maść i dałam radę przetrwać bez. Pomagała myśl od pielęgniarki laktacyjnej - ''to jak otarcie w nowych butach. Ciało musi się przyzwyczaić. To potrwa tydzień...'' i tak odliczałam dni do tygodnia :-)
Wieczorami potrafi cycać godzinami, ale lubimy te nasze wieczory


Potem przyszedł czas na nawał. W moim przypadku oprócz całych przepełnionych piersi, pojawiły się guzy pod pachami. Wtedy bardzo dużo pomógł mąż, masując zgrubiałe miejsca, nawet przystawiając laktator. To urządzenie bardzo pomogło, bo Moje Dziecko akurat wtedy na jedzenie nie miało ochoty. Odciągałam jednak tylko do momentu ulgi, bałam się jeszcze większego rozkręcenia produkcji :-P Udało się opanować i ten problem, nawet bez zapalenia, ale... Guzki zostały. Chyba dopiero w 8 tygodni po porodzie je załatwiłam - po gorącej kąpieli, nakarmiłam Zosieńkę i przyłożyłam kartonik z zimnym sokiem z lodówki :-) widać, to był ten czas, bo wcześniej słynna kapusta nie działała...
Przydatne okazało się również zmienianie pozycji karmienia. Zauważyłam, że mleko najlepiej schodzi z tej części piersi, która podczas karmienia jest napięta.


Pierwsze inne jedzenie


I tak sobie karmiłyśmy... Prawie 20tygodni. Bez modyfikowanego, bez herbatek, wody i... Bez smoczków. Zosia zdecydowanie odrzuciła ten sposób zaspokajania odruchu ssania. Przyszedł czas na ekspozycję glutenu, o czy piszę w tym poście: Pierwsze jedzonko . A tu proszę, moje dziecko poza zasypianiem nie chce piersi... No i wprowadziłam jeszcze wieczorną kaszkę, co by mi dziecko nie zeszło z głodu ;-) okazało się jednak, że przyczyną niechęci był nadmiar bodźców. Teraz mogę nakarmić Zosię (awaryjnie) zawsze, musimy jednak zachować spokój i wyeliminować potencjalne rozpraszacze. Czasem nawet Tata siedzący obok takim rozpraszaczem był :-P

Zosia za tydzień kończy 7 miesięcy, je 4 posiłki dziennie, do tego przynajmniej 3 karmienia w ciągu dnia i kilka w nocy (czasem nawet nie wiem, ile razy). Jest piękną dużą zdrową dziewczynką, a ja jestem dumna, że wykarmiłam ją własną piersią :-) troszkę mi szkoda, że czas tak szybko płynie, nie chciałabym jednak, żeby Zosia miała problem z innym jedzonkiem, dlatego delikatnie wprowadzam jej nowe jedzonko. Poza tym, to też jest dla nas obu frajda. (chyba że tak, jak dzisiaj obiadek ląduje w maminych włosach wystrzelony z łyżeczki przez Zosię :-P)



Mój apel


Kochane Mamy, jeśli boicie się, że nie dacie, rady, jeśli zastanawiacie się, czy na pewno dziecku wystarczy Wasze mleko. Przestańcie. Po to jesteście kobietami, że dacie radę. To ciężka praca, choć wiem, że u nas naprawdę poszło szybko i sprawnie. Ale, czy nie warto tej pracy włożyć dla tej satysfakcji? Dla więzi w dzieckiem? Dla późniejszej naszej wygody? - W końcu prze 6 miesięcy nie musicie latać ze sterylizatorami, butelkami i smokami, szukać butli antykolkowych czy herbatek odpowiednich dla malucha. Karmienie jest super! Z każdym problemem można sobie poradzić.

Polecam też szpital na Polnej w Poznaniu, gdzie kilka razy dziennie zaglądają pielęgniarki laktacyjne, a w nagłych przypadkach można je po prostu poprosić do siebie. Tam to naprawdę działa!

Najważniejsze, żeby wiedzieć, po co się to robi, a wszystko można przetrzymać :-) trzymam kciuki za każdą z Was
--

Udostępnij to:

Komentarze

19 komentarze :

  1. Święta racja! Chcieć to móc! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Budująca Mamo, bardzo zazdroszczę, że Wam się udało. Ja niestety przestałam karmić Synka po miesiącu. Dostałam zapalenia piersi i sutków, Leoś ulewał moim mlekiem i w kółko dojadał, przez co co godzinę musiałam odciągać masę mleka aby czuć ulgę (ok. 150 ml z jednej piersi "do ulgi") a mam biust 70b a więc to był koszmar. A siara zaczęła mi lecieć w 15 tc, w 17 już musiałam używać wkładek laktacyjnych bo leciało i leciało. Bardzo Cię podziwiam bo karmienie piersią to ciężka praca, gratuluję :) Pozdrawiamy Wam miłe Panie, Patrycja i Leon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że mówisz o tym otwarcie! następnym razem będzie lepiej. Niestety nikt nie jest w stanie ocenić w 100% co jest przyczyną problemów, być może to przez stres, być może potrzebowaliście trochę więcej czasu. Może następnym razem się uda :) ważne, że miesiąc miał od Ciebie to wszystko. Być może tyle właśnie potrzebował. Pozdrawiam serdecznie i Ciebie i Leosia :)

      Usuń
  3. Witam panią ja karmie piersią i chce w nocy nadal żeby utrzymać laktację ale mój synek to duży mężczyzna i potrzebuje dodatku.Dzieki pani doszło domnie ze mm to jednak niebedzie super wyjście a poprostu wprowadzenie więcej innych pokarmów to jest to co powinnam zrobić ,a wiec do dzieła.Pozdrawiam Was mile panie i dziekuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana! Bardzo się cieszę, że postanawiasz nadal karmić, bo to najlepsze, co Maludom można dać :D

      Usuń
  4. Myślę, że nikt nie jest w stanie zapewnić, że mm będzie receptą na wszystkie problemy. Sami też wstajemy często w nocy, ale coraz rzadziej i można się przyzwyczaić. A ile Synek ma? Już u niego czas na nowe jedzonko? Zosia była bardzo zainteresowana jedzącymi domownikami i pierwsze kaszki przyjęła z wielkim zainteresowaniem :) http://budujacamama.blogspot.com/2013/12/pierwsze-jedzonko-czyli-jak-rozszerzec.html

    OdpowiedzUsuń
  5. ja bardzo dobrze wspominam karmienie cycem;) ale ten etap się już u mnie na zawsze zakończył, dzieci rosną i cycuś jest iż tylko dobrym wspomnieniem;) jak dla mnie karmienie cycem miało same plusy jedyny minus nie zawsze można było zjeść i wypić to co się chciało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie zauważyłam, że nawet kilku latki jakby dobrze pamiętają o cycusiu :) Cudownie jest mieć tą więź z dzieckiem. Plusy rzeczywiście zdecydowanie przesądzają, a jeszcze kilka lat na dojadanie, czy wypicie mamy :) więc nadrobimy, choć czasem dobry trunek kusi ;) (jem za to naprawdę wszsytko :P)

      Usuń
  6. Pisze z prosba o tekst dotyczacy wprowadzenia glutenu I posilkow krok po kroku ...nie wiem od czego zaczac ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://budujacamama.blogspot.com/2013/12/pierwsze-jedzonko-czyli-jak-rozszerzec.html My zaczęłyśmy od kaszki glutenowej, potem warzywka (ziemniaczek, amrchewka, brokuł, groszek). Zapraszam do czytania. Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Dziękuję Ci za to, że w taki sposób o tym piszesz. Mam w planach bycie w ciąży i muszę ten plan dokładnie przetrawić. Karmienia się bałam do tej pory. Jeśli mogę tylko coś zasugerować, to zmianę sformułowania "cyc" na coś innego, gdyż ono jest deprecjonujące w moim odczuciu. No ale to tylko taka uwaga malutka. Będę tu częściej zaglądać. Raz jeszcze - dziękuję za dodanie otuchy :)
    Sunny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest przygoda. Dla mnie pierś jest trochę zbyt wyniośle, a zazwyczaj mówię po prostu jedzonko... :-) "wiszenie na cycu" to takie powiedzenie, nie chciałam nikogo urazić :) dla mnie to sformułowanie ma znaczenie wybitnie niepejoratywne. Życzę zrealizowania planów :) i jak najszybszej możliwości poczucia TEGO <3

      Usuń
  8. wspanialy post! mam takie samo,zdanie jak Ty nna temat karmienia piersia:-) to cudowne chwile. ja karmie prawie 16 mcy,moj synek mm dostal tylko w szpitalu jak spalam po cc. sliczna masz coreczke:-) pozdrawiam cieplo i zapraszam do mnie,my mamy karmiace trzymajmy sie razem,ja zawsze staram sie delikatnie namawiacna karmienie piersia i obalac mity na temat za malej ilosci pokarmu,itp:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście! Widziałam już kobietki z groszkami (dosłownie) karmiące kilka dobrych miesięcy. Jak się chce, to można :) straszne są te mity... ale My jesteśmy do przodu i trzeba wspierać kolejne kobitki :D

      Usuń
  9. Słodka taka zadowolona i nakarmiona Zosia :) U nas problemy z bólem podobne były. Też nigdy nie pamiętałam, z której karmiłam, ale machnęłam na to ręką i później podczas karmienia to przestawiałam z jednej na drugą :) Albo jak mi było akurat wygodnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z racji ewidentnego nadmiaru starałam się tego pilnować, bo jak czasem którąś pominęłam, to było nieciekawie... Do teraz staram się pamiętać i w miarę naprzemiennie karmić (tym bardziej, że czasem już nawet 6 godzin przerwy dla jednej piersi)

      Zosia rzeczywiście najedzona jest najszczęśliwsza - od początku :D

      Usuń
  10. Przeczytałam ze łzami w oczach. Też karmię swoją córcię piersią już 20 tydzień. 9 lat temu nie udało mi się tak długo karmić synka, głównie z uwagi na brak wsparcia w najbliższych. Kiedy pojawiły się wtedy pierwsze problemy to moja mama, razem z bratową, dołowały mnie, twierdząc, że pewnie mleko mam "za słabe"... teraz byłam silniejsza, a i mąż bardziej mnie wspiera, widząc, że jest to dla mnie bardzo ważna sprawa. Mała rośnie, ładnie przybiera a ja jestem mega dumna, że to na moim, maminym mleczku tak rośnie...

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdecydowanie takie toksyczne osoby są najgorszym, co młoda mama może spotkać. Dobrze, że za drugim razem się udało :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, like, plusik czy udostępnienie, to dla mnie motor do dalszej pracy nad blogiem i postami. Więc? Udostępnij, skomentuj, polub, jeśli uważasz, ze warto było tu zajrzeć :-)